Łukasz Broź: Są kluby, do których bym z Legii nie przeszedł

– Gdy rozmawiałem z kibicami w Warszawie, to w żartach pytali: „Wiesz, do niektórych klubów chyba nie pójdziesz?” – mówi Łukasz Broź, który niedawno przeniósł się z Legii Warszawa do Śląska Wrocław.

Po pięciu latach gry w Legii Łukasz Broź zamienił klub ze stolicy Polski na zespół z Wrocławia. Z tej okazji spotkaliśmy się z nim i porozmawialiśmy na temat nowego rozdziału w jego piłkarskiej karierze.

Jak się Panu podoba we Wrocławiu?

Jest bardzo fajnie. Mam pozytywne wrażenia. Zostałem tu miło przyjęty przez różne osoby z klubu, za co dziękuję. Czuję się tu dobrze. Udało mi się już pozałatwiać wszystkie sprawy, m.in. te związane z mieszkaniem.

A dlaczego wybrał Pan akurat Śląsk Wrocław?

Chciałem poczekać dłużej na jakąś ciekawą ofertę, a temat Śląska pojawiał się już wcześniej…

Podejrzewam, że już od zimy tego roku. W lutym w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” powiedział Pan m.in.: „Jestem przygotowany na różne warianty, na grę w nowym klubie też. Nie mogę zostać na lodzie.”

Tak. Zawsze jestem otwarty na rozmowy i także w tym przypadku wraz z moim menadżerem zastanawialiśmy się co zrobić w mojej sytuacji. Śląsk mnie chciał, był najbardziej konkretny, dlatego zdecydowałem się przenieść do Wrocławia. Cieszę się z tego, że tu jestem.

Piłkarz z Iranu wzorem dla polskich kopaczy

A była możliwość wyjazdu za granicę? Czy ze względu na rodzinę nie brał Pan tego pod uwagę?

Czekałem też na takie oferty. Pojawiło się kilka zapytań, opcji, ale musiałbym jeszcze trochę poczekać. Dlatego uznałem, że nie biorę tego ostatecznie pod uwagę.

W innym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” powiedział Pan: „Rozmawiałem ze znajomymi chłopakami, z Arkiem Piechem i Krzyśkiem Ostrowskim, który kiedyś grał w Śląsku, a ja z nim występowałem w Widzewie. To normalne, że chciałem się czegoś dowiedzieć”. To czego zdołał się Pan dzięki nim dowiedzieć?

Nic tajemniczego – po prostu chciałem się podpytać o różne szczegóły dotyczące klubu, trenera, samych zawodników. Chciałem wiedzieć, jakie drużyna ma ambicje i jaka panuje w niej atmosfera.

Na co stać Śląsk w tym sezonie ligowym?

Zawsze lepiej postawić sobie wyższe cele i do nich dążyć. My zaś skupimy się przede wszystkim na tym, by załapać się do „pierwszej ósemki”.

Na jakiej pozycji chciałby Pan występować we Wrocławiu?

W Legii grałem głównie na prawej obronie, choć gdy była konieczność, to zdarzały mi się też epizody na lewym boku defensywy. Myślę, że moja optymalna pozycja to prawa strona i chyba tak to będzie tutaj wyglądało.

Pytam o to też dlatego, gdyż ostatnio modne stało się w naszym kraju ustawienie z trójką obrońców. Jak Pan się w nim odnajduje?

„Modne” – to dobre określenie. Wydaje się to tylko modne, bo czy przynosi pozytywne efekty? Jak widać po różnych drużynach, które grają takim system, nie zawsze to dobrze wychodzi. By grać trzema obrońcami, trzeba takie ustawienie przećwiczyć. Każdy musi wiedzieć, co ma robić. Nie może być żadnych wątpliwości, nieporozumień – to musi działać na boisku jak automatyzm.

„Nie czuję, żeby nastał czas, abym powiedział, że za rok kończę granie” – wywiad z Marcinem Robakiem

Z Pana perspektywy jako obrońcy –  czy to duża różnica, gdy w defensywie wystawia się trzech zawodników, a nie czterech?

Niby wszyscy mówią, że nie, ale wydaje się, że to są zupełnie inne rodzaje zachowań w obronie. Może to nie jest niemożliwe do wcielenia w boiskowe życie, ale trzeba to odpowiednio wytrenować, każdemu wytłumaczyć jego rolę w takim systemie.

W rozmowie z PS powiedział Pan też odnośnie transferu z Legii do Śląska: „Kibicowskie układy nie były dla mnie priorytetem, ale są kluby, do których na pewno bym nie przeszedł.” Jakie to kluby?

Nie podam konkretnych nazw, ale grałem w Legii, więc łatwo się domyśleć. Gdy rozmawiałem z kibicami w Warszawie, to w żartach pytali: „Wiesz, do niektórych klubów chyba nie pójdziesz?”. Jestem taką osobą, że gdy zżyłem się trochę z jednym klubem, to do niektórych innych bym nie przeszedł. Nie mówię, że na 100%, ale jednak rozum mi podpowiadał, że nie warto.

Najpiękniejszy Pana moment podczas pobytu na Łazienkowskiej to…?

Ciężko wybrać jeden, bo trochę ich było. Pamiętam pierwsze mistrzostwo, bo to był pierwszy sukces, jaki udało mi się osiągnąć w naszej lidze. Mecze w Lidze Europy wspominam bardzo dobrze, a już w szczególności naszą obecność w Lidze Mistrzów. To chyba marzenie każdego piłkarza grającego w Polsce, by dostać się do tych elitarnych rozgrywek.

Mogliście wyjść na boisko i zagrać przeciwko zawodnikom, którzy rozbudzają wyobraźnie, dla wielu są wzorami, idolami.

No właśnie. To była wielka przygoda.

W październiku Śląsk zmierzy się we Wrocławiu z Legią. To będzie dla Pana szczególny pojedynek czy taki jak każdy?

Podchodzę do tego na chłodno. Zdaje sobie sprawę, że zagramy z drużyną, w której spędziłem ostatnie pięć lat, ale dla mnie to będzie jedynie kolejne spotkanie o trzy punkty. Jeśli będę miał możliwość wystąpić, to będę chciał jak zawsze pokazać się z jak najlepszej strony. Mam nadzieje, że wygramy to starcie.

Do Śląska przed sezonem trafił nie tylko Pan, ale i m.in. Farshad Ahmadzadeh. To pierwszy piłkarz z Iranu w naszej lidze. Będzie mocnym punktem zespołu?

Widać, że ma swobodę w operowaniu piłką. Jest też bardzo charakterny na boisku. Przy odbiorze futbolówki podchodzi agresywnie, blisko rywala. Podoba mi się to, że ma w sobie taką zawziętość – nie odpuszcza. Ma fajnie ułożoną lewą nogę. Liczymy, że jego forma będzie szła tylko do góry.

Rozmawiał: Dominik Senkowski

Fot. Krystyna Pączkowska