„Żart” z klozetu

  • Redakcja

Islandia wygrała z Turcją 2:1 w meczu arcyciekawej grupy H eliminacji do przyszłorocznych Mistrzostw Europy. Jednak znacznie więcej niż o samym spotkaniu, prowadzonym zresztą przez Szymona Marciniaka, mówiło się o tym, co zdarzyło się przed. A zdarzyło się niemało i skończyło się dyplomatycznym skandalem.

Sam mecz także nie przebiegał w zupełnie „przyjaznej” atmosferze. Marciniak pokazał w sumie sześć żółtych kartek (2-4 dla Turków), bo wiadomo: pojedynek był zacięty, walka o dwa premiowane awansem miejsca toczyć się będzie najpewniej do ostatniego spotkania. Oprócz Islandczyków i Turków są w tej grupie przecież także mistrzowie świata z Francji, którzy nieoczekiwanie przegrali w Turcji 0:2. Nerwy więc trzeba będzie utrzymać na wodzy do końca.

Turkom jednak trudno się było opanować. Problemy zaczęły się tuż po wylądowaniu na wyspie. Okazało się, tak przynajmniej twierdzą islandzkie służby, że prośba o przyspieszoną kontrolę paszportowo-bagażową została dostarczona zbyt późno, więc personel lotniska musiał wszystko dokładnie sprawdzić. Cała kontrola, zdaniem Turków, trwała jakieś trzy godziny (miejscowi zaś wyliczyli dokładnie, że była to godzina i 23 minuty – ktoś nie umie na zegarku?), co od razu spotkało się z gwałtowną reakcją przyjezdnych. Padły najcięższe w tej sytuacji oskarżenia o „brak szacunku”. Gdyby pieklili się sami zawodnicy czy kibice, to jeszcze pół biedy. Do akcji jednak wkroczyli politycy, co zwykle kończy się kiepsko. Zareagował np. rzecznik prezydenta Recepa Erdogana, Ibrahim Kalin; swoje „trzy grosze” dorzucił szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu, który najwyraźniej polecił swoim podwładnym, by wysłali oficjalny protest. Zrobiło się konkretne zamieszanie, ale to jeszcze nic…

Sprawę zaognił jeszcze bardziej głupi incydent podczas spotkania kapitana Turcji, Emre Belozoglu z przedstawicielami mediów. Na filmikach i zdjęciach widać, jak jeden z „dziennikarzy” podsunął pod nos piłkarza szczotkę – do ubikacji, czy kuchenną? Nie ma znaczenia. Ot, taki debilny żarcik. Oczywiście wybuchł kolejny skandal, co można było prześledzić na Twitterze np.

Zrobił się internetowy dym, padło wiele słów. Zbyt wiele i zbyt ostrych – ponoć w stronę żartownisia rodem z Belgii wytoczono te, z życzeniem śmierci na czele. Nie dziwne, że – skądinąd – głupi facet natychmiast po żenującym incydencie czmychnął z Facebooka i Twittera. Niesmak jednak pozostał. Fetor, wydobywający się z klozetu chwilę pozostał nad piłkarskim boiskiem. Na szczęście, sami piłkarze wzbili się ponad ten „gnój” i normalnie rozegrali mecz. Na pewno jednak, dumni Turcy w swoim czasie (dokładnie 14 listopada przy okazji rewanżu) w jakiś sposób „odwdzięczą” się Islandczykom za potraktowanie na lotnisku. A może zapomną? Nie, nie zapomną. Zwłaszcza politycy się o to postarają…