Wygrać los na loterii

Była obojętność, jest niechęć. Wrogość i napięcie, które w boksie lubię najbardziej. Jest trochę złej krwi, która jest esencją tego sportu i która powoduje, że łatwiej będzie wytrwać przed telewizorem do późnej godziny lub – jak kto woli – wstać o konkretnej porze. Napisałem ostatnio, że to być może najważniejsza walka w historii boksu zawodowego. Na pewno jedna z tych, o której możemy za 50 lat wspominać wnukom, gdy będziemy sączyć ziółka przy kominku i zaczynając zdanie od „kiedyś to było…”

Maciej Sulęcki może dziś w nocy wejść na szczyt. Może zrobić coś, o czym marzył 20 lat temu, gdy po raz pierwszy założył rękawice bokserskie i przyjął cios na ucho, po którym dzwoniło mu w głowie przez dwa tygodnie. Dziś Polak może wejść na szczyt drugiej z najbardziej prestiżowych kategorii wagowych w boksie zawodowym. Bo ścisk w średniej jest ogromny, a mistrzowie za swoje walki zarabiają potężne pieniądze. To właśnie tam walczą Alvarez i Gołowkin, czyli twarze rozrastającej się w ekspresowym tempie platformy DAZN.

Los na loterii – ten jutro podczas śniadania może mieć Sulęcki w swoich rękach. Prawidłowo zakreślone liczby, które gwarantują nie tylko chwałę i prestiż, wymarzony tytuł mistrza świata, ale również i olbrzymie pieniądze, które kolejne walki mogą przynieść. Szacuje się, że za pojedynek z Demetriusem Andreade Striczu zarobi pomiędzy półtora a dwoma milionami złotych. Zwycięzca jednak idzie dalej i w ciągu najbliższych miesięcy lepszy z tego zestawienia zmierzy się z Saulem Alvarezem, który jest królem kategorii średniej i prawdopodobnie jednym z trzech najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe. Tam wypłata będzie już bardziej okazała, Sulęcki może liczyć moim zdaniem na czterokrotną przebitkę i cztery pasy czempiona, co do tej pory udało się w historii tylko pięciu bokserom na świecie. Zgoda – droga do tego daleka, nie ma co marzyć o czymś, co jest dopiero za trzema zakrętami. Gdy jednak mówimy o stawce dzisiejszego pojedynku nie sposób nie wspomnieć o tym, co może się wydarzyć w życiu chłopaka, który od kilku lat chodził i gadał wszystkim na okrągło, że będzie mistrzem świata.

Maciej Sulęcki już dziś w nocy może spełnić swoje marzenie i zostać mistrzem świata

„Gdy podpisywałem kontrakt z Eddie Hearnem, to nie negocjowałem stawek. Pan Wasilewski pokazał mi papiery, to nie grymasiłem, że za mało czy coś, może więcej? Papier, podpisanie. Prawnik zobaczył, czy wszystko się zgadza formalnie, były jakieś korekty, ale nawet nie podjąłem dyskusji o pieniądzach, nie negocjowałem kasy. Ja pragnę tytułu, on pragnie pieniędzy – to jest moja przewaga.

Ja również pragnę pieniędzy, ale najpierw tytułu. Chcę chwały. Cofam się prawie 20 lat wstecz. O czym myślałem, jak zacząłem trenować? O czym marzyłem? O tym momencie. Najpierw będę mistrzem świata, a potem będę milionerem i to mnie napędza.”

Tytuł mistrza świata i chwała – to jest coś, czego Sulęcki jeszcze nie ma, a co jest jego obsesją. Andreade wydaje się zarozumiały, butny i arogancki. Wydaje się lekceważyć chłopaka z Polski, który marzy o tym, by nad łożeczkiem swojej córki powiesić pas, który pozwoli godniej żyć całej rodzinie. Co ważne – najpierw będzie tytuł, potem będą pieniądze. Te nie były negocjowane przed tym pojedynkiem, bo nie stanowiły priorytetu podczas przychodzenia na salę treningową i obijania worka przez całe życie. Te mogą przyjść i na pewno przyjdą niebawem. Tuż po zwycięstwie z Andreade, który jest nasycony i przekonany, że „jakiś tam Polaczek” nic nie może mu zrobić.

Jakub Borowicz

Kursy forBET na pojedynek Maciej Sulęcki vs Demetrius Andreade. Pełna oferta – TUTAJ.

Zwycięstwo Sulęckiego: 4,25

Remis: 30,0

Zwycięstwo Andreade: 1,22