Piszczek dyskryminowany w Dortmundzie…

A w najlepszym razie – potężnie niedoceniany. Pod nieobecność Polaka w pierwszym składzie Borussia notuje kolejny katastrofalny występ w defensywie (3-4 w Leverkusen), ale u Luciena Favre’a nie widać cienia refleksji. Szwajcarski szkoleniowiec woli stawiać na Dana-Axela Zagadou, kiedy tylko ten jest zdrowy, mimo że młody Francuz w pełni zasłużył sobie już na miano człowieka-pułapki. W najwyższej formie nie jest też inny defensor BVB – Manuel Akanji…

W meczu z Bayerem Sancho i spółka spokojnie mogli zaaplikować rywalom co najmniej cztery bramki i zapewne zrobiliby to, gdyby nie głupi faul młodego Reiny przy akcji na 3-2, przez którą sędzia musiał anulować bramkę dla gości niedługo po przerwie. Żółto-czarni ostatecznie i tak wyszli na prowadzenie w drugiej połowie, ale trzy (legalnie zdobyte) gole okazały się być niewystarczającym dorobkiem. Wszystko – jak zawsze w przypadku dortmundczyków – za sprawą katastrofy w tyłach.

Leverkusen przy odrobinie szczęścia także mogło zdobyć w tym meczu więcej niż cztery gole, które ostatecznie znalazły się na koncie Aptekarzy. W słupek w sytuacji sam na sam trafiał choćby Kevin Volland po zero-jedynkowej, nieudanej interwencji Zagadou. To najlepsze świadectwo szczelności linii obrony w arcyważnym meczu z zespołem Bayeru…

Dla kibiców Borussii żenada w defensywie to żadne zaskoczenie, ale mimo wszystko – musi to prowadzić do licznych wątpliwości kibiców Bundesligi.W końcu BVB pod wodzą Favre’a przeszła na trzech środkowych obrońców, co miało zapewnić drużynie równowagę. Mimo z pozoru bardziej zachowawczego ustawienia, drużyna z Signal-Iduna Park gole traci na potęgę: trzeci obecnie zespół ligi niemieckiej, który ma na na koncie 59 zdobytych bramek (najwięcej w lidze, o 21 więcej niż czwarte Moenchengladbach!), dysponuje obroną na poziomie środka tabeli – 8 goli mniej stracił 10. w Bundeslidze Wolfsburg, a dokładnie tyle samo beniaminek z Berlina, Union…

Nie ma w tym przypadku, bo: po pierwsze, cały zespół w fazie defensywnej wygląda mizernie. Po drugie zaś, poszczególni defensorzy BVB są w słabej formie.

Łukasz Piszczek może nie rzucać na kolana obecnym poziomem gry, ale kiedy pojawia się na boisku wygląda co najmniej przyzwoicie. Trudno też oczekiwać od naszego rodaka fajerwerków, bo występuje on obecnie jako jeden z trzech środkowych obrońców. I mimo, że do prawej flanki ma blisko, o ofensywnych wejściach, z których Polak słynął przez lata, nie ma w tym przypadku mowy. Obowiązki Piszczka dotyczą w 90% defensywy – i wywiązuje się on z nich niemal zawsze bardzo sumiennie.

Czego nie powiemy o jego konkurentach do gry w pierwszej jedenastce. O ile jeszcze Manuel Akanji może tłumaczyć się, że błędy albo nieszczególnie udane interwencje, jak ta przy golu na 0-1 w Leverkusen, przeplata w większości dobrymi występami w koszulce BVB, o tyle w przypadku Zagadou niewiele jest pola do dyskusji. 20-latek jest piłkarzem grającym na ogromnym poziomie ryzyka, które praktycznie nigdy się nie opłaca. Urodzony w Creteil zawodnik zdaje się zupełnie nie rozumieć, na czym polega rola obrońcy – zazwyczaj zachowuje się on jak hazardzista, wóz albo przewóz. Cóż więc z tego, że czasem zaliczy udany wślizg, skoro po chwili minie się z piłką. Nie inaczej było w meczu z Bayerem.

Statystyki są jednoznaczne: z Zagadou w składzie w tylko w ostatnim tygodniu (Puchar + liga) Borussia straciła 7 bramek! Niesamowicie dużo, jak na warunki czołowej siły w kraju, ale obserwacja gry lewonożnego defensora przekonuje nas, że nie ma w tym żadnego zbiegu okoliczności. We wcześniejszych dwóch spotkaniach w pierwszym składzie grał z kolei Piszczek, a BVB straciła w sumie… jedną bramkę. Favre póki co obstaje jednak przy swoim – na nieszczęście własne i całego Dortmundu.

MM

Dziś w Bundeslidze starcie na szczycie: Bayern Monachium podejmie RB Lipsk – wytypuj wynik na stronie forBET!