Sukces, zwłaszcza tak okazały, jak w meczu Polaków z Izraelem, ma wielu ojców. Można zachwycać się dosłownie wszystkim, począwszy od gry w obronie z pewnymi interwencjami Łukasza Fabiańskiego, po występy tych, którzy „zrobili swoje” w ataku, czyli przede wszystkim Kamila Grosickiego, Krzysztofa Piątka i Roberta Lewandowskiego. Można docenić także znakomite wejścia rezerwowych, które dały Polakom czwartą bramkę, choć po wyraźnym błędzie bramkarza gości. My jednak chcielibyśmy zastanowić się nad jeszcze jednym aspektem: czy byliśmy właśnie świadkami narodzin reprezentacyjnego lidera drugiej linii z prawdziwego zdarzenia?

Mowa oczywiście o Piotrze Zielińskim. Ileż to już razy gościł on na naszym portalu… Najczęściej jednak nie był przedstawiany w zbyt korzystnym świetle, choć to jeszcze zależało, o czym w jego kontekście pisaliśmy. Jeśli o występach w Napoli, to zazwyczaj go chwaliliśmy. Gdy zaś chodziło o mecze kadry, to tu już tak różowo nie było. Zieliński bowiem najczęściej zawodził, a na pewno nie grał tak, jak potrafi, do czego zdążył już przyzwyczaić włoskich kibiców na neapolitańskim stadionie San Paolo. Cała piłkarska Polska wiedziała, że „Zielu” w koszulce reprezentacyjnej nie gra na skalę swojego, niewątpliwie dużego, talentu. I, co tu kryć, także na skalę pieniędzy, jakie prawdopodobnie niedługo dostanie w Napoli przy okazji podpisania nowego kontraktu – włoskie media donoszą o podwyżce pensji podstawowej z 1,1 mln euro do 2,3 mln za sezon.

Zieliński na południu Italii odgrywa coraz większą rolę, choć w minionym sezonie zdarzało się przecież dość często, że w najważniejszych spotkaniach czy to Serie A czy Ligi Mistrzów trener Carlo Ancelotti sadzał Polaków, bo i Arkadiusza Milika także, na ławce albo dość szybko ich zmieniał. Tak czy siak Zieliński wskoczył na dobry, równy poziom, choć jego statystyki ligowe nie były jakieś olśniewające: 6 goli i 2 asysty w 36 meczach. Mimo tego, prezes Napoli Aurelio De Laurentiis nie wyobraża sobie swojej drużyny bez Polaka. No, chyba, że ktoś (Inter, Liverpool?) byłby w stanie wybulić za niego 80-90 mln euro.

Takie kwoty, zwłaszcza na polskich kibicach, musiały robić wrażenie. Negatywne zazwyczaj. Często bowiem okazywało się, że Zieliński w Napoli a Zieliński w biało-czerwonym trykocie to nie ta sama osoba. Inny piłkarz: przyczajony, mało widoczny, tylko zdawkowo kreujący grę, o defensywie nie wspominając. Tymczasem w spotkaniu przeciwko Izraelowi „Zielu” zaprzeczył wszystkim tym opiniom, a jego asysta przy trzeciej bramce Grosickiego to było prawdziwe dzieło sztuki – koniecznie zobaczmy to jeszcze raz:

Nie chcemy przez to powiedzieć, że Zieliński jednym zagraniem czy jednym meczem już na dobre został reprezentacyjnym „wymiataczem”. Nie, tego powiedzieć nie sposób, choć bardzo byśmy sobie tego życzyli. Klasowego piłkarza, a za takiego uważamy 25-latka, cechuje przede wszystkim powtarzalność w grze na wysokim poziomie. Miejmy nadzieję, że właśnie byliśmy świadkami tego procesu, który wystartował na dobre. Że trener Jerzy Brzęczek znalazł klucz do takiego ustawienia Zielińskiego na boisku (prawe skrzydło), by wydobyć z niego wszystkie najlepsze piłkarskie pokłady bogactwa. Szkoda tylko, że kolejny podobny test dopiero we wrześniu w spotkaniu ze Słowenią. No nic, poczekamy. Po meczu z Izraelem w dobrym nastroju i z nadziejami na przyszłość.

Jacek Hafka

Zobacz ofertę forBET na dzisiejsze mecze eliminacji do Euro 2020.