Kompany: z trenowania, ale nie grania, wykopany…

Najgorszy start od 21 lat, raptem 2 punkty w 4 meczach Jupiler League i zajmowanie 13. miejsca w ligowej tabeli. Projekt grającego trenera w wykonaniu Vincenta Kompany’ego dobiega właśnie końca – były zawodnik Manchesteru City po niecałych trzech miesiącach w tej roli opuszcza ławkę trenerska i zaczyna skupiać się na boiskowych kwestiach wyłącznie jako kapitan drużyny. Czy taki stan rzeczy powinien nas szczególnie dziwić?

Z uwagą przyglądaliśmy się temu, co postanowił zaserwować Anderlecht. Oto bowiem klub z ligi europejskiej zdecydował się na pójście w standardy kojarzone z niższymi ligami i zatrudnić zawodnika także jako szkoleniowca swojej ekipy. W momencie ogłaszania tej decyzji zastanawialiśmy się, czy w dobie ogromnych wymagań fizycznych, obwarowań taktycznych, a także coraz większych żądań stawianych przed kolejnymi trenerami jest możliwe jednoczesne łączenie tej roli z występami na boisku. Przykład Kompany’ego pokazuje, że niekoniecznie – paradoksalnie trudno wskazać jednoznaczną winę za taki obrót spraw. Gdy bowiem spojrzymy na sprawę całościowo, trudno będzie klarownie ocenić, czy odpowiedzialny za słabe wyniki był Kompany-trener czy raczej Kompany-piłkarz. Najwidoczniej postawiono na element szkoleniowy, skoro były reprezentant Belgii zdecydował się skupić na występach boiskowych. Bez wątpienia odważna decyzja, podjęta w niezwykle szybkim czasie po starcie bieżącej kampanii ligowej – najwidoczniej natomiast Kompany uznał, że porwał się na zbyt poważne wyzwanie.

Cała historia wyglądała na zbyt piękną i łatwą do realizacji. Po strzeleniu jednego z najważniejszych goli w zeszłym sezonie, który pomógł w zdobyciu mistrzostwa Anglii Manchesterowi City, do klubu z młodzieńczych lat wraca Vincent Kompany, mający uczynić go raz jeszcze wielką firmą. Niestety, rzeczywistość była zdecydowanie bardziej okrutna – po pełnym nadziei powitaniu przez klubowe środowisko, pozostały już jedynie wspomnienia. Następcą Kompany’ego w Anderlechcie został Simon Davies i ciekawe, jak do jego angażu podejdzie były trener. Wszak to dość rzadka sytuacja, gdy po zakończeniu współpracy z danym szkoleniowcem jego następca musi współpracować ze swoim poprzednikiem: w dodatku na linii trener – piłkarz. Wierzymy jednak, że osobowość Kompany’ego, jego niesamowita charyzma, a także profesjonalizm pozwolą nie wytwarzać zbędnych napięć. Były piłkarz Hamburgera SV podjął tę decyzję w trosce o dobro klubu i to ono powinno być dla niego priorytetem. Z uwagi na jego ogromne doświadczenie w futbolu większych konfliktów nie prognozujemy. Pytanie natomiast, jak zachowa się szatnia, gdy także pod wodzą nowego szkoleniowca nie uda się poprawić wyników – naturalnym zachowaniem, w takiej sytuacji, byłoby zwrócenie się ku Vincentowi Kompany’emu, co mogłoby nadszarpnąć pozycję Simona Daviesa. To natomiast rozważania, na ten moment, z kategorii football fiction.

We współczesnym świecie kluby coraz bardziej nieszablonowo szukają rozwiązań pozwalających na wprowadzenie nowych metod zarządzania i kompleksową poprawę wyników osiąganych przez drużynę. Na papierze tak wyglądał również angaż Vincenta Kompany’ego – tutaj wszystko układało się w ogromną całość. Pytanie natomiast: czy w całej wizji nie dokonano zbyt dużego rozpędu i postanowiono pójść na rękę Belgowi? W futbolowym życiu bardzo często trzeba wybierać. Albo mój stan zdrowia i umiejętności są na tyle w dobrej kondycji, że jestem w stanie kontynuować piłkarską przygodę, albo szukam nowych wyzwań i zasiadam na ławce trenerskiej. Łączenie obydwu ról w coraz bardziej wymagającej rzeczywistości futbolowej jest nie do zrealizowania. Owocem takiego działania jest najgorszy start od 21 lat, 4 punkty na 12 możliwych i bardzo dużo znaków zapytania przed kolejnymi spotkaniami ligowymi i nie tylko. Inne kluby, patrząc na przykład z Anderlechtu, raczej nieprędko zdecydują się postawić na osobę grającego trenera…

Karol Czyżewski