Co z tym Szpilką?

Temat wraca jak bumerang po raz kolejny. Artur Szpilka zwyciężył dwa miesiące temu z Mariuszem Wachem i czeka. Czeka na jakiekolwiek wieści w sprawie swojej przyszłości. Obawiam się, że tych może długo nie być.

Ostatnio Andrzej Wasilewski powiedział podczas programu telewizyjnego w TVP Sport, że spotkał się ze Szpilką i próbował z nim ustalić plan na najbliższe kilkanaście miesięcy. Promotor wygadał się, że sportowa sylwetka Szpili pozostawia wiele do życzenia, bokser wygląda gorzej niż on sam, mimo że wszyscy chociaż raz w życiu widzący Wasilewskiego wiedzą, że regularnie sportu on nie uprawia i na diecie z pewnością nie jest. Szpilka chwilę wcześniej był na wakacjach, z Instatory można było wywnioskować, że cała ekipa dobrze się bawiła. Nie mam absolutnie nic wakacji, wychodzę z założenia, że odpoczynek sportowcom należy się zawsze po dużych wyzwaniach. Wyjazd jednak na ponad miesiąc po walce, a nie od razu po jej stoczeniu powoduje, że pewne procesy bezpośrednio związane ze sportem niebezpiecznie się przedłużają. Szpilka wracający z wakacji pod koniec listopada, cały grudzień mógłby już normalnie przetrenować. Powrót w połowie grudnia daje jasny sygnał, że do świąt nie ma co nawet ruszać z przygotowaniami do czegokolwiek, bo zaraz będzie siedzenie przy barszczu i krokietach, kilka dni później fajerwerki i życzenia noworoczne.

Wasilewski znowu zabrał głos w jednym z wywiadów i zapytany o potencjalny rewanż Szpilki z Wachem odpowiedział, że jest on możliwy tylko wtedy, gdy obaj panowie obniżą swoje żądania finansowe. Podobno gala w Gliwicach nie zwróciła się, mimo że została odebrana jako sukces grupy Sferis KnockOut Promotions. Wydaje mi się, że za drugą walkę po takim sukcesie sportowym, dobrym widowisku oraz pokaźnych wynikach oglądalności telewizyjnej ani Szpilka, ani Wach nie będą chcieli zarobić mniej. Stąd… może do rewanżu w ogóle nie dojdzie?

Do rewanżu Szpilki z Wachem może w ogóle nie dojść…

Zaraz mnie zaatakujecie, że przecież Andrzej Gmitruk nie żyje i Szpilka nie mam z kim trenować. Tak się składa, że bardzo sprytnie powiązałem te fakty ze sobą i wiem, że Szpilka trenował z Gmitrukiem, którego już niestety między nami nie ma. Fiodor Łapin jednak, który ma pomóc znaleźć Szpili trenera, ostatnio wypowiedział się na ten temat. Wydaje się, że nie jest to takie proste…

Znakomicie znam tamtejsze środowisko, ale ostrzegałem Artura, że to nie potrwa kilka dni, a kilka tygodni. Nie jest tak, że ja mówię „Szpilka” i na Ukrainie ustawia się kolejka chętnych. Potrzeba kogoś, kto będzie dla niego takim autorytetem, jakim był Andrzej Gmitruk. Poza tym ten ktoś musi przecież przeprowadzić się do Polski, a takiej decyzji nie podejmuje się z godziny na godzinę. Reasumując: przyjaciel działa, jesteśmy umówieni wkrótce na telefon.

Czyli raczej nie mówimy o polskim trenerze, a Ukraińcu, raczej to nie Szpilka będzie jeździł na Ukrainę, a trener musi przyjechać do niego. Prawdopodobnie nie wchodzi w grę powrót do Stanów Zjednoczonych ani wyjazdy do Wielkiej Brytatnii, o czym kilkukrotnie mówiono w ostatnich tygodniach.

Za kilka dni miną dokładnie trzy lata od momentu pojedynku Szpilki z Deontayem Wilderem. Potem był koszmar, czyli bardzo długie czekanie na powrót, kilka odwołanych walk, przesuniętych terminów i w końcu pojedynek z Adamem Kownackim, który trwał cztery rundy i zakończył się w możliwie najgorszy sposób. Następnie znowu czekanie, ponad dziesięć miesięcy, by przesparować pełen dystans z emerytowanym Dominickiem Guinnem, który od tamtej walki już między liny nie wyszedł. Potem sytuacja nabrała tempa, bo już niecałe pięć miesięcy później był pojedynek, który udało się wygrać, ale który – to zdanie wszystkich, łącznie ze Szpilką – pokazał, jak wiele pracy czeka jeszcze pięściarza, który chce wrócić do najlepszych na świecie.

Obecnie Szpilka ma sporo problemów

Idealny scenariusz moim zdaniem powinien wyglądać tak:

Szpilka po krótkim odpoczynku powinien wrócić na salę treningową. Trenować, biegać, szykować się, robić wszystko, aby nowy trener (który w końcu się znajdzie) zobaczył na pierwszym treningu pięściarza, który jest już na pewnym etapie przygotowań. W międzyczasie powinny być prowadzone dyskusje na temat kolejnej walki. Niech to będzie łatwy pojedynek – po prostu kolejny występ, tak jak ten z Guinnem, który bez problemu się wygra. Następnie kolejna walka – kolejna nieskomplikowana przeprawa, która jeszcze bardziej pozwoli nabrać wiatru w żagle Szpilce. W pewnym momencie powinno pojawić się magiczne oświadczenie: „Drodzy kibice i dziennikarze. Ten rok to poznanie się z nowym trenerem i nabranie pewności siebie. Chcę wrócić wśród najlepszych, dajcie mi chwilę. Ze zdrowiem dobrze, z trenerem się dogaduję, coraz lepiej go rozumiem. Wiosną 2020 roku wrócę do naprawdę ciekawych walk. Chcę stoczyć kilka łatwych pojedynków, które pozwolą mi znowu liczyć się na świecie.”

Dla mnie byłby jasny sygnał – to wszystko ma sens, jest w miarę poukładane. Przejrzyste i zrozumiałe. Szpilka musi poprawić pewne rzeczy, ma nowego trenera, wciąż sporo braków, nad którymi pracuje. Musimy poczekać. Poczekamy.

Tymczasem:

  • Szpilka nie trenuje (dopiero zaczął obóz w Karpaczu – bokserski?),

  • Nabrał kilogramów, przytył, mówiąc brzydko – zapuścił się (to jego słowa)

  • Nie ma trenera

  • Nie może dogadać się ze swoim promotorem

  • Oczekuje zbyt duże pieniądze za walkę z Wachem (to słowa Wasilewskiego)

Nie wiem, czy tak to powinno wyglądać. Na pewno pięściarz, który ma aspiracje mistrzowskie musi się czasami ugiąć i pójść na kompromis. Musi – to moje zdanie – po prostu zasuwać cały czas, jak miało to miejsce w USA, gdy nawet nie będąc w okresie przygotowań do walki trzymał formę i imponował tym, że boks jest zawsze w jego życiu na pierwszym miejscu.

 

Jakub Borowicz