Bilety do Tokio rozdane

Klasowe drużyny poznaje się po tym, że jak nie idzie, są w stanie wygrać mecz. Taki właśnie scenariusz zaserwowali nam nasi reprezentanci podczas ostatniego pojedynku turnieju kwalifikacyjnego w Gdańsku/Sopocie przeciwko Słoweńcom. Dzięki wygranej, Polacy zyskali rok spokoju w przygotowaniu się do najważniejszego turnieju: Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Czy przywiozą stamtąd medal? Wczorajszy mecz z Francją był koncertowy i na pewno rozbudził apetyty, dzisiejszy zaś nieco ograniczył entuzjazm. Ale poczekajmy, w końcu mistrzowie świata z 2014 i 2018 roku to klasowa, wspaniała drużyna.

Polacy źle zaczęli niedzielne spotkanie. Przez cały pierwszy set musieli gonić twardo grających Słoweńców. Goście rozbijali Biało-Czerwonych fantastyczną, mocną zagrywką i bardzo pewnym blokiem, w całym secie popełnili zaledwie dwa błędy, a ryzykowali niemal non-stop. Polacy byli jakby usztywnieni wagą spotkania. Mylił się m.in. Maciej Muzaj, zaś z lewego skrzydła „katował” naszych zwłaszcza Klemen Cebulj. Polacy mieli jeszcze nadzieję na wyrwanie setowego zwycięstwa, ale kluczową piłkę na 24:21 na punkt zamienił Toneck Stern, chwilę później zaś naszych pognębił Alen Pajenk.

Druga partia pojedynku ze Słoweńcami także kosztowała nas mnóstwo nerwów. Na szczęście, coraz częściej mylili się przyjezdni, zwłaszcza na zagrywce. Cebulj popełniał błąd za błędem, ale i nasza obrona w dalszym ciągu pozostawiała wiele do życzenia. Mecz w tej części układał się na remis, lecz w kluczowym momencie dwa punkty z potężnego serwu (około 129 km/h) zdobył Wilfredo Leon.

Szkoleniowiec Słowenii wziął czas, by wybić Biało-Czerwonych z uderzenia, ale na nic się to zdało. Kolejny punkt zdobył Dawid Konarski, a dwa następne „zdobyli” dla nas rywale – po błędzie w ataku Tine Urnauta nasi wygrali seta i zapewnili sobie wyjazd na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie do Tokio.

Kolejne dwie części spotkania także padły łupem gospodarzy, grających już „drugim” składem. Trójmiejskie trybuny nie posiadały się z radości, a po błędzie Pajenka w czwartym secie, mogły zacząć świętowanie wraz ze swoimi ulubieńcami. Warto zauważyć, że kolejne znakomite spotkanie rozegrał Karol Kłos, kto wie, czy nie powinien on trafić do podstawowego składu wybrańców Vitala Heynena?