Jeszcze zaczekamy na powrót Mai Chwalińskiej

Maja Chwalińska po raz ostatni na korcie zaprezentowała się na początku sierpnia – jej jak dotychczas ostatnim tegorocznym akcentem był turniej Warsaw Group Open, który wygrała, tym samym pieczętując najważniejszy sukces w karierze. Wprawdzie zawodniczka pochodząca z Dąbrowy Górniczej zapowiadała, że zrobi sobie kilkutygodniową przerwę od startów, to jednak zapewne mało kto się spodziewał, że potrwa ona tak długo.

Tak, teraz mam chwilę wytchnienia, czegoś w rodzaju wakacji. Bardzo się z tego cieszę. Wpierw spędzę kilka dni w domu, z rodziną, a później, również na kilka dni, wybiorę się nad morze. Następnie czeka mnie powrót do pracy– powiedziała Maja Chwalińska tuż po zakończeniu wspomnianego Warsaw Sports Group Open w rozmowie z Serwis na zewnątrz. Reprezentantka Polski miała po czym odpoczywać, bowiem cykl LOTOS PZT Polish Tour okazał się dla niej nie tylko bardzo udany, ale również bardzo intensywny. Począwszy od 24 lipca a kończąc 11 sierpnia – Chwalińska na kort wyszła 19 razy. Ani razu nie musiała zaznać goryczy porażki, przez co jej łupem padły cztery tytuły – singlowe w Bytomiu i Kozerkach, a także dublet w Warszawie. 17-latka tym samym poczyniła ogromny awans w rankingu WTA. Obecnie jest 218. zawodniczką świata, ale była notowana nawet na pozycji 192.

Chwalińska po zasłużonym odpoczynku miała wrócić do gry we wrześniu, kiedy to miała wystąpić między innymi w Montreux czy Saint-Malo. Polka wraz z trenerem podjęła jednak decyzję o rezygnacji z tych startów, a powodem takich roszad było przeciążenie organizmu. Polska tenisistka daje sobie jeszcze kilka tygodni treningów i powrót do rozgrywek zaplanowała na połowę października. Wówczas rozegrane zostaną dwa turnieje rangi ITF w węgierskim Szekesfehervar. Tam będzie o co grać, bowiem będą to imprezy o puli nagród 60 tysięcy dolarów oraz 100 tysięcy dolarów. O ile w przypadku Chwalińskiej nie wiadomo, czy po węgierskich zmaganiach planuje jeszcze rywalizować, tak inna reprezentantka Polski – Katarzyna Kawa – poinformowała, że te dwa turnieje zakończą ten sezon w jej wykonaniu.

Za sporą niewiadomą należy uznać dyspozycję Chwalińskiej po ponad dwumiesięcznej przerwie. Owszem – co do tego, że ona w tym sezonie swoje już zrobiła, to nie ma wątpliwości, ale wciąż ma sporo do ugrania. W końcu na Węgrzech będzie można stanowczo poprawić swój dorobek punktowy. Pytanie, czy nasza rodaczka utrzyma formę sprzed paru tygodni i będzie systematycznie przedłużać obecną serię zwycięstw?