Finisz w oparach obłędu, czyli druga liga pierwszej warta

Tegoroczna edycja Champions League jest uważana za najbardziej emocjonującą w historii, liczba nieprawdopodobnych scenariuszy i zwrotów akcji przekroczyła bowiem granice wyobraźni. Choć wydawałoby się to niemożliwe, jest kraj, w którym zawodnicy postanowili stanąć w szranki z elitarnymi rozgrywkami i przebić je pod względem emocji. Państwem tym jest Polska, a w rolach głównych wystąpić postanowili piłkarze I i II ligi. Czy dali radę? 

W sobotę nieprawdopodobne rzeczy działy się na boiskach I ligi. GKS Katowice walczył o utrzymanie z mającą identyczny cel Bytovią Bytów. Zwycięzca miał zgarnąć wszystko, przegrany pogrążyć się w rozpaczy – wprawdzie w walce korespondencyjnie brały jeszcze udział suwalskie Wigry, ale piłkarzom z Podlasia nie dawano większych szans w starciu z Rakowem w Częstochowie.

W 92 minucie meczu przy Bukowej było 1-1, ten wynik dawał utrzymanie GKS-owi. Bytovia atakowała, co wykorzystali gospodarze – po kontrze w sytuacji sam na sam znalazł się Bartosz Śpiączka, który miał dodatkowo możliwość podawania na pustą bramkę do kolegi z drużyny. Doświadczony snajper szansę zmarnował, ale podopieczni Dariusza Dudka dalej byli nad kreską. Do czasu – w 97 minucie goście wywalczyli rzut wolny, w pole karne pobiegła cała jedenastka, wraz z bramkarzem (a właściwie 10-ka, bo ktoś piłkę musiał kopnąć). Wrzutka, w powietrze idzie Witan i staje się cud: po golu golkipera w 7 doliczonej minucie ostatniego meczu sezonu Gieksa spada z ligi, a Bytowianie uciekają przed przeznaczeniem parę sekund przez ostatnim gwizdkiem tegorocznej kampanii.

Tak się przynajmniej wydawało – po chwili bowiem okazuje się, że skazywani od tygodni na spadek piłkarze Wigier chwilę wcześniej, w 92 minucie swojego meczu, trafili na 2-1. Suwałki zostają w I lidze, Katowice i Bytów kończą w strefie spadkowej. Dodajmy, że stolica Górnego Śląska jeszcze niedawno miała na zapleczu Ekstraklasy dwa kluby, a GKS zapowiadał nawet walkę o awans do elity.

Teoretycznie ta historia jest nie do przebicia. Piłkarze z II ligi podjęli jednak rękawice i… dali radę! I nie, nie chodzi o brak awansu łódzkiego klubu, choć roztrwonienie kilkunastu punktów przewagi przez Widzew, w połączeniu z absurdalną liczbą remisów, okraszonych zmarnowanymi rzutami karnymi – to osiągnięcie absolutnie nieprzeciętne. Mówimy jednak o ostatniej kolejce, która odbyła się dzień po niesamowitych wydarzeniach w Katowicach i Częstochowie.

Elana Toruń na początku maja wydawała się absolutnym pewniakiem do awansu. Po zwycięstwie z konkurentem w walce o pierwszą trójkę – GKS-em Bełchatów – komentatorzy i kibice jednogłośnie stwierdzili, że klub z miasta pierników jak nikt inny zasługuje na promocję. Mecz był transmitowany w telewizji publicznej, więc głosów uznania dla zespołu z Kujaw padało mnóstwo, ze wszystkich stron. Mimo porażki tydzień później z Grudziądzu, który dał awans miejscowej Olimpii, Elana nadal była miała wiele w swoich rękach. W ostatniej serii spotkań zmierzyła się z outsiderem – Olimpią, tym razem tą z Elbląga. Goście do zapewnienia sobie utrzymania potrzebowali albo nie lada sensacji, bo trudno inaczej nazwać konieczność zdobycia trzech punktów w Toruniu, albo też braku zwycięstw konkurencji. Rywale w walce o życie wznosili się jednak na wyżyny możliwości – kiedy na zegarkach sędziów 34. kolejki II ligi wybijała 90 minuta, ROW Rybnik i Siarka Tarnobrzeg solidarnie wygrywały swoje mecze. Tymczasem Olimpia remisowała 1-1 i była obiema nogami w czwartej klasie rozgrywkowej.

W Tarnobrzegu mecz się skończył i obecni na stadionie nasłuchiwali wieści z Kujaw. Wtedy, ku ich rozpaczy, ponownie dochodzi do kuriozum: szturmująca cały mecz Elana, wspierana przez fanatycznych kibiców, traci po kontrze bramkę na 1-2 i w jednej z ostatnich akcji sezonu wypuszcza z rąk upragniony awans, jakby tego było mało decydującą bramkę zdobywa niejaki Oleksiej Prytuliak – piłkarz ten powinien grać w Toruniu, ale kontrakt z nim został rozwiązany. Awansuje więc remisujący z Błękitnymi w Stargardzie GKS Bełchatów, Elblążanie natomiast absolutnym rzutem na taśmę ratują się przed katastrofą, spychając z II ligi Siarkę i ROW. Spada też zaprzyjaźniony z Widzewem i Elaną Ruch Chorzów, a także Rozwój Katowice.

Decyzje Opatrzności nie wydają się być przypadkowe…

Max Mahor