„Ruiz? Wygrałbym z nim 9 na 10 walk.”

Nie lubimy śmieciowego gadania, które nie ma żadnego sensu. Cenimy konkrety i cieszymy się, gdy sportowcy potrafią realnie patrzeć na świat, a nie opowiadają nam bajek, bo wychodzimy z założenia, nie są od tego. Gdy jednak sportowiec złapie wenę i poczuje flow, to bardzo często wychodzi komedia bez napisanego wcześniej scenariusza. Niestety – te komedie zazwyczaj nikogo nie bawią…

Anthony Joshua sensacyjnie przegrał kilka tygodni temu z Andy Ruizem Juniorem, co było jedną z największych sensacji XXI wieku w boksie zawodowym. Początkowo AJ miał zmierzyć się z Jarrellem Millerem, ale ten wpadł na stosowaniu dopingu i trzeba było znaleźć rywala na szybko, który bez pełnego okresu przygotowawczego skrzyżuje pięści z brytyjskim mistrzem. Meksykanin nie był notowany wśród najlepszych na świecie, ale miał swoje argumenty, które mogły dawać mu cień nadziei, że tę walkę wygra. Jak się stało, każdy wie – Joshua cztery razy leżał na deskach i koniec końców pojedynek przegrał. Ruiz został nowym mistrzem świata trzech kategorii wagowych.

Nie jeden cios w 12. rundzie, który powalił Joshuę na deski. Nie faul, po którym AJ był zamroczony (jak w walce Briedis vs Głowacki), co pomogło Meksykaninowi wygrać w kontrowersyjnych okolicznościach. Nawet nie wydrukowany werdykt sędziowski, czyli oszustwo na kartach punktowych, które przekręciło Brytyjczyka. Walcząc bez kontuzji, zdrowy jak koń Joshua zmierzył się z Ruizem, który nie miał czas na przygotowania, został cztery razy posłany na deski i przegrał walkę. Co dzisiaj o tamtym starciu mówi podopieczny Eddiego Hearna?

„Pokonałbym Ruiza w dziewięciu walkach na dziesięć. Miał po prostu swoją noc. Wygrał, ale pod koniec roku zmierzymy się ponownie.”

Hmmm, no tak. Pech chciał, że w pierwszym spotkaniu obu panów Ruiz akurat trafił na ten jeden pojedynek, gdy Brytyjczyk był słabszy i dał się pokonać. Bardzo ciekawe, bo nam zawsze wydawało się, że w sporcie liczy się tylko tu i teraz. Że w sporcie nie ma gdybania i teoretyzowania. Są fakty, których nie da się podważyć, mimo że często trudno z niektórymi rzeczami się zgadzać. Dlaczego Andrzej Gołota nie był mistrzem świata? Niektórzy mówią o skandalicznej postawie sędziów, niektórzy widzą w takiej decyzji arbitrów punktowych spisek, który miał Polaka wykluczyć z najwyższych laur w boksie. Co wiemy dzisiaj? Po prostu – Byrd i Ruiz mają w swoim CV tytuł mistrza świata, a Gołota go nie ma. Choćbyśmy się kłócili o to przez rok, to nic tego nie zmieni i czasu się nie cofnie.

Joshua swoje opinie po walce z Ruizem wypowiadał bardzo ładnie, był moment, w którym nawet nam zaimponował. Pogratulował nowemu mistrzowi, przyznał, że w pełni zasłużył na to, żeby wygrać, naprawdę widać było klasę u człowieka, któremu w ciągu kilkudziesięciu minut świat się zawalił, a kariera stanęła pod sporym znakiem zapytania. Czy nie lepiej byłoby iść w takim sposobie komunikacji ze światem, jak kilka godzin po walce? A może lepiej byłoby po prostu nic nie mówić – wygrał, okej, zmierzymy się raz jeszcze i wtedy się okaże. Wtedy nikt nic na ten temat by nie powiedział. Gdy jednak słyszymy takie słowa, to nóż nam się otwiera w kieszeni…

Panie Anthony, radzimy mimo wszystko trzymać się pierwszej wersji i w pełni poświęcić się treningom. Wtedy jest spora szansa, że rewanż uda się wygrać. W innym wypadku – niestety – matematyka i wyliczenia zawiodą, a Ruiz dokona niemożliwego – wygra drugi z dziesięciu waszych pojedynków.