Dwa dotychczasowe spotkania turnieju preeliminacyjnego do Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022  przebiegły po myśli Biało-Czerwonych. Ale testem z prawdziwego zdarzenia i meczem o przedłużenie marzeń związanych z wyjazdem do olimpijskiego Pekinu za 2 lata będzie spotkanie z gospodarzami, naszpikowaną gwiazdami reprezentacją Kazachstanu.

14:1 – tak, imponująco trzeba przyznać, wygląda bilans bramkowy Polaków w spotkaniach z Holandią (8:0) oraz Ukrainą (6:1), ale on jutro od godz. 12 w południe nie będzie miał już jakiegokolwiek znaczenia. Naprzeciwko graczy trenera Tomka Valtonena staną bowiem Kazachowie, główny faworyt całej tej zabawy, która ma miejsce w ich stolicy, Nur-Sułtanie, o czym jeszcze przed wyjazdem wspominał nie tylko szkoleniowiec Biało-Czerwonych, ale także choćby lider jego drużyny, Aron Chmielewski. Na czym polega siła jutrzejszych rywali naszych hokeistów?

Na początek prześledźmy nazwiska niektórych reprezentantów tego kraju między Europą a Azją: bramkarz Henrik Karlsson, obrońcy Jesse Blacker i Darren Dietz, napastnicy Dustin Boyd, Curtis Valk, Nigel Dawes – ten zestaw pokazuje, że Kazachowie lubują się w naturalizowaniu hokeistów, zwłaszcza zza oceanu, którzy na co dzień grają w międzynarodowej, najwyższej lidze w Rosji, czyli Kontynentalnej Hokejowej Lidze. A KHL, jak wiedzą wszyscy znawcy hokeja, to zupełnie inny świat, nieosiągalny wręcz poziom dla Polaków. Prawdziwym motorem napędowym kazachskiego hokeja, główną „firmą” i zapleczem kadry – nie tylko jeśli idzie o zawodników, ale i białoruskiego trenera Andreja Skabiełki –  jest zespół Barysu Nur-Sułtan, a to uczestnik i jedna z czołowych ekip wschodniej części ligi KHL. Co więcej, na właśnie trwający turniej preeliminacyjny, do reprezentacji wrócił ten, który ma status gwiazdy, a nawet żywej legendy: Nigel Dawes. Urodzony w Kanadzie 34-latek ma w swoim hokejowym CV aż 212 meczów w NHL, co właściwie mówi samo za siebie. Dawes to także najlepszy obcokrajowiec i drugi strzelec w całej historii KHL. Czy wobec tak ogromnej siły Kazachów, nasi reprezentanci mają jakiekolwiek szanse z gospodarzmy turnieju, z którego w grze o ZIO pozostanie jedynie najlepszy?

Niestety, trudno tu o optymizm. W ostatnich 10 meczach przeciwko Kazachom, Biało-Czerwoni ani razu nie zdołali wygrać – dwa razy z ośmiu przegrali po rzutach karnych. W sukces najwyraźniej nie wierzyli także decydenci  z Telewizji Publicznej, którzy nie zdecydowali się pokazywać turnieju w stolicy Kazachstanu (transmisje znajdziemy za to na stronie polskihokej.tv) „Oczywiście jest to inny poziom. Pamiętam, że Barys Nur-Sułtan był w Helsinkach na meczu z Jokeritem, który nie dał mu rady. To świadczy o tym, jaki potencjał tkwi w tym zespole i w tych zawodnikach. Jednak w hokeju jest wszystko możliwe, my wierzymy i będziemy walczyć” – zapowiedział trener Valtonen (cytat za: hokej.net). Cóż, to właśnie w pełnym zaangażowaniu i maksymalnej koncentracji od pierwszej do ostatniej minuty możemy głównie upatrywać polskiej nadziei na zwycięstwo. Także w słabszym dniu gospodarzy, którzy jednak będą mogli liczyć na doping ponad 11-tysięcznej publiczności. Polacy, musicie gryźć lód! Mimo ogromnej, sportowej przewagi gospodarzy wierzymy w Waszą wolę walki.