Co dwie głowy… – najbardziej bramkostrzelne duety w Ekstraklasie

Klasyfikacja strzelców to jedna z ulubionych rubryk kibiców każdej ligi na świecie. Jednocześnie niektórzy zachodnioeuropejscy eksperci i analitycy wskazują, że z ich punktu widzenia statystyki strzeleckie są istotne, ale głównie te dotyczące duetów. Z ich analiz wynika bowiem, iż informacja o dwóch najbardziej bramkostrzelnych zawodnikach zespołu jest zdecydowanie bardziej wymierna, czyli innymi słowy – dużo więcej mówi o potencjale ofensywnym drużyny. Postanowiliśmy sprawdzić to na przykładzie Ekstraklasy, by przekonać się, który z zespołów ma w teorii największą siłę rażenia.

Po wszystkim zastanawiamy się, czy zachodnie metody mają prawo bytu w realiach polskiej ligi… Skoro jednak napracowaliśmy się nad stworzeniem rankingu, opublikować go wypada.

5. Lech Poznań – Christian Gytkjaer i Joao Amaral – śr. zdobytych bramek: 9,5

O Kolejorzu w tym sezonie możemy powiedzieć bardzo wiele, ale raczej nie to, że imponuje nam poczynaniami w ofensywie. Spójrzmy na fakty: w grupie mistrzowskiej tylko Cracovia ma na koncie mniej zdobytych bramek, ale już drugi klub spod Wawelu, który do pierwszej ósemki się nie dostał, deklasuje Lechitów pod względem liczby trafień. Wisła ma ich w dorobku aż 55, przy zaledwie 41 golach poznaniaków. Gdyby nie kataklizm, który przeszedł przez Reymonta w ostatnich miesiącach, bez wątpienia to piłkarze Białej Gwiazdy zajmowaliby miejsce w TOP 5 Ekstraklasy, sam Zdenek Ondrasek przed końcem grudnia zdołał przecież oszukać bramkarzy rywali aż 11-krotnie.

4. Pogoń Szczecin – Adam Buksa i Kamil Drygas – śr. zdobytych bramek: 9,5

Najbardziej polska para w tym zestawieniu. W przypadku obu zawodników świetne statystyki w bieżącej kampanii są pozytywnym zaskoczeniem: 23-letni Buksa w tym sezonie zdobył już 10 goli w Ekstraklasie, czyli więcej niż w całej wcześniejszej karierze. Doskonałym jak na pomocnika wynikiem może pochwalić się także jego starszy o 4 lata kolega, co tylko po części jest efektem wykonywania rzutów karnych. Umieszczamy Portowców na wyższym miejscu niż Lecha ze względu na większą liczbę asyst – obaj mają na koncie po 4 kluczowe podania (Gytkjear i Amaral w sumie 7)

3. Lechia Gdańsk – Flavio Paixao i Artur Sobiech/Patryk Lipski – śr. zdobytych bramek: 10

O Flavio możemy wypowiadać się wyłącznie pozytywnie, mimo prawie 35 lat na karku Portugalczyk jest jednym z liderów zespołu z Gdańska i przy okazji wiceliderem klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Inaczej wygląda nasza ocena w przypadku drugiego z napastników Lechii i tylko trochę poprawiają ją bramki zdobyte w ostatnich tygodniach. Od tak doświadczonego napastnika jak Sobiech wymagamy zarówno lepszej gry, jak i skuteczności, szczególnie w sytuacji, gdy Piotr Stokowiec daje 29-latkowi szanse występów w każdym kolejnym meczu i to przeważnie od pierwszej minuty. 5 bramek w 22 występach to statystyka, która chluby nie przynosi – od Lipskiego jako pomocnika wymagamy mniej, a tymczasem jego wskaźniki okazują się być korzystniejsze.

2. Cracovia Kraków – Airam Cabrera i Javi Hernandez – śr. zdobytych bramek: 10,5

Duet Hiszpanów zdobył ponad połowę goli będących w dorobku Cracovii po trzydziestu kolejkach, co specjalnie nas nie dziwi, bo jak zdążyliśmy wspomnieć: to nie ofensywa jest największą siłą Pasów w tym sezonie. Cabrera z Hernandezem znajdują się w tym zestawieniu – i to od razu na drugiej pozycji – dzięki trzem bramkom, jakie trafiły na ich konto w sobotnim meczu z Lechią. Na szczególne docenienie zasługuje genialne trafienie Javiego z rzutu wolnego, jedna z kilku cudownych bramek tej serii spotkań Ekstraklasy.

1. Górnik Zabrze – Igor Angulo i Dani Suarez – śr. zdobytych bramek: 11

Pierwsze miejsce obnaża ułomność tego typu rankingów. 18 z 22 goli uzbieranych przez parę Hiszpanów to dzieło lidera klasyfikacji strzelców Ekstraklasy, czyli oczywiście Angulo. Jego rodak dołożył, jak nie trudno obliczyć, 4 trafienia, co jak na środkowego obrońcę i tak jest niezłym wynikiem. Czy jednak można na tej podstawie wyciągnąć wniosek, że Górnik posiada wielki ofensywny potencjał? Odpowiedź nasuwa się sama….

Max Mahor