Został sam, a gra, jak za dwóch!

Kamil Majchrzak w Ostrawie, gdzie obecnie jest rozgrywany turniej rangi ATP Challenger Tour – Prosperita Open – może liczyć na wsparcie rodziny oraz rodaków, którzy licznie meldują się na obiekcie klubu SC Ostrava. Mimo to Polak jest w pewnym stopniu osamotniony. Na starcie zmagań w czeskich zawodach stanęły łącznie sześciu biało-czerwonych, jednak w grze pozostał jedynie Majchrzak. Karol Drzewiecki, Szymon Walkow, Daniel Kossek, Mateusz Kowalczyk i Tomasz Bednarek – ta piątka swoich sił próbowała w grze podwójnej, ale wszyscy zgodnie porażkę ponieśli już w pierwszym meczu. Ich przegrane zupełnie wynagradza piotrkowianin, który w morawsko-śląskim kraju gra, jak z nut!

Kamil Majchrzak w 2019 roku rozgrywa najlepszy sezon w karierze, a dobrą formę potwierdza także w niedalekiej Ostrawie, która leży kilkanaście kilometrów od polsko-czeskiej granicy. Obecnie 129. zawodnik świata w turnieju rangi ATP Challenger Tour Prosperita Open wygrał już trzy spotkania (wszystkie bez straty seta), i zameldował się w ćwierćfinale. Czwartym – po Burnie, Saint-Brieuc oraz An-Ning – w tym sezonie. Mieliśmy to szczęście, że jego najlepszy (miejmy nadzieję, że jak dotychczas) mecz w tym tygodniu, mieliśmy okazję oglądać z trybun.

Chociaż początek starcia z notowanym o dziewięć miejsc wyżej niż Majchrzak, Denissem Novakiem, nie mógł napawać optymizmem, to Polak zdołał otrząsnąć się po błyskawicznej utracie podania. Po jego stronie było również szczęście, gdyż przy piłce setowej piłka zatrzymała się na siatce, a następnie przeleciała na stronę kortu, na której był rywal.

Później tenisiści udali się na przymusową przerwę, bowiem figle płatać zaczęła pogoda. Chociaż mogło się wydawać, że kilkanaście minut oddechu może dobrze zrobić Novakowi, to jednak obecnie 120. tenisista świata na kort wrócił w fatalnym stylu. W drugim secie nie udało mu się zdobyć ani jednego gema, przez co po rozegraniu kilku jasne było, że następne są wyłącznie formalnością.

Tuż po ostatniej piłce meczu rozegranego na korcie numer trzy, Majchrzak znalazł kilka chwil, aby z nami porozmawiać i ocenić swój piątkowy występ. – Początek był trudny. Rywal od początku siadł na mnie, a ja nie pomagałem sobie serwisem. Następnie przeorganizowałem grę i generalnie od stanu 2:4 wszystko zaczęło się układać. Miałem trochę szczęścia w pierwszym secie, a szczególnie przy setbolu, kiedy zagrałem po siatce. Potem spadł deszcz, ale po powrocie na kort kontrolowałem wszystko. On już nie do końca chciał walczyć, dlatego tak szybko to przebiegło – stwierdził popularny „Szumi”.

Rozmawiając z Majchrzakiem, jednym okiem zerkaliśmy na oddalony o kilka metrów kort, gdzie bój toczyli jego potencjalni rywale. Ostatecznie starcie Lloyda Harrisa ze Stefano Travaglią wygrał Afrykaner, to jednak 23-latek nie miałby problemów z rozpracowaniem gry obu z nich. – Lloyda znam akurat dobrze, bo graliśmy ze sobą kilka razy, a nawet ostatnio mieliśmy okazję potrenować. Natomiast w przypadku Travaglii mógłby mi pomóc Hubert Hurkacz (wrocławianin grał z Włochem dwa razy w ubiegłym roku i oba mecze wygrał – przyp. red), więc będę miał plan na mecz.

Majchrzak jest dwa mecze od końcowego triumfu w Ostrawie, lecz nie patrzy jeszcze tak daleko w przód. – Na razie myślę o kolejnym meczu. Skupię się na tym, aby z następnym rywalem wyjść i rozegrać jak najlepszy mecz. Jeśli wygram, to będę zastanawiał się nad finałem – podsumował tenisista.

Korespondencja z Ostrawy, Michał Pochopień