Chwile nieulotne #6 – Tomasz Jędrzejak (1979-2018)

Nie tak wyobrażaliśmy sobie nasz dzisiejszy felieton historyczny. Niestety, życie napisało swój własny, bolesny i bardzo ponury scenariusz. Pytanie o powody samobójczej śmierci żużlowca Tomasza Jędrzejaka zapewne już na zawsze pozostanie otwarte.

„Ogór” – taki pseudonim miał Tomasz Jędrzejak – pierwsze okrążenia na żużlowym torze kręcił w swoim rodzinnym mieście Ostrowie Wielkopolskim. Nieco starsi kibice „czarnego sportu” pamiętają trzech wyjątkowo utalentowanych, długowłosych zawodników ówczesnej Iskry, którzy wówczas objawili się sportowemu światu: Przemysław Tajchert, Karol Malecha i właśnie Jędrzejak. Ten pierwszy szybko przeszedł do cierpiącej na deficyt dobrych juniorów Polonii Bydgoszcz. Dwaj kolejni – wraz z rezerwowym Michałem Szczepaniakiem – w 1999 roku zdobyli w Ostrowie złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych. Malecha po transferze do Częstochowy przepadł. Zaliczył kilka niezłych występów, a po przejściu do grona seniorów szybko skończył karierę.

Co ciekawe, w ślad za Malechą i za namową legendy Włókniarza Sławomira Drabika do ekipy „Lwów” dołączył Jędrzejak. Także w jego przypadku żużlowa przygoda w Częstochowie potrwała tylko dwa sezony, bo już w 2002 roku związał się z drużyną z Wrocławia. W stolicy Dolnego Śląska spędził łącznie, choć z przerwami, aż 12 lat. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że był jednym z symboli WTS-u Sparty. Po zakończeniu kariery miał wrócić do Wrocławia i pomóc w szkoleniu młodzieży…

To właśnie jako zawodnik Sparty Jędrzejak osiągnął swój pierwszy sukces w dorosłym żużlu. Dość nieoczekiwanie w 2003 roku na torze w Bydgoszczy zdobył brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Polski (IMP). Wyprzedzili go tylko Norweg z polskim paszportem Rune Holta oraz Tomasz Gollob. Szczyt formy „Ogóra” przypadł dziewięć lat później. Sezon 2012 był jego. Jędrzejak zachwycał swoją nienaganną sylwetką na motocyklu. Miał nad nim pełną kontrolę, jeździł wyjątkowo szybko i ofensywnie. W lidze co rusz przekonywali się o tym jego rywale, a podczas finału IMP w Zielonej Górze pogodził wszystkich, z faworytem miejscowych – Piotrem Protasiewiczem na czele. Spontanicznej, wielkiej radości nie było końca:

Po kilku latach w książce Wojciecha Koerbera pt. „Pół wieku na czarno” wieloletni trener Jędrzejaka Marek Cieślak wspominał:

„Co z tego, że wtedy w Zielonej Górze zabrakło Golloba czy Jarosława Hampela? Każdy mógł wygrać, ale wygrał Tomek, bo miał kapitalny sezon i bardzo mu na wygranej zależało. „Ogór” to w ogóle jeden z moich ulubionych chłopaków, nie tylko na torze, ale i na co dzień, jako człowiek. Jest przesympatyczny! Choć mam świadomość, że jednocześnie jest bardzo nieufny wobec nieznajomych, czym przypomina Jasona Crumpa. Jeśli kogoś nie zna, lepiej niech do niego nie podchodzi. Najpierw musi się Tomek do człowieka przekonać”.

Jędrzejak unikał rozgłosu, nie zabiegał o obecność w mediach. Pod koniec ubiegłego sezonu to o niego zabiegali wrocławscy kibice, którzy chcieli, by wystąpił w rewanżowym finale z Unią Leszno. Tak się nie stało. Ostrowianin wiedział, że choć zdobył ze Spartą srebrny medal mistrzostw Polski, to pewien etap w karierze dobiegł końca. Że dla dalszego rozwoju musi znaleźć nowy impuls. Wybór padł na mającą mocarstwowe plany drugoligową Stal Rzeszów, do której dołączył m.in. ze słynnym Gregiem Hancockiem. Ten ruch rozwścieczył fanów z Ostrowa, przekonanych, że „Ogór” wróci do macierzystego klubu. Dawali wyraz swojej frustracji. Nazywali go wprost: „zdrajca”. Na torach II ligi prezentował wyborną formę. W dalszym ciągu jest jej najskuteczniejszym żużlowcem…

Podczas pogrzebu prezes wrocławskiej Sparty Andrzej Rusko zapowiedział organizację memoriału Tomasza Jędrzejaka, którego pierwsza edycja odbędzie się po bieżących rozgrywkach. Cały dochód trafi do rodziny tragicznie zmarłego żużlowca.