Sędzia ringowy dał d…

To, co wydarzyło się w Rydze to po prostu jeden wielki bokserski skandal. Krzysztof Głowacki w walce z Mairisem Briedisem nie miał zbyt wielkich szans – jego rywalem był przede wszystkim sędzia Robert Byrd.

Komentarze po walce nie pozostawiają złudzeń – to był jeden wielki „wałek”, a Głowacki został zwyczajnie oszukany. Jak to jest możliwe, że tak doświadczony sędzia ringowy zrobił tak wielkie, zasługujące na potępienie błędy? Coś tu bardzo brzydko pachnie, a wierzchołek całej góry problemów wybił tak naprawdę na kilka dobrych godzin przed walką, gdy federacja WBC ogłosiła, że w walce Polaka z Łotyszem stawką nie będzie pas tej organizacji. Dlaczego? Nie wiadomo.

Ale dobra, co się stało ze sportem? Ot, po prostu został zgwałcony. Nie ma co owijać w bawełnę. W profesjonalnym wydaniu boksu trudno byłoby znaleźć podobną historię z Polakiem w roli głównej – Głowacki został posłany na deski po tym, jak Łotysz haniebnie trafi go łokciem w szczękę:

 

To jeszcze nic – Breidis znokautował naszego reprezentanta w… doliczonym czasie pojedynku, jakieś 10 sekund po gongu. Nic dziwnego, że w trzeciej rundzie Polak został na dobre pozbawiony szansy awansu do finału turnieju WBSS.

Jeżeli tak ma wyglądać profesjonalny boks, to my dziękujemy. Wku…rzenia nie ukrywał m.in. promotor Głowackiego, Andrzej Wasilewski: „Nie widziałem takiego spiętrzenia łamania przepisów, które zakończyły się tragiczną przegraną naszego pięściarza i wyrządzeniem mu wielkiej sportowej krzywdy” – powiedział (TVP Sport).

Obóz polskiego zawodnika już zapowiedział protest, ale czy to coś da? Najlepiej – dla wszystkich – byłoby, gdyby tacy goście jak leciwy sędzia Byrd i cwany „pięściarz” Breidis już więcej nie pojawiali się w tym biznesie.