Przydarzył się babol… (WIDEO)

Największe piłkarskie firmy właśnie przygotowują się do długich sezonów w swoich ligach, które tak bardzo lubimy. Zespoły z Premier League obrały kierunek azjatycki. I tak np. na Stadionie Narodowym w Singapurze w ramach International Champions Cup spotkali się ćwierćfinaliści poprzedniej edycji Ligi Mistrzów: Tottenham (późniejszy srebrny medalista) oraz Juventus Turyn. Tego meczu z pewnością nie będzie dobrze wspominał nasz Wojciech Szczęsny.

To był pierwszy poważny przedsezonowy sparing obu tych klasowych zespołów. Trenerzy Mauricio Pochettino i jego imiennik, Maurizio Sarri potraktowali swój pojedynek bardzo treningowo. Sprawdzali wiele ustawień, testowali zawodników – pierwszy dał szansę gry 21 piłkarzom (nie zmienił jedynie bramkarza Paulo Gazzingę), drugi zaś 19. W pierwszym składzie tym razem nie wybiegł Szczęsny, od pierwszych minut bramki Starej Damy strzegł Gigi Buffon.  Włoch, naszym zdaniem, mógł nieco lepiej zachować się przy stracie pierwszego gola. Odbił piłkę przed siebie, z czego skorzystał Erik Lamela. Z drugiej strony, pierwszy strzał był z jakiegoś 6 metra, co na pewno nie ułatwiło lepszej interwencji.

W przerwie oba zespoły przeszły gruntowne zmiany m.in. na placu gry pojawił się Szczęsny. 29-latek nie miał zbyt wiele pracy, choć w pierwszej części drugiej połowy groźnie, ale niecelnie próbował go zaskoczyć Lucas oraz, z główki, Harry Kane. To koledzy z pola naszego reprezentanta postarali się odwrócić losy sparingowego meczu: w 56. minucie ładnym strzałem Gazzingę pokonał Gonzalo Higuain, a chwilę później na 2-1 podwyższył niezawodny Cristiano Ronaldo. „Koguty” jednak szybko odpowiedziały – przy golu Lucasa Polak nie miał wiele do powiedzenia.

Gra przy remisie toczyła się, jak to w meczu kontrolnym, w niespiesznym tempie, choć kilka razy mogliśmy zobaczyć mniej lub bardziej udane „szarpnięcia”. Wynik 2-2 zapewne utrzymałby się do końca, gdyby nie… No i właśnie, w doliczonym czasie gry nietypową akcją zaskoczył Kane. Zaskoczył swoich rywali, a najbardziej Adriena Rabiota oraz przede wszystkim (niestety) Szczęsnego, który postanowił opuścić swoje stanowisko pracy. Z kiepściutkim skutkiem:

Owszem, można na to machnąć ręką. Ktoś zaraz przypomni dość podobne przypadki m.in. Tomasza Kuszczaka czy Artura Boruca. Poza tym, chyba nie ma poważnego golkipera, który – rozciągając karierę aż do czasów juniorskich – nie przeżyłby kiedyś czegoś podobnego. Czegoś, co tak elegancko wpada za kołnierz. Teraz przydarzyło się to Szczęsnemu. Całe szczęście, że tylko w meczu „o pietruszkę”, choć trzeba też przyznać, że lob Kane’a od razu trafił na czołówki mediów. Nic to, trochę poboli, za chwilę Polak będzie się z tego śmiał. Ale, patrząc na to z drugiej strony, jego rywalem do miejsca w podstawowej „11” Juve jest Wielki Buffon. Włoch, który jak wiemy, ma w kontrakcie zapis, wedle którego w nadchodzącym sezonie rozegra na pewno co najmniej 10 meczów w pierwszej drużynie. A co jeśli nie tylko 10? Taki „babol” Szczęsnego na pewno nie ułatwił pokazania się Sarriemu z jak najlepszej strony. Przeciwnie – nieco podkopał jego pozycję. I zapewne też w jakiejś mierze wpłynął na morale i pewność siebie samego zawodnika. Teraz idzie o to, by w kolejnych meczach sparingowych już nie dawać podobnych argumentów Sarriemu, by ten zaczął częściej stawiać na swojego 41-letniego rodaka. Nadal przecież golkipera z wysokiej półki.