Co z tą murawą na PGE Narodowym?

Przed nami ostatni mecz eliminacyjny do Euro 2020. Polacy mają szanse, by wyrównać rekord punktowy z kwalifikacji do rosyjskiego mundialu, a poza tym chcą godnie pożegnać Łukasza Piszczka. No i marzą, żeby podtrzymać passę meczów w Warszawie bez porażki, która trwa już od ponad 5 lat. Niestety, święto piłki z ewentualnym dobrym wynikiem naszych piłkarzy może zostać zepsute.

Niektórzy powiedzą: ee, tani chwyt, żeby zrzucać winę za często kiepski styl gry Biało-Czerwonych na stan murawy. Ale to wcale nie jest pozbawione sensu. I, jak się zdaje po poniedziałkowym treningu kadrowiczów, temat słabego zielonego podłoża na supernowoczesnym stadionie w Warszawie znowu wrócił. Zawczasu, jeszcze przed meczem, zawodnicy Jerzego Brzęczka na czele z Robertem Lewandowskim nie mieli najlepszego zdania o stanie boiska. Podobnie zresztą, gdy w marcu w stolicy rywalizowali z Łotwą czy w październiku przeciwko Macedonii Północnej. Problem zatem jest znacznie szerszy. O co tu chodzi?

Według specjalistów główną przyczyną obecnego stanu rzeczy jest to, że murawę na często zasuniętym dachem PGE Narodowym przed meczami reprezentacji Polski układa się zbyt późno i ta nie jest w stanie „ukorzenić się”. Poza tym, mocno kłopotliwe jest samo betonowe podłoże stadionu, powodujące – mówiąc najogólniej – problemy ze zbytnim nasiąknięciem murawy. Wszyscy pamiętamy „basen narodowy”, prawda?

To tak od strony technicznej. Za wszystkim jednak, jak zwykle, stoją pieniądze. PZPN wynajmuje stadion, więc jest zobligowany, by respektować inne umowy między PGE Narodowym a różnymi podwykonawcami, również tymi odpowiedzialnymi za murawę. W warszawskim przypadku jest to firma Trawnik Producent, której przedstawiciele generalnie nie widzą kłopotów, sugerując, że i tak ich robota jest za każdym razem odbierana przez ludzi z PZPN i UEFA. Ok., murawa może dopuszczana jest, ale czy to znaczy, że jest najbardziej odpowiednia i nie grozi np. poważnymi kontuzjami? Według niektórzy szacunków ułożenie boiska na Narodowym zgodnie z najwyższymi europejskimi standardami to wydatek o jakieś 200-300 tys. większy niż obecnie. Tyle, że nikt w umowie między PZPN a operatorem stadionu nie zastrzegł, co to znaczy „lepsza” murawa, jakie ma mieć parametry, w jaki sposób o nią dbać itp., więc firma Trawnik Producent szykuje takie warunki do gry, jakie jest w stanie zapewnić zgodnie z procedurami.

I w tym tkwi sedno. W kasie, w zbyt ogólnikowych zapisach umowy, która wygasa z końcem listopada. Naprawdę warto więc przy okazji przyszłego kontaktu znacznie lepiej niż dotychczas zadbać o tak podstawową, a jednocześnie kluczową sprawę, jak stan murawy. Wtedy z całą pewnością będzie można powiedzieć, że PGE Narodowy to „prawdziwy dom reprezentacji Polski”, gwarantujący piłkarzom i kibicom „niepowtarzalne warunki” – takie słowa padły, gdy związek przedłużał umowę z operatorem warszawskiego stadionu do końca 2020 roku. Niestety, obecnie pozostaje tylko liczyć, że na możliwej dzisiejszej „ślizgawce” nikt  nie odniesie kontuzji, a stan boiska nie wpłynie na końcowy rezultat.

Czy Polacy wygrają ze Słowenią? Wytypuj wynik na stronie forBET!