Klub Grosika gra w grosiki

Taka to już tradycja, że gdy okienko transferowe się otwiera, to – w kontekście Polaków – sporo mówi się zwłaszcza o jednym z nich: Kamilu Grosickim. Był już m.in. jedną nogą we Francji, już prawie zakładał trykot zespołu z Turcji, ale zawsze coś mu przeszkodziło. Efekt jest taki, że ma już 31 lat na karku, a jest w miejscu, w którym raczej nie chce być, a według innych: nie powinien być.

Nie chce czy nie powinien, ale to nie zmienia faktu, że „robi swoje”. 10 dni temu podczas inauguracji rozgrywek Championship, „Grosik” w dużej mierze stał za golem w przegranym co prawda 1:2 meczu inauguracyjnym ze Swansea:

Na boisku spędził  wówczas 69 minut, podczas drugiego (wygranego 2:1 z Reading) spotkania 10 minut dłużej biegał po boisku, ale do protokołu meczowego nie zdołał się wpisać. Może rozkojarzyły go kolejne plotki transferowe? Wolne żarty, w końcu jest profesjonalistą. Choć z drugiej strony, ile można? Sytuacja niepewności, w której przyszłość jest dość chybotliwa, nie może trwać w nieskończoność. A jak to widzi sam zawodnik?

W wywiadzie udzielonym niedawno „Przeglądowi Sportowemu” powiedział m.in.: „Dopóki jestem w Hull, wiem, że będę normalnie grał. Wszyscy mnie tu cenią. A jeśli tak, to na pewno nie zostanę oddany za małe pieniądze. Patrzę na to spokojnie z boku. Czy były oferty z Turcji? Tak, wciąż toczą się jakieś rozmowy. Kluby najchętniej sprowadzałyby zawodników za niewielkie pieniądze, ale w moim wypadku trzeba sporo zapłacić i chyba to stwarza jakiś problem, a przy transferze wszystkie strony muszą się dogadać. Oferty z Turcji to nie nowość w moim przypadku, więc nie byłem zaskoczony. Cały czas wydzwaniają do mnie różni menedżerowie i proponują tamten kierunek. Zostałem tam dobrze zapamiętany i właściwie co okno są jakieś propozycje. Podchodzę do tego spokojnie. Nie ma sensu o tym więcej mówić, bo dopóki samo Hull nie będzie zadowolone z propozycji, zostaję w Anglii i tutaj daję z siebie wszystko. Dla mnie to ważny czas. Jeśli awansujemy do EURO 2020, muszę być jak najlepiej przygotowany do tego turnieju”- zadeklarował. Czyli w sumie stara śpiewka, ale nie ma co ukrywać: żałujemy. Wszystko, a więc ewentualny fakt przedłużenia umowy, wyjaśni się w styczniu. Jeśli Hull będzie chciało puścić Polaka, wówczas – na co liczy „Grosik” – już zimą będzie mógł wreszcie zmienić klub.

Nic nie jest pewne, „Grosik” gra i czeka na rozwój wypadków, a tymczasem czas ucieka. Hull City to zdecydowanie nie jest pewniak do awansu do Premier League (kurs w forBET wynosi 50.00), zresztą w poprzednim sezonie był nawet moment, gdy widmo spadku zaglądało „Tygrysom” w oczy, ale jakoś wyszli z opresji. Wracając do Grosickiego. Można żałować, że tak potoczyły się jego losy klubowe, bo umiejętnościami ewidentnie przewyższa swoich kolegów i powinien grać w poważniejszej lidze. Z drugiej strony, jeśli faktycznie miałby ku temu szczególne predyspozycje, to już dawno zgłosiłby się po niego mocniejszy klub, chętny wyłożyć 4 mln euro, na jakie wycenia go portal transfermarkt.com. W końcu to nadal ważna postać reprezentacji Polski, a kapitalny gol przeciwko Izraelowi, wydawało się, pomoże mu w zmianie otoczenia. Nic z tego. Czekamy wraz z „Grosikiem” na rozwój wypadków.

Mecze Hull City obstawisz na stronie bukmachera forBET – sprawdź!