No ale bez jaj…

Sporo ostatnio zamieszania z niedawno zakończonymi kobiecymi MŚ. Nie negujemy, że był to turniej godny uwagi i pewien rodzaj wypełnienia dość mało obfitego w piłkarskie wydarzenia czasu. Niemniej pojawiające się głosy o chęci zrównania pieniędzy obecnych w żeńskim futbolu do kwot pojawiających się w męskiej piłce nożnej uważamy za duże nadużycie. Nie chcemy być posądzani o szowinizm, a także przesadne wyśmiewanie obserwowanego podczas niedawno zakończonego turnieju poziomu. Sprowadzanie jednak całej sprawy tylko i wyłącznie do dyskryminacji na tle płciowym uważamy za zdecydowane spłycenie całej, jakże problematycznej dla wielu, kwestii. 

Zwykle już tak w świecie bywa, że pewne zmagania niespecjalnie interesują nas przez cały okres ich trwania, a cała debata rozpoczyna się gwałtownie po ledwo zakończonym finale. Nie inaczej było także i tym razem. Po wygranej 2:0 przeciwko Holenderkom reprezentantki USA znalazły się na ustach wszystkich. Stało się tak, ponieważ Amerykankom udało się, po raz pierwszy w historii, obronić zdobyte wcześniej trofeum. No i zaczęło się. Stacje telewizyjne coraz chętniej prezentowały dane mówiące o tym, że był to najchętniej oglądany finał tych rozgrywek w historii. Swoje dołożyła także kapitan reprezentacji USA, Megan Rapinoe, która najpierw cieszynką po strzelonym golu, a następnie szeregiem wypowiedzi próbowała dać do zrozumienia, że nadszedł czas na kolejny krok w debacie na temat zarobków piłkarek nożnych we współczesnym świecie.

Wydaje nam się natomiast, że środek ciężkości całej dyskusji zlokalizowany jest w zupełnie złym miejscu. To bowiem nie do końca tak, że te dysproporcje wynikają z jakichkolwiek aspektów politycznych czy dyskryminacji – szczerze wątpimy, aby w szalonej pogoni za coraz większą materializacją współczesnego futbolu ktokolwiek zwracał uwagę na zjawiska społeczne i próby wpisywania się do pewnych stereotypów. Nie da się tego ukryć – dzisiaj w piłce nożnej funkcjonuje ogromna żądza pieniądza, co widzimy po rosnących kwotach transferowych, pensjach proponowanych piłkarzom czy wzrastających milionach za umowy sponsorskie. Machina finansowa uciekła już na tyle, że obecnie trudno ot tak przyjść i powiedzieć: chcemy z miejsca zrównania naszych świadczeń z facetami. Szczególnie, jeżeli przewijające się pieniądze stale wzrastają. Owszem, nie można odmówić pewnego wyrównywania szans czy darzenia podobnym szacunkiem przedstawicieli obydwu płci, niemniej trudno znaleźć nam obiektywne przesłanki w stronę realizacji tego rodzaju postulatów. Poza pewnego rodzaju poprawnością polityczną, która we współczesnych czasach stara się wkraść w obszary, która zwykle powinny być dla niej niedostępne. Na działanie pewnego rodzaju mechanizmów trzeba sobie w pełni zapracować, a nie szukać furtki na skróty pod pretekstem bardzo wyniosłych haseł.

Nie chcemy iść tutaj po najmniejszej linii oporu i przypominać kompromitujących porażek reprezentacji Australii czy USA z młodzieżowcami, które mogłyby zamknąć dyskusję czymś w rodzaju: „jak nie potrafią pokonać chłopaków, niech zarabiają jeszcze mniej niż oni”. Niewygodna prawda jest bowiem o wiele prostsza i brzmi następująco: dysproporcja między zainteresowaniem, poziomem, a także najzwyczajniejszą jakością rozrywki pomiędzy żeńskimi, a męskimi rozgrywkami piłkarskimi jest ogromna. I oczywiście nie negujemy, że mundial Pań był ciekawszy niż niektóre mecze naszej Ekstraklasy: odnosimy to natomiast do równych sobie imprez. A tutaj przepaść jest naprawdę widoczna gołym okiem. Nie odbieramy nikomu prawa do uprawiania danej dyscypliny, wspieramy wszystkich, którzy często z przeciwnościami losu na karku odnoszą ogromny sukces. Ciężko jednak zrównać finał męskiej Ligi Mistrzów z decydującym starciem kobiecej Champions League. Tak samo zmagania podczas minionego mundialu – nie były to najprzyjemniejsze do śledzenia rozgrywek dla niewprawionego, przeciętnego oka kibica.

Ustalmy jedno – o ewentualnym potencjale finansowym i wysokości zarobków w danej dziedzinie sportu zawsze będzie decydować widz. Dyskusji o nierówności płci nie słyszymy przecież np. przy okazji rozgrywek tenisa – tam występują delikatne różnice w samej długości gry (Panie: 2 sety do zwycięstwa, Panowie: 3 sety) i niespecjalnie słychać specjalne głosy oburzenia z tego powodu. Zalecamy zatem, aby najpierw skupić się na własnych celach, to jest zwiększaniu poziomu, a przede wszystkim atrakcyjności danych zmagań. Potem możemy rozpocząć rzeczową dyskusję o poziomie świadczeń uzyskiwanych przez piłkarki. Choć wierzymy, że gdyby sprawy zostały poprawione na właśnie tych polach, wspomniana dyskusja stałaby się bezprzedmiotowa. Ale czego się nie robi dla wtrącania polityki w różne dziedziny życia…

Karol Czyżewski