Zasłona? Raczej zmęczenie

Trochę w cieniu udanej walki polskich siatkarzy o awans do Igrzysk w Tokio oraz lekkoatletycznych Drużynowych Mistrzostw Europy w Bydgoszczy, w której triumfowali nasi reprezentanci odbył się pierwszy sparingowy etap przygotowań naszych koszykarzy do zbliżających się mistrzostw globu w Chinach. W cieniu – nieprzypadkowo…

Zapewne zdziwił się ktoś, kto tylko pobieżnie zerknął na wyniki graczy trenera Mike’a Taylora w turnieju towarzyskim w Pradze. Jeszcze pierwszy mecz poszedł zgodnie z planem – łatwą wygraną z Jordanią, która choć także weźmie udział w mundialu, to jednak jest zespołem znacznie od nas gorszym, co też znalazło odzwierciedlenie w wyniku bezpośredniej konfrontacji: 92:51. I rezultatu nie ma co brać przez pryzmat tego, że przeciwnicy wystąpili w mocno eksperymentalnym składzie. Jordania to taka rozgrzewka, następnego dnia nasi grali z gospodarzami, Czechami, reprezentacją o podobnym do nas potencjale, choć bez wielkiej, kontuzjowanej gwiazdy Fenerbahce, Jana Vesely’ego. I tu już były schody: Biało-Czerwoni przegrali jednym punktem, a w ich ofensywnych poczynaniach uwidocznił się chaos, by wspomnieć tylko o zaledwie 3 celnych rzutach z gry na 12 prób lidera Mateusza Ponitki. W ostatnim meczu weekendowego turnieju zaś nasi zagrali z dość nieobliczalną Tunezją. Zagrali i… nieoczekiwanie przegrali 64:75. Można  powiedzieć – to „tylko” sparing. Tak, zgadzamy się (o czym poniżej), ale z drugiej strony gra naszych reprezentantów daleka była od optymalnej. Zawodziła zwłaszcza „trójka” i gapiostwo w defensywie. Tak zdecydowanie nie można grać przeciwko ponoć jednej z najsłabszych ekip zbliżającego się mundialu.

Okres przygotowawczy w Wałbrzychu przepracowaliśmy bardzo mocno, a teraz zakończyliśmy to turniejem w Pradze. Pierwszy mecz był dla nas całkiem niezły, w drugim i trzecim niestety trochę zabrakło mocy, jak to w przygotowaniach. Na pewno mamy wiele rzeczy do nadrobienia, trzeba nad nimi pracować. Może i dobrze, że dostaliśmy taki zimny prysznic. W przyszłym tygodniu na pewno będziemy grali dużo lepiej” – podsumował turniej w Pradze Adam Waczyński (probasket.pl). I należy go trzymać za słowo, zresztą już w piątek kadrowiczów czeka kolejny, mocniej obsadzony turniej w Hamburgu, gdzie poza Niemcami zmierzymy się z Węgrami oraz znowu – Czechami.

Tak jest, że gdy nie idzie, kiedy przegrasz z gorszym przeciwnikiem, szukasz usprawiedliwień – najbardziej „obiektywnych”, jakie się znajdzie. To normalne, bo przecież po pierwsze nie można zwieszać głów po jednym mało udanym meczu, a po drugie dziwne byłoby „samookaleczanie” werbalne przed najważniejszą imprezą w roku. Gdzie tam w roku… nasi w Chinach będą – i nie ma tu przesady – bić się o przyszłość dyscypliny w naszym kraju. O to, by zainteresowanie nią utrzymało się długi czas po zakończeniu mistrzostw. Bo na razie koszykówka nie budzi należytej uwagi, co widać choćby w statystykach oglądalności naszej ligi. Kadra to jednak co innego. Większy kaliber. No i na MŚ ostatnio graliśmy 52 lata temu.

Jak podsumować pierwszy turniej i mecze kontrolne Polaków przed upragnionym mundialem? Można tak, jak zrobił to Waczyński i nie będzie to złe. Można także usprawiedliwić porażkę z Tunezją wieloma ćwiczonymi wariantami gry. Ale wypadałoby także odnotować bardzo dobry występ młodego (rocznik 2000) i wysokiego (216 cm) Aleksandra Balcerowskiego, który zrobił duży krok, by wyjechać do Chin, gdzie mógłby zwrócić na siebie uwagę, choć przecież już występuje w silnej Gran Canarii, przygotowując się niejako nawet na podbój NBA, co wielu ekspertów mu wróży. Nas jednak nieco martwi postawa Biało-Czerwonych. Dlaczego?

Wydawało nam się, że Polacy są… większymi twardzielami. Na razie ich gotowość fizyczna choćby do stawienia czoła silnym graczom z Wybrzeża Kości Słoniowej nie jest taka, jaka powinna być. Ale dobrze, to jest podstawa i może faktycznie w Hamburgu ujrzymy już inną – pod tym względem – ekipę. Gorzej, że w Pradze nie było lidera z prawdziwego zdarzenia, Ponitka miał lepsze i gorsze momenty, ale generalnie zwłaszcza Waczyński i Michał Sokołowski muszą dawać kadrze więcej od siebie. Być może, w co bardzo liczymy, sytuacja zmieni się, gdy do reprezentantów dołączy wreszcie AJ Slaughter, którego w USA zatrzymały sprawy prywatne. To gracz na pewno nieszablonowy, a takich będzie nam bardzo w Chinach potrzeba – grupa z WKS-em, Chinami i Wenezuelą dla wielu wymarzona, według nas – trudna. Lekcja z piłkarskiego mundialu w Rosji powinna tu być przestrogą.