Kszczot pozazdrościł koledze

Dobiegła końca pewna, znaczona wieloma sukcesami, współpraca w polskiej lekkoatletyce. Jako jeden z pierwszych o oficjalnym pożegnaniu Adama Kszczota z trenerem Zbigniewem Królem poinformował dziennikarz TVP Sport, Aleksander Dzięciołowski, wiadomość potwierdził zresztą sam Król. Czy na 10 miesięcy przed igrzyskami w Tokio ta, co by nie mówić, duża zmiana przyniesie spodziewane rezultaty?

Kszczot był kompletnie zrezygnowany po swoim starcie w Doha. Ze wzruszeniem opowiadał o przyczynach porażki w półfinale biegu na 800 m, ale też potrafił rzeczowo zarysować problemy, z jakimi przyszło mu się mierzyć m.in. osłabienie organizmu przez infekcje, uraz kolana – to wszystko zaburzyło mu przygotowania do mistrzostw i spowodowało, że w końcowych fragmentach, po zresztą kiepskim starcie, nie miał już siły „depnąć” i odpadł z rywalizacji. Występ Kszczota był jednym z większych rozczarowań Polaków w Katarze.

30-latek z dwóch poprzednich mistrzostw świata na otwartym stadionie w Pekinie i Londynie przywoził srebrne medale. W Chinach lepszy był tylko David Rudisha, w Anglii zaś Pierre-Ambroise Bosse. Współpraca z Królem zaowocowała także złotym medalem w halowych MŚ w Birmingham, a także aż trzema tytułami najlepszego osiemsetmetrowca w Europie. Kszczot więc to duża marka w polskim sporcie. Tym smutniej było oglądać go w obecnym, kiepskim roku, także wtedy, gdy był jednym z bohaterów małego skandalu podczas chorzowskiego Memoriału Kamili Skolimowskiej:

Bitwa na bieżni: Kszczot wściekły na „kolegę”, kibice podzieleni

W Doha Kszczot znowu przeprosił wszystkich, których wówczas w Chorzowie uraził. Teraz pokornie, ale i mocno chce za wszelką cenę przygotować się do najważniejszej imprezy: igrzysk w Tokio. Występ w stolicy Japonii być może będzie jego ostatnim olimpijskim startem, w 2024 roku w Paryżu będzie już wiekowym, 35-letnim zawodnikiem. Nie może zatem dziwić, że postanowił teraz, na niespełna rok przez imprezą, postawić wszystko na jedną kartę, odchodząc od trenera Króla. „Szczerze mówiąc nasze rozstanie nastąpiło praktycznie już w lipcu, ale wspólnie ustaliliśmy, że razem pracujemy do mistrzostw w Katarze. Z panem psychologiem prof. Janem Blecharzem i głównym trenerem bloku wytrzymałości Zbigniewem Rolbieckim uzgodniliśmy, że do końca imprezy w Dosze nie będziemy upubliczniać tematu. To porozumienie teraz wygasło” – przyznał szkoleniowiec w rozmowie z Arturem Gacem z Interia.pl. Co bezpośrednio stało za pożegnaniem? Kszczot ponownie włączył do swojego sztabu – wbrew wcześniejszym zapewnieniom i rekomendacji trenera – Michała Adamczewskiego. „Zaczął mieszać za moimi plecami i robić z Adamem treningi siłowe, których efekt – według mnie – był negatywny. Wtedy Adam stwierdził, że tamtemu trenerowi bardziej ufa i kontynuował te ćwiczenia. Efekt jaki był, wiadomo…” – podkreślił Król.

W tej sytuacji zupełnie nie może dziwić decyzja o zakończeniu współpracy. Działanie wbrew ustaleniom, za którymi stoi brak zaufania do trenera, nie mógł skończyć się inaczej jak klapą w MŚ i ostatecznym rozejściem się dróg obu panów. Kszczot ma teraz dołączyć do tzw. zespołu Lewandowskich, czyli Marcina, który w Katarze zdobył brązowy medal na 1500 metrów oraz jego brata i trenera, Tomasza, który sukcesem potwierdził, że umie optymalnie poprowadzić zawodnika do najważniejszego startu w sezonie. Pytanie tylko, czy 10 miesięcy to nie za krótki czas na wzajemne, dobre poznanie swoich charakterów i tajników wspólnej pracy. Efekty zobaczymy tak naprawdę dopiero na igrzyskach, bo już wiadomo, że Kszczot nie weźmie udziału w marcowych halowych mistrzostwach globu. Mamy nadzieję, że nasz multimedalista wie, co robi i przeprowadzone zmiany doprowadzą go do upragnionego medalu olimpijskiego.