Zamienił Polskę na Kambodżę. Ej, co z nami nie tak?

W ostatnich kilku tygodniach kibice ekstraklasy mieli prawo poczuć spory zawód, gdyż nasze rodzime rozgrywki opuściło wielu piłkarzy, którzy stanowili o sile ligi nad Wisłą. My natomiast pisaliśmy kilkukrotnie, że obcokrajowcy, którzy przybywają do ekstraklasy, nie czują przynależności klubowej i więzi emocjonanej z zespołami, w których występują. Jest im to obojętne, gdzie będą grali w przyszłym sezonie i jak potoczy się ich przyszłość.

Głupio o tym pisać, ale w tych przypadkach bardzo często możemy mówić o braku ambicji. Gdy chłopak jest młody, mieszka całe życie w Warszawie, jego dziadek, wujek i tata kibicują Legii, a on sam kopie piłkę i ma sporo talentu, to wiadomo – Legię ma w sercu i jego celem jest reprezentowanie ekipy, z którą poniekąd związany jest od wielu lat. Występ w pierwszej drużynie? Spełnienie marzeń. I jego, i wszystkich, którzy są z nim spokrewnieni.

Taki piłkarz na pewno będzie się starał i na pewno będzie mu zależało. Na pewno będzie robił wszystko, żeby dawać z siebie maksimum, bo zawieść nikogo nie wolno. Gdy jednak już mówimy o piłkarzu, który ma swoje lata, jest ściągany do Polski z niewiadomych dla siebie powodów, wcześniej grał w kilku innych, słabszych ligach, to jak myślicie: zależy mu czy nie? Jasne, sam pewnie wolałby grać znakomicie i swoją dobrą postawą zapracować sobie na kolejny, już bardziej poważny transfer do mocniejszej ligi za lepsze pieniądze. Ale gdy motywacji zabraknie, to będzie dogorywanie w naszym krajowym piekiełku i robienie wszystkiego, żeby nie podpadać. Przeciętność u nas nie jest wyłapywana, więc można tak bardzo dużo.

Przykładem na to, że Polskę można traktować – hmm – specyficznie jest były już piłkarz Widzewa Łódź, Filip Mihaljevic. Otóż Chorwat przybył do naszego kraju w sierpniu 2018 roku z bułgarskiego Lokomotivu Plodiv. Jak na realia naszej 2. ligi to transfer nawet nam się podobał, a piłkarz z Bałkanów nie miał złego wejścia do nowej drużyny – w dwóch pierwszych meczach strzelił 3 gole i kibice Widzewa mogli mieć nadzieję, że będzie z niego sporo pożytku. Jak się jednak okazało – to były jedyne trafienia Mihaljevica w Widzewie. Od kilku dni piłkarza… Visakha FC, występującego w lidze kambodżańskiej.

Sami byśmy tego lepiej nie wymyślili. Była Chorwacja, potem Bośnia, Bułgaria, Polska, a teraz Kambodża. No ładnie to sobie nasz bohater wymyślił. Jasne, jakbyśmy zaczęli grzebać, to pewnie w nowym klubie Mihaljevica wiele gorzej w piłkę od Widzewa nie grają, wiadomo, poważny klub nie może występować na trzecim poziomie rozgrywkowym w naszym kraju, który również futbolu nie pojmuje najlepiej na świecie, ale… serio? Kambodża?

Nasza liga, jaka by nie była, bardzo często sami nie możemy na nią patrzeć, to jednak liga, w której jest kilku dobrych grajków. Ci zawodnicy czasami wyruszają w świat, niektórym nawet się zacnie wiedzie w Serie A czy innych ligach. Nie mówimy od razu, że na każdym spotkaniu są skauci wszystkich najlepszych klubów na świecie, ale kilku wysłanników czasami pojawia się na trybunach i można wpaść komuś w oko i zapracować na transfer. Taki Mihaljevic, gdyby grał (w tym sezonie 0 występów w Widzewie), mógłby zapracować na przenosiny o ligę lub dwie wyżej. Zawiedziony jednak tym, że nie dostaje swoich szans w Łodzi, postanowił spróbować czegoś nowego. Stąd Kambodża i walka o tytuł mistrzowski w tamtej lidze, o której – przyznajemy się bez bicia – nie mamy żadnego pojęcia.

Jeżeli piłkarz w wieku 27 lat zamienia Polskę na Kambodżę… Dobra, kończymy, nie chcemy dalej tego rozkminiać…

Ligue 1 i FA Cup można obstawiać na stronie forBET.