Lampe zgaszony na dobre?

Ostatnio na naszych łamach pisaliśmy o słabym, oczywiście w kontekście niewyczerpalnych pokładów potencjału, składzie USA na zbliżające się MŚ w Chinach. Coraz więcej wskazuje, że i nasza reprezentacja pojedzie na tę najważniejszą od kilku dekad imprezę osłabiona. Maleją bowiem szanse, że w Państwie Środka ujrzymy Macieja Lampego.

Dlaczego? O tym już zdążyliśmy napisać:

Ktoś tu potrzebuje batonika

W największym skrócie i zrywając wszelkie wierzchnie warstwy, można powiedzieć, że sprawa dotyczy charakteru/wielkiego ego samego zawodnika. W ostatnim wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” sprawę jeszcze raz naświetlił selekcjoner Biało-Czerwonych, Mike Taylor:

„Po wywiadzie udzielonym przez niego w kwietniu w litewskich mediach odbyłem z nim kilka rozmów, ale od tego czasu nie mieliśmy kontaktu. Wiem, że jego agenci są trochę pośrodku, w trudnej sytuacji, bo chcieliby pomóc, ale też nie mogą go przekonać (…) Cały czas powtarzam, że nigdy przed nikim nie zamykam całkowicie drzwi. W tym wypadku jednak musiałoby dojść nie tylko do kontaktu z jego strony, ale poważnej, totalnej zmiany jego nastawienia. My powinniśmy myśleć przede wszystkim o drużynie, a Maciek chciał myśleć głównie o sobie”.

I to właściwie zamyka sprawę. Do mistrzostw został nieco ponad miesiąc, za trzy dni rusza zgrupowanie kadry w Wałbrzychu, na które Taylor zaprosił łącznie 19 zawodników, w tym także Lampego. Wątpliwie, żeby udało się przekonać tak trudną w obsłudze jednostkę, jaką jest były gracz Realu i Barcelony do zmiany zdania i stawienia się na Dolnym Śląsku. Zresztą… nie ma co go prosić, to byłoby dużym nietaktem w stosunku do innych koszykarzy. Owszem, Lampe po powrocie do reprezentacji prezentował wysoki poziom, był jednym z bohaterów eliminacji. Ale, czy to wystarczający powód, aby tolerować jego fochy i robić mu miejsce tam, gdzie ewidentnie tego nie chce? Uszczęśliwianie na siłę jeszcze nikomu nigdy nie pomogło. Nie ma więc co patrzeć na Lampego. Nie pojedzie na MŚ, to trudno, jego strata. Kadra, wbrew pozorom, może na tej absencji zyskać – na pewno spokój, atmosfera wokół też się trochę oczyści, a i szansę dostanie ten, który jest gotowy wejść w rolę Lampego, czyli Damian Kulig.

Koszykarz Polskiego Cukru Toruń ma bogate (no nie tak bardzo jak Lampe) doświadczenie, zaś końcówką minionego sezonu pokazał, że jest w dobrej formie. Kulig może się Taylorowi bardzo przydać, kłopotów ze zgraniem nie powinien mieć, bo to inteligentny zawodnik i szybko może złapać to, o jaki system gry chodzi Amerykaninowi. „Zwrócono się do mnie z prośbą o przyjazd na najbliższe zgrupowanie do Wałbrzycha, bo jeden z wysokich zawodników podjął decyzję o tym, że do Chin nie poleci i zrobiła się dziura pod koszem. To, że przyjadę do Wałbrzycha nie oznacza, że pojadę na turniej. Będę walczył, tak jak inni zawodnicy, o miejsce w składzie, bo kiedy już gram dla reprezentacji, to robię to na sto procent i wkładam w to serce” – zadeklarował w rozmowie z WP SportowymiFaktami Kulig, który swego czasu zdążył już zrezygnować z gry z orzełkiem na koszulce. Zdanie zmienił, i to się chwali, ale nadal jest pokorny, bo jak dodał „nie pchałbym się do kadry, gdyby nie zaistniała sytuacja” z brakami w obsadzie strefy podkoszowej.

Na ambitnego, solidnego Kuliga więc można liczyć. Na nasyconego, buńczucznego Lampego już nie.