Rozprężenie czy mistrzostwo?

Już dziś na tafli lodowiska im. Adama „Rocha” Kowalskiego w Krakowie odbędzie się kluczowy pojedynek tego sezonu w Polskiej Hokej Lidze. Czy gospodarze przedłużą finałową serię do siedmiu meczów, czy może GKS Tychy pokona Cracovię i tym samym sięgnie po drugie z rzędu (i czwarte w historii) mistrzostwo kraju? Ten pojedynek z pewnością warto obejrzeć – start o 20.40, transmisja w TVP Sport.

Mimo, że tyszanie prowadzą 3-2 nie znaczy to, że w Krakowie pójdzie im łatwo i przyjemnie. Owszem, w poprzednim wygrali tam aż 4:0, ale z kolei wcześniej po zupełnie innym meczu w wykonaniu hokeistów Rudolfa Rohacka przegrali 1:3. To tylko pokazuje, jak wyrównane drużyny spotkały się w finale PHL, choć Cracovia jako pierwsza w historii play-offów wjechała do niego z piątego miejsca po rundzie zasadniczej.

Krakowianie w ostatnim, czwartkowym meczu bardzo dobrze zaczęli. Mieli więcej z gry, odważniej atakowali, no i prowadzili 1:0 po golu Fina Jaakko Turtiainena. „Mieli zdecydowanie za dużo swobody w naszej tercji defensywnej, my z kolei nie stanowimy zagrożenia pod ich bramką. Musimy to zmienić, ale jestem spokojny, bo mamy jeszcze co najmniej 40 minut przed nami. Potrzeba większej koncentracji” – powiedział po pierwszej części najskuteczniejszy zawodnik play-offów Filip Komorski.  I faktycznie, GKS bardzo szybko doprowadził do remisu i stopniowo – ku wielkiej wściekłości Rohacka – przejmował kontrolę nad meczem, a Cracovia popełniała coraz to więcej błędów.

W trzeciej tercji tempo gry i składność akcji spadła. Obie ekipy przy stanie 2:2 grały asekuracyjnie, jakby wypatrywały dogrywki. „Czekamy na swoja szansę. To jest wojna nerwów, nikt nie patrzy na zmęczenie” – stwierdził gracz Cracovii Damian Kapica. Kiedy wydawało się, że faktycznie dojdzie do dodatkowego czasu, na 3,5 minuty przed końcem odważną akcją pod samą bramką Pasów popisał się Andrij Michnow, krążek w zamieszaniu trafił do 21-letniego Mateusza Gościńskiego, a ten błyskawicznie umieścił gumę pod poprzeczką bramki krakowian. Trybuny eksplodowały chóralnymi śpiewami fanów GKS-u. I tutaj mały wtręt: finał PHL przebiega w kibicowsko spokojnej atmosferze. Dlaczego? Bo Tychy z Cracovią mają tzw. zgodę.

Czwarty gol doświadczonego Rosjanina-bohatera ubiegłorocznego finału PHL Gleba Klimienki dobił krakowian, co na żywo przeżywał także były zawodnik NHL i wychowanek GKS-u Mariusz Czerkawski: „Trener Cracovii nastawił swoich chłopaków, żeby grali, jakby to był ostatni mecz. Widać było wielką determinację. Mecz był bardzo zacięty, tyszanie nie wykorzystali kilku szans, więc trenerowi GKS-u Andrejowi Gusowowi spadł kamień albo nawet fortepian z serca. Ja oczywiście kibicuję Tychom, ale przypieczętowanie mistrzostwa to będzie najtrudniejsze zadanie.  Pasy zagrają u siebie, z nożem na gardle, GKS zaś wychodził już z niejednej opresji. Pytanie tylko, czy wizja siódmego meczu u siebie nie spowoduje lekkie rozprężenia u tyszan” – powiedział przed kamerami TVP Sport. Tu już nie będzie kalkulacji – wygra ta drużyna, która mimo gigantycznego zmęczenia, zachowa większą koncentrację i chłodniejszą głowę.

Kursy w forBET na szósty mecz finału PHL Comarch Cracovia vs. GKS Tychy: 1 – 2.21, X – 4.00, 2 – 2.65.