Obawiamy się o dalszą karierę Kapustki

Roberto Baggio, Ronaldo (ten brazylijski), Fernando Redondo, Kuba Błaszczykowski, Arkadiusz Milik – wszyscy ci zawodnicy w przeszłości mniej lub bardziej oddalonej rwali więzadła kolanowe przednie. A więc doznawali bolesnej i bodaj najcięższej dla piłkarza kontuzji. Z różnym skutkiem po miesiącach rehabilitacji wracali na zieloną murawę. Jak będzie w przypadku Bartosza Kapustki?

Miejmy nadzieję, że jego powrót będzie przypominał raczej ten szybki  – już po 77 dniach – Baggio albo skuteczny, jak w przypadku aktualnie piątego strzelca Serie A, Arkadiusza Milika. Szanse na to są. W końcu Kapustka ma dopiero 22 lata, a w takim wieku nawet wyjątkowo paskudne urazy goją się znacznie lepiej. Wie coś o tym Mirosław Szymkowiak, który w wieku 18 i 19 lat dwa razy przechodził operacje więzadeł krzyżowych, a później brylował na polskich (i nie tylko) boiskach. „W moich czasach w klubie bardziej interesowano się piłkarzami zdrowymi niż chorymi. Teraz łatwiej zrozumieć powiedzenie, że każda kontuzja człowieka wzmacnia. To ile się przez nią potu wylewa, ma swą wymowę. A potem ta monotonia. Na początku właściwie możesz tylko napinać mięsień i nic więcej. To bardzo nużące. Potem przez parę miesięcy robi się właściwie kilka podobnych ćwiczeń, zwiększając ich intensywność” – opowiadał (sport.pl) były gracz m.in. Widzewa i Wisły Kraków.

Przed Kapustką jedno z najcięższych wyzwań w karierze. Od siły jego charakteru (i, co oczywiste, organizmu) zależy teraz, w jakim tempie wróci do zdrowia. Czy wystarczy mu wytrwałości? Życzymy tego byłemu zawodnikowi Cracovii. Szkoda, że tak poważny uraz w ogóle się 22-latkowi przydarzył. Tym bardziej teraz – całkiem niedawno wrócił po wyleczeniu innej kontuzji. Wrócił z bardzo dobrym skutkiem – w belgijskim, drugoligowym Oud-Heverlee Leuven zaczął odzyskiwać pewność siebie: łącznie zagrał w 23 meczach, strzelił cztery bramki i zaliczył asystę. Może statystyki nie są imponujące, ale jeśli przypomnimy sobie fakt, że Kapustka po transferze do Leicester właściwie stracił dwa lata gry, a później nie odbudował się także na wypożyczeniu we Freiburgu, wówczas okaże się, że występy na drugim poziomie w Belgii były czymś potrzebnym i niezwykle ożywczym dla 22-latka. Co więcej, nadal wierzył w niego selekcjoner naszej kadry do lat 21, Czesław Michniewicz, u którego był podstawowym zawodnikiem eliminacji do młodzieżowego Euro. Po wczorajszych informacjach wiemy już, że Kapustka nie pojedzie na czerwcowe ME we Włoszech i San Marino.

To właśnie na tej imprezie mógł znowu przypomnieć się światu. Odkleić od siebie łatkę „niespełnionego talentu”. Nie mamy wątpliwości, że gra w belgijskiej drugiej lidze to nie jest szczyt marzeń dla zawodnika, który przebojem wdarł się do seniorskiej reprezentacji Polski przed Euro 2016. I który kosztował ówczesnego mistrza Anglii – ekipę Leicester – 5,5 mln euro, co swego czasu stanowiło rekord Ekstraklasy. Przeprowadzka do zespołu Lisów była swego rodzaju porwaniem się „z motyką na słońce”. Ale z drugiej strony, także aktem odwagi, której brakuje wielu młodym piłkarzom w naszym kraju, którzy wolą poczekać, trzy razy się zastanowić, by najczęściej nigdzie za młodu nie wyjechać….

Teraz Kapustkę czeka najtrudniejsza pozaboiskowa walka. I oby wciąż młodemu, utalentowanemu zawodnikowi nie zabrakło determinacji w powrocie na boisko. A później do regularnej gry w poważniejszej piłce. Zdajemy sobie sprawę, że to łatwe nie będzie, biorąc pod uwagę rodzaj odniesionej kontuzji i miejsce, w którym znalazła się kariera 22-latka.

Zobacz kursy na mecze Ekstraklasy, ale i Premier League w forBET.