Hiszpanie byli lepsi, ale łatwo nie mieli

Polscy koszykarze niestety przegrali najważniejszy mecz rodzimej koszykówki ostatnich kilku dekad. Hiszpanie byli zespołem lepszym, co nie znaczy, że ich triumf był bezapelacyjny. Nasi zawodnicy pokazali charakter, bez wątpienia. 

Polacy nie „pękli” przed 3-krotnymi mistrzami Europy i brązowymi medalistami z igrzysk w Rio. Zresztą, Hiszpanie to mimo wszystko nie ten sam zespół, co jeszcze kilka lat temu. Co było najskuteczniejszą bronią naszych? Celne rzuty za trzy. Polacy (Waczyński, Koszarek, Sokołowski) bombardowali nimi swoich rywali, ale i ci nie pozostawali dłużni – gdy tylko przyspieszali, a zza łuku trafiał najskuteczniejszy ich koszykarz do przerwy Juancho Hernangomez, wówczas przewaga osiągała mniej więcej 10 punktów. Biało-Czerwoni jednak pozostawali w grze i trzymali kontakt.

W drugiej kwarcie nadal na parkiecie grano w ramach „festiwalu trójek”. Skuteczni zza linii 6,75 m byli Polacy, ale i Hiszpanie. Gdy o czas poprosił Taylor, utytułowani przeciwnicy nieco wypadli z rytmu, a sygnał do odrabiania strat dał Adam Hrycaniuk. Gracze z Półwyspu Iberyjskiego wzmocnili nieco defensywę, ale popełniali straty w ofensywie, co skrzętnie wykorzystali nasi zawodnicy. Do przerwy było zaledwie 46:41 dla Hiszpanów, statystyki m.in. w rzutach z gry czy liczba zbiórek była na mniej więcej podobnym poziomie.

Tuż po wyjściu z szatni nasi od razu nie dali się stłamsić, a trójką obudził się nieco ukryty dotąd Mateusz Ponitka. Hiszpania to jednak światowej klasy zespół, wystarczyło, że trochę podkręciła tempo, Ricky Rubio porozdawał, Rudy Fernandez trafiał zza łuku i o czas musiał prosić trener Taylor, bo zrobiło się -12. Rywale kontynuowali ucieczkę ze znakomicie ustawionymi „celownikami”, a świetną partię rozgrywał Rubio. Gracz Phoenix Suns w całym spotkaniu zapisał przy swoim nazwisku 19 punktów i 9 asyst.

W trzeciej kwarcie bardzo przyzwoicie prezentował się pewny siebie Damian Kulig. 32-latek podejmował dobre decyzje w ataku, był też solidny w obronie, robił kapitalną robotę. Podobnie zresztą, jak Michał Sokołowski, dżoker w talii selekcjonera Taylora. Po jego skutecznym wejściu pod kosz i podaniu Kuliga (65:58), czas wziął trener Sergio Scariolo. Nasi nadal pozostawali groźni!

Pytanie przed ostatnią częścią brzmiało: czy Polacy utrzymają świetną dyspozycję? Bo sprawa zwycięstwa w dalszym ciągu była otwarta. Po akcji 2+1 AJ Slaughtera na tablicy było 67:61, niestety Hiszpanie włączyli kolejny bieg i znowu ich przewaga wynosiła ponad 10 punktów, co świadczyło – jak przyznał komentujący mecz w TVP Piotr Sobczyński – o kontroli rywali nad przebiegiem spotkania. Z, wydawałoby się sporą swobodą, pod koszem radził sobie zwłaszcza Willy Hernangomez. Ale co z tego! Akcje Slaughtera (za trzy) i Waczyńskiego i przewaga przeciwników stopniała do zaledwie 4 „oczek”. Gracze Scariolo jednak pokazali wielką moc – Rubio zrobił, co chciał, a i Hernangomez nadal grał kosmiczny basket. -15 na dwie minuty przed końcem nie pozwalało już wierzyć w zwycięstwo Polaków. Tak czy inaczej, nasi reprezentanci zasługują na wielkie słowa uznania.

W półfinale, oprócz Hiszpanii, zameldowali się już Argentyńczycy, którzy niespodziewanie ograli faworyzowaną Serbię 97:87. Jutro swoje mecze rozegrają Amerykanie (przeciwko Francji) oraz Australijczycy – ich rywalami będzie druga po Polsce rewelacja turnieju w Chinach, reprezentacja Czech. Polacy w walce o 5. miejsce rozegrają jeszcze dwa pojedynki. Z kim? Dowiemy się jutro.

Mecze w ramach mundialu możesz obstawić na stronie forBET.