„Zizou” ostry jak nigdy wcześniej, ale Bale nie dał Realowi wyjścia

Kilkukrotnie w ostatnich miesiącach drapaliśmy się intensywnie w głowę słysząc, że Gareth Bale, mimo minimalnych szans na grę, zamierza zostać w Realu Madryt i wypełnić kontrakt. Walijczyk odrzucał intratne oferty z Chin, nie chciał także odchodzić do klubu, który dałby mu szansę powrotu na futbolowy piedestał. Jaki był plan 29-latka? Ta kwestia przestała interesować Zinedine’a Zidane’a, który z nietypową dla siebie brutalnością właśnie wyrzucił skrzydłowego na madrycki bruk. 

Gareth pozostał poza kadrą, bo Real negocjuje jego sprzedaż. Im szybciej odejdzie, tym lepiej. Nie jest to nic osobistego, ale podejmuję decyzje. Nadszedł moment zmian, a jego transfer byłby dobry dla wszystkich stron – stwierdził francuski opiekun Los Blancos po towarzyskim meczu Królewskich z Bayernem Monachium, w którym Bale nie znalazł się nawet w kadrze meczowej. – Jeśli odejdzie jutro, tym lepiej – dodał wprost Zizou, cytowany w niedzielny poranek przez wszystkie sportowe media na świecie.

Tak bezpośrednia deklaracja to w ustach 47-latka nowość. Zidane’a kojarzymy zdecydowanie bardziej z ciepłych, dyplomatycznych wypowiedzi, których przykładem może być ta sprzed spotkania z Legią w Champions League przed trzema laty. – Szansę oceniam 50 na 50 – twierdził wówczas Mistrz Świata z 1998 roku nie zważając na fakt, że polski rywal miał po trzech spotkaniach na koncie okrągłe zero punktów i bilans bramkowy 1-13. Skoro więc urodzony w Marsylii szkoleniowiec używa dziś tak mocnych słów, sygnał dla Bale’a i całego świata jest jasny: koniec żartów, czas zakończyć ten związek.

Trudno jednak dziwić się takiej reakcji, patrząc na postawę reprezentanta Walii w ostatnich miesiącach. Bale jest na pewno wystarczająco inteligentnym mężczyzną, by wiedzieć, że jego pobyt na Santiago Bernabeu nie jest oceniany pozytywnie, a jeśli ma w tym względzie wątpliwości – powinien przypomnieć sobie gwizdy ze strony madryckiej publiczności, pozdrawiające go częściej i dosadniej niż jakiegokolwiek innego gracza Realu w ostatnim czasie. Wymowna jest także postawa przedstawicieli klubu, w tym sztabu szkoleniowego – od długiego czasu docierają do nas informacje pochodzące od madryckich dziennikarzy, mówiące o tym, że na Brytyjczyka nikt w stolicy Hiszpanii stawiać w najbliższym czasie nie zamierza. Nie sposób uwierzyć, że będący „w środku” drużyny zawodnik nie dostrzega, jaka jest jego sytuacja.

Pytanie zatem, co kieruje Bale’em. Gdyby liczyły się dla niego wyłącznie pieniądze, wybrałby kierunek chiński, gdzie mógłby w spokoju odkładać kolejne dziesiątki milionów euro dla swoich spadkobierców. Tego kroku Walijczyk jednak definitywnie postawić nie chce. Nie interesuje go, i to jest w tym wszystkim najbardziej zastanawiające, odejście do innego wielkiego klubu, w którym miałby szansę nie tylko grać, ale również stać się kluczową postacią drużyny. By Manchester United czy Tottenham sięgnęły po lewonożnego gracza potrzebna byłaby jednak, choćby delikatna, obniżka wymagań finansowych ze strony obozu piłkarza. O tym blisko 30-letni gracz nie chciał w ostatnich miesiącach słyszeć, deklarując jednoznacznie zamiar pozostania w stolicy Hiszpanii do końca kończącego się w 2022 roku kontraktu.

Nie astronomiczne pieniądze w Azji, nie szansa powrotu do gry – wygląda na to, że urodzony w Cardiff piłkarz, zgodnie z tym co sam mówił, po prostu dobrze czuje się w Madrycie i nie zamierza ustępować dyrektorom Królewskich ani trenerowi,  nawet w obliczu braku występów. To by jednak oznaczało, że piłkarz nie cierpi na nadmiar sportowej ambicji. Możliwe też, że Bale wierzy wciąż w kolejną poważną szansę w koszulce 30-krotnego mistrza Hiszpanii. Jeśli tak, to decyzja Zidane’a o skończeniu z subtelnościami i przestawieniu sytuacji w żołnierskich słowach była jedyną słuszną.

Na postawę madrytczyków wpływ ma oczywiście fakt, że skrzydłowy jest dla budżetu klubu gigantycznym obciążeniem. Na Bernabeu odchorowali już 100 milionów euro wydane na sam transfer ówczesnej gwiazdy Tottenhamu, 350 tysięcy tygodniówki to jednak koszt, nad jakim nie sposób przejść obojętnie. Szczególnie w przypadku, gdy zawodnik ma pełnić w zespole marginalną rolę. Na zdecydowanie w działaniach Realu wpływa także fakt, że letnia ofensywa transferowa znacznie nadwyrężyła zapasy gotówki w klubowym sejfie, i choć o problemy z płynnością finansową Florentino Perez martwić się nie musi, to jednak pozbycie się niepotrzebnych gwiazd jest na ten moment priorytetem.

Max Mahor