Prezes ogień gasi benzyną – będzie wojna domowa w polskiej kadrze?

– Nie chcesz grać w kadrze? Trudno, jest kilka młodych zawodniczek, które mogą dostać szansę – stwierdził w rozmowie z Przeglądem Sportowym prezes PZPS Jacek Kasprzyk, odnosząc się do słynnego już listu polskich siatkarek ws. selekcjonera reprezentacji. Potwierdził tym samym konfrontacyjną ścieżkę, jaką obrał Związek w obliczu wewnętrznego kryzysu – reakcją na zarzuty dotyczące Jacka Nawrockiego było natychmiastowe przedłużenie umowy ze szkoleniowcem do 2022 roku. Następnie szef Związku udzielił kontrowersyjnego wywiadu, który wywołał oburzenie kadrowiczek.

W środę „Gazeta Wyborcza” poinformowała, że zawodniczki reprezentacji Polski wystosowały pismo do władz PZPS, w którym domagały się pożegnania Jacka Nawrockiego. Siatkarki miały zarzucać szkoleniowcowi m.in.: faworyzowanie młodszych zawodniczek, na czele z Magdaleną Stysiak i Marią Stenzel, brak zainteresowania Polkami grającymi na co dzień we Włoszech, brak komunikacji oraz wulgarny sposób odnoszenia się do siatkarek. Kasprzyk zareagował nie tylko podpisaniem nowego, długoterminowego kontraktu z dotychczasowym selekcjonerem, ale też mocnym wywiadem dla „PS”. Wcześniej rzecznik siatkarskiej federacji potwierdził w rozmowie z mediami, że pod pismem podpis złożyło 13 reprezentantek. – Podpisały go wszystkie zawodniczki, które grały na tegorocznych ME poza Magdaleną Stysiak i Marią Stenzel.

– Nawrocki ma nasze pełne poparcie. A zawodniczki? Mam nadzieję, że się opamiętają i dogadają z trenerem – swierdził Kasprzyk w rozmowie z „Przeglądem”. – Jedna z dziewczyn powiedziała mi, że przez cały poprzedni sezon selekcjoner nie pojawił się we Włoszech, gdzie grało kilka naszych siatkarek. A faworyzowanie młodych zawodniczek? Tak to już jest, że starsze siatkarki tracące miejsce w składzie nie zawsze potrafią się z tym pogodzić. – dodał szef PZPS.

Na twarde stanowisko Prezesa Związku zawodniczki zareagowały początkowo zaskoczeniem i próbą rozwiązania konfliktu – List siatkarek reprezentacji Polski do prezesa PZPS Jacka Kasprzyka nie był domaganiem się zwolnienia Jacka Nawrockiego – stwierdziła jeszcze w środę Agnieszka Kąkolewska w rozmowie ze Sport.pl, dodając jednak: – Nadal będziemy chciały odwołania trenera Jacka Nawrockiego. Środkowa sprostowała jedocześnie część informacji podanych przez „GW, jej zdaniem w piśmie nie znalazły się zarzuty dotyczące Stysiak, a sam list ma być jedynie wsparciem dla dziewczyn, które powiedziały o zaistniałych sytuacjach prezesowi (chodzi o Joannę Wołosz i Malwinę Smarzek-Godek – red.) – Jednym z punktów naszego pisma było to, że trenera nie ma na meczach klubowych w Polsce, a już zupełnie nie pojawia się w zagranicznych drużynach swoich zawodniczek. Przez te wszystkie lata prowadzenia kadry ani razu nie przyjechał do Włoch – stwiedziła Kąkolewska.

W czwartek głos w sprawie zabrały już natomiast wszystkie 13 reprezentantek, w mocnym oświadczeniu skierowanym w czwartkowe przedpołudnie do mediów i kibiców Polki piszą m. in.:

„Prawdą jest, że niejednokrotnie Prezes Kasprzyk namawiał zawodniczki do otwartej rozmowy i informowania go o problemach w kadrze. Po podjętej próbie, otwartej rozmowie i przedstawieniu problemów drużyna spotkała się z brakiem zrozumienia ze strony Prezesa, a ponadto informacje przekazane Prezesowi trafiły do mediów. Godne reprezentowanie kraju oraz wizerunek Kadry Narodowej zawsze był priorytetem tego zespołu i podjęte rozmowy z Prezesem Kasprzykiem miały na celu rozwiązanie problemu. W myśl dobra reprezentacji, drużyna usiłowała rozwiązać problem bez angażowania mediów i osób postronnych, w tym agentów.

Mnożące się artykuły związane z tą sprawą, a przede wszystkim sam wywiad Prezesa Kasprzyka ujawniający szczegóły podjętych wcześniej rozmów, wywarły na zespole ogromne oburzenie. W obliczu wszystkich zarzutów, często nieprawdziwych, drużyna czuje się skrzywdzona oraz oszukana. Upublicznianie wewnętrznych problemów reprezentacji na łamach prasy w opinii zawodniczek jest niedopuszczalne oraz może rzutować negatywnie na zbliżające się kwalifikacje. (…) 

Rzekomy, powielający się zarzut o niechęci czy zazdrości drużyny w stosunku do Magdaleny Stysiak, jest paskudną insynuacją, mającą na celu odwrócenie uwagi od innych problemów”.

Niezależnie od wszystkiego nie ulega wątpliwości, że sposób działania Kasprzyka jest – oględnie rzecz ujmując – osobliwy. Przedłużanie kontraktu z selekcjonerem tego samego dnia, w którym 13 z 15 reprezentantek zgłasza swoje niezadowolenie, to jak polewanie benzyną rozżarzonej ściółki. Wynoszenie informacji do mediów i zaognianie konfliktu wojowniczymi wypowiedziami też nie może działać na korzyść drużyny – to szczególnie przykre w momencie, gdy polska reprezentacja kobieca ma wreszcie ciekawy zespół z wielkim potencjałem. – Oczekiwałyśmy zupełnie innego odzewu ze strony polskiego związku. Jestem pewna, że zgłoszenie tej sprawy do mediów nie pomoże nam – jako drużynie – w odniesieniu sukcesu. To nie jest droga, która zbliży nas do awansu na igrzyska. – przyznała Kąkolewska.

Zdaniem zbliżonych do PZPS dziennikarzy, o problemie w komunikacji między zawodniczkami a Nawrockim było wiadomo od co najmniej dziewięciu tygodni. Związek znał także listę zarzutów kadrowiczek wobec selekcjonera. Nie zrobiono nic, by rozwiązać spór, teraz dodatkowo skumulowano negatywne emocje. Czasu na ewentualne rozstrzygnięcie konfliktu jest tymczasem bardzo niewiele – za 2 miesiące siatkarki wystąpią w turnieju eliminacyjnym do Igrzysk w Tokio. Będzie to ostatnia szansa na awans do turnieju olimpijskiego.