Ekstraklasa lepsza niż kebab?

Aby nieco oderwać się od tematów dotyczących nadchodzącego starcia Austria – Polska, warto zwrócić uwagę na krajowe boiska. Dość ciekawą akcję promocyjną postanowiła wczoraj rozpocząć Arka Gdynia. Reklamując nadchodzące (30 marca) spotkanie ze Śląskiem Wrocław, Arkowcy postanowili porównać specjalną cenę biletu (10 PLN) do zbilansowanego kosztu kebaba na cienkim cieście (12,99 PLN). Kibice dość jasno dali znać do zrozumienia, którą ze wspomnianych rzeczy wybraliby zdecydowanie chętniej – niestety nie były to raczej wejściówki na najwyższy poziom rozgrywkowy w naszym kraju…

Nie będziemy specjalnie narzekać na akcję w wykonaniu Arki Gdynia. Zawsze warto bowiem docenić złamanie pewnego rodzaju konwencji, a także podejście do tematu z odrobiną humoru. Odpowiedni dystans to przecież obecnie chyba najistotniejsza sprawa, dla odpowiedniego postrzegania krajowej piłki. Niemniej dziwić może, dlaczego gdynianie zadecydowali się akurat na zagranie w stronę kebaba. Jak podają dane z 2017 roku, rynek tego produktu warty jest już w Polsce 2,5 mld złotych. Dokładając do tego fakt, iż prawdopodobnie każdy z nas ma jakiś ulubiony lokal oferujący to jakże popularne danie, przeciwnik jest naprawdę mocny. Być może tego rodzaju narracja wynikała z czystej geografii: kraina kojarząca się ze śledziem nie mogła przecież uderzać w swoje lokalne dobro. Miejscowi kibice dość szybko zweryfikowali szumne zapowiedzi Arki i głośno powiedzieli, na co woleliby wydać rzeczoną dychę…

Trzeba jasno przyznać – oferowanie takiej ceny to zdecydowanie antyreklama najwyższej ligi w Polsce. Za taką samą kwotę uzyskamy bowiem wejście, chociażby, na III – ligowy Ursus Warszawa lub IV – Ligową Ząbkovię Ząbki. Czy jest to cena adekwatna do oferowanego produktu w przypadku Ekstraklasy? Mimo wszystko dalecy jesteśmy od tak radykalnego stwierdzenia. Ogólnie krajowe rozgrywki bardzo często zawodzą, zdecydowanie przepełnione są marketingiem kosztem poziomu sportowego, jednak czasem zdarzą się perełki pokroju ostatnich derbów Krakowa czy niedawnego starcia Wisła Płock – Cracovia, mogące konkurować o czas antenowy z El Clasico. Jeżeli zaś za tę samą cenę możemy dostać się na wymienione wcześniej odpowiednio czwarty oraz piąty poziom rozgrywkowy w Polsce, coś się tutaj nie zgadza…

Miało być humorystycznie, a wyszło w sumie śmiertelnie poważnie. Po głębszym bowiem zastanowieniu trudno znaleźć choć jeden powód, dla którego warto śledzić pojedynek Ekstraklasy kosztem zjedzenia jednego z najbardziej popularnych w Polsce dań. Może źle dostał dobrany konkurent do sobotniego spotkania z udziałem Arki Gdynia? Wystarczyło przecież pójść w stronę hitów Majki Jeżowskiej (podejrzewamy, że cena podobna) lub książki „Dowcipy z całego świata” (5,90 na Allegro). Wówczas bowiem można by zastosować narrację, że wizyta na stadionie w Gdyni to zdecydowanie bardziej rozwinięta i bawiąca rozrywka. I to tylko z dopłatą niewiele ponad 4 złotych. Choć i tak znaleźliby się pewnie tacy, którzy wybraliby wersję książkową…

Polskie kluby starają się naśladować największych graczy Social Media w Europie i coraz częściej próbują zastosować pewne odstępstwa od ogólnie przyjętych reguł, mające nieco ożywić ogólną dyskusję i zdecydowanie bardziej zainteresować tematem ich klubów. Na naszych łamach pisaliśmy już o przypadkach Lecha Poznań, Legii Warszawa, Cracovii czy Jagiellonii. Musimy jasno powiedzieć, że rewelacji nie ma, natomiast stanowczo trzeba docenić te próby. Dobry to symptom, że już nawet krajowe drużyny zaczynają zdawać sobie sprawę z poziomu prezentowanego przez rodzimą Ekstraklasę i starają się przenieść boiskowe wydarzenia do Internetu. Nie chcemy wyjść na smutasów i powiedzieć, że konwencja zaprezentowana przez Arkę Gdynia skazywana jest na potępienie: przynajmniej trochę rozhulało to nieco społeczność internetową, w jakże trudnych czasach reprezentacyjnej przerwy. Gdy natomiast przejdziemy już do bezpośredniej oceny efektu – jest on zdecydowanie oddalony od zamierzonego. A chyba nie o to jednak chodziło w tym wszystkim Arkowcom: domyślamy się, że pierwotną intencją było zachęcenie fanów do wspierania swojej ekipy w meczu z WKS. Być może to jedynie pierwsze głosy złośliwości i z czasem ludzie przekonają się, że jedynym słusznym wyborem kosztem kebaba był bilet. Realnie patrząc – nie spodziewalibyśmy się jednak wielkiego boomu na trybunach…

Karol Czyżewski