Chcieli Fojuta, wzięli van Dijka. Dziś jeden kopie się w czoło, drugi siedzi z Messim przy stole

2012 rok – niby dawno temu, ale bez problemu odszukamy wydarzenia z tamtego okresu w naszych głowach. Właśnie przed siedmioma laty u progu wielkiej kariery stał Jarosław Fojut, który miał trafić do Celtiku Glasgow. Polak nie przeszedł jednak testów medycznych i Szkoci zdecydowali się na drugą opcję, która była dla nich wielką niewiadomą…

Drugą opcją i alternatywą na wypadek problemów w dopięciu transferu Fojuta do Celtiku był… Virgil van Dijk. 21-latek miał za sobą dwa lata spędzone w dorosłej drużynie FC Groningen, ale zdecydował się zrobić krok w dorosłość i zamienić ligę holenderską na szkocką, która miała pomóc mu przybliżyć się do występów w wymarzonej dla wielu młodych piłkarzy Premier League.

Van Dijk pokazał, że w piłkę kopać potrafi, rozegrał w ekipie z Glasgow 115 meczów strzelając 15 goli, co samo w sobie mogło mu wróżyć wielką karierę. Występy w Lidze Mistrzów oraz dwa pełne sezony w Szkocji wystarczyły, by zainteresowało się nim Southampton, które od wielu lat słynie w Europie z tego, że ma znakomitą czutkę do piłkarzy z wielkim potencjałem.

Co było potem, każdy wie. Van Dijk pobił ówczesny rekord świata w wysokości kwoty, którą klub jest w stanie wydać na środkowego obrońcę. Niektórzy pukali się w głowę z niedowierzaniem, że Liverpool w taki sposób marnuje fortunę, ale niemiecki trener wiedział, co robi. Drużyna dowodzona właśnie przez Holendra wygrała Ligę Mistrzów. W bieżącej kampanii pewnie zmierza po triumf w Premier League.

I teraz spójrzmy na Fojuta. Albo nie, przeczytajcie to…

Dokładnie tak było i tak jest teraz. Wrzuciliśmy właśnie na ruszt Fojuta:

4 mecze w tym sezonie

0 goli

0 asyst

Największa kwota, jaką Transfermarkt przypisał do Polaka, to 800 tysięcy euro. 75 baniek w brytyjskiej walucie to forsa, którą Liverpool wyłożył za van Dijka. Dziś Holender jest najlepszym obrońcą świata i drugim, od razu za Messim, grajkiem na planecie. Zdaniem wielu to on właśnie zasłużył na najwyższe laury, bo to jego drużyna w bezpośrednim starciu pokonała Barceloną i sięgnęła po triumf w Champions League.

Mógł być Fojut – jak na nasze warunki nieco więcej niż ligowy dżemik. Patrzymy na tę naszą mizerię co weekend i wracamy do czasów, gdy Fojut grał regularnie w Ślądku czy w Pogoni – to nie był zły gracz. Miał to coś, do tego podobało nam się jego zaangażowanie w grę, poświęcenie, umiejętność zarządzania drużyną. Gdy jednak zestawimy go dziś z van Dijkiem, to wygląda jak Najman przy Wilderze. Jak Furman przy Xavim czy Rymaniak przy Alvesie.

Los bywa okrutny, ale przeważnie jest cholernie sprawiedliwy. Dziś Fojut może siedzieć sobie na ławce rezerwowych Wisły i zastanawiać się, co nie zagrało. Nie mamy jednak wątpliwości, że tak musiało być.

Mecze Pucharu Polski można obstawiać na stronie forBET.