Znowu ładujemy kasę… A co z wynikami?

Trzeba przyznać, że w kategorii pozyskiwania sponsorów nasza Ekstraklasa śmiało może aspirować do miana jednej z największych lig zagranicznych. Do grona sponsorów piłkarskiej elity w naszym kraju dołącza bowiem Orlen. polski koncern paliwowo-energetyczny już od bieżącej kolejki zmagań zagości na stadionach oraz podczas transmisji. Wszystko fajnie, ale czy kolejne miliony ładowane w naszą dyscyplinę narodową faktycznie wpłyną na jej rozwój? 

Znana ze wspierania Roberta Kubicy podczas wyścigów Formuły 1 firma wkracza w kolejny, doskonale rozpoznawalny przez polskich kibiców obszar sportu. Bo czy podoba się to nam, czy nie, rozgrywki Ekstraklasy to najchętniej aktualnie oglądane rozgrywki piłkarskie w telewizji. Mimo podziwu dla zagranicznych pojedynków, zafascynowania Premier League, zmaganiami Bundesligi czy kibicowaniu Polakom we Włoszech, najwięcej telewidzów gromadzi się podczas spotkań polskiej ligi. PKN Orlen doskonale zdaje sobie sprawę z realiów rynku i dzięki ogromnym środkom gotowym do zagospodarowania jest w stanie poważnie zainwestować w PKO Ekstraklasę.

Z jednej strony możemy odczuwać radość. To dobrze, że rodzimy futbol zyskuje kolejne źródło pewnego finansowania, szczególnie, że mowa tutaj o jednym z potentatów na rynku petrochemicznym. Odpowiednio zagospodarowane fundusze mogą zrobić naprawdę dużą różnicę dla naszych drużyn. I tutaj właśnie pojawia się pewien haczyk – „odpowiednio zagospodarowane”.  A z tym, w naszych warunkach, może być naprawdę różnie.

Mimo to możemy być naprawdę zaskoczeni. Nie jest przecież wielką tajemnicą, że rezultaty osiągane przez nasze kluby na europejskim podwórku pozostawiają wiele do życzenia. Coroczne występy mistrza, wicemistrza czy zdobywcy Pucharu Polski nieraz wołają o pomstę do nieba. Niemniej jednak w zakresie marketingowym zdaje się to nie mieć aż takiego znaczenia, jak nam się pierwotnie wydawało. Doskonale czujemy się we własnym bagienku, na które ostro pracowaliśmy przez ostatnie kilka, a nawet kilkanaście lat. Nie za bardzo mamy pomysł, jak z niego wyjść, a problem w tym, że zaczynamy czuć się w nim coraz bardziej swobodnie.

I w sumie – czy to jakieś wielkie zaskoczenie? Skoro wyniki oglądalności się zgadzają, dochody z praw telewizyjnych czy umów sponsorskich stanowią lwią część budżetów klubów Ekstraklasy, nie powinniśmy mieć pretensji. Wiele dyscyplin uprawianych w naszym kraju z ogromną zazdrością patrzy na finansowe zaplecze polskiej piłki, mimo iż wiele z nich swoimi sukcesami zostawia krajowy futbol w tyle. I tutaj chyba dochodzimy do sedna całej problematyki. Nie ilość złotych medali, nie aktualny poziom przygotowania konkretnych sportowców czy gotowość do osiągania przez ich sukcesów są tutaj punktem odniesienia. Najważniejsze kwestie stanowi tutaj bowiem popularność, medialność i występowanie możliwość marketingowych. A na tym polu Ekstraklasa wydaje się nie mieć sobie równych.

Z jednej strony możemy psioczyć, pisać, że znowu wyrzucamy pieniądze w błoto i pompujemy sztucznie wypromowany produkt. Z drugiej natomiast – takie są realia rynku i wszyscy musimy się z tym pogodzić. Być może będzie tak, że w dalszej perspektywie wreszcie nauczymy się odpowiednio gospodarować gromadzone środki i zaczniemy je należycie inwestować w rozwój klubowych akademii, kupowanie wartościowych zawodników czy promowanie polskiej myśli szkoleniowej.  Wątpimy jednak, aby ktokolwiek inwestując pieniądze w rozgrywki Ekstraklasy chciał się do tego przysłużyć. Realia są bardzo brutalne – z jakiegoś powodu jest to najpopularniejsza dyscyplina w naszym kraju, a same rozgrywki przodują w rankingach oglądalności. A tylko to interesuje potencjalnych sponsorów, gotowych wyłożyć grube miliony na sponsoring Ekstraklasy. Reszta zagwozdek pozostaje, niestety nadal, w głowach PZPN czy najważniejszych osób polskich klubów. A to raczej nie wróży nagłego progresu w przyszłości…

Karol Czyżewski

 

Kursy forBET na sobotnie mecze ekstraklasy znajdują się na oficjalnej stronie bukmachera.