Na ile jeszcze potrzebujemy dziś kibiców na trybunach?

Pandemia koronawirusa zmusza nas do opracowywania kolejnych rozwiązań dotyczących bezpiecznej organizacji spotkań, ale stawia także pewnego rodzaju rozterki w postrzeganiu dotychczas jasnych i klarownych kwestii. Dzisiaj bowiem coraz mocniej możemy podważać, na ile kolejne ligi piłkarskie faktycznie potrzebują fizycznej obecności sympatyków futbolu na trybunach. Bo skoro kluby doskonale radzą sobie bez nich – czy fani faktycznie mają do kogo wracać?

Pomimo głosów oburzenia piłkarskich tradycjonalistów i nawoływań odnośnie wstrzymania rozgrywek do momentu możliwości swobodnego pojawiania się kibiców na stadionach, kolejne ligi europejskie ogłaszają swoje daty powrotu. W miniony weekend do akcji wróciła Bundesliga, już 23 maja zobaczymy zawodników z ligi czeskiej, a raptem 6 dni później ponownie będziemy mogli podziwiać ukochaną Ekstraklasę. Wznowienie sezonu we wszystkich ze wspomnianych zmagań oznaczać będzie jedno: powrót krajowych elit będziemy musieli śledzić bez udziału nawet minimalnej grupy kibiców. Niektórzy po weekendzie z niemiecką elitą stwierdzili, że najwyższa futbolowa jakość nie rekompensuje ciszy trybun i dalsze kontynuowanie rozgrywek jest bezcelowe. Czy aby jednak na pewno powinniśmy dojść do właśnie takiego wniosku?

Obecna konkluzja może być zdecydowanie inna i bardziej bolesna dla przeciętnego kibica piłki nożnej. Okazuje się, że atmosfera piłkarskiego święta to mniej istotny czynnik dla aktualnej działalności klubów. Abstrahując od przykładów Francji, Belgii czy Holandii: większość krajów uznała, że wznowienie sezonów jest niezbędne dla dalszego funkcjonowania tamtejszych zespołów. Bo przecież zdecydowanie lepiej, żeby kibice przez chwilę przemęczyli się i śledzili spotkania z poziomu telewizyjnego, aniżeli ich kontynuowanie miałoby być maksymalnie opóźniane, co dla niektórych ekip mogłoby być zabójcze. Mimo wszystko: nawet jeżeli znajdziemy pełne usprawiedliwienia podejmowania niezwykle trudnych dla wszystkich decyzji, każda z nich ma drugą stronę medalu. Oto bowiem możemy coraz mocniej poddawać w wątpliwość fizyczną konieczność obecności fanów na trybunach.

Złośliwi powiedzieliby, że nasza Ekstraklasa tego rodzaju problemy miała już dużo wcześniej i na przykład dla Wisły Płock nowe obostrzenia pandemii nie wnoszą nic nowego. Niemniej jednak do całej sprawy chcemy podejść z zupełnie innej perspektywy i spróbować wykazać kompletnie inne niebezpieczeństwo. Stan pandemii może zainspirować władze niektórych lig do jeszcze silniejszego zerwania ze standardowymi lokalizacji organizowanych konfrontacji, które przecież i tak licznie będą oglądane przez telewizyjnych widzów. Tego rodzaju plany miała już np. La Liga: władze hiszpańskich rozgrywek były gotowe, aby 6 grudnia 2019 roku zorganizować spotkanie Atletico z Villareal w Miami. Ostatecznie sam pomysł został jednak zablokowany przez krajową federację piłkarską, choć przy analizie aktualnych czynników może się okazać, że coraz więcej organizatorów zdecyduje się na korzystanie z nadarzających się okazji i promocję ligowego produktu poza granicami swojego kraju. Bo skoro liga przetrwała tyle czasu bez kibiców: nie zaszkodzi także rozegrać paru spotkań w innym kraju niż dotychczas.

Ktoś celnie zauważy, że tego typu rozumowanie nie jest żadnym ewenementem. Wszak zeszłoroczny finał Superpucharu Włoch został rozegrany w Arabii Saudyjskiej, natomiast rewanżowe starcie finału Copa Libertadores 2018 przeniesione do Madrytu. Nie ma w tym nic szczególnego: piłka nożna to tak globalnie popularna dyscyplina, że chętni do jej oglądania znajdą się zawsze i wszędzie. Przekonały nas o tym wyniki oglądalności sobotnich spotkań Bundesligi – zmagania telewizyjne w ten dzień oglądało bowiem rekordowe sześć milionów osób. Pewnie każdy z nas rozumie aktualnie panujące warunki i czuje ogromną radość z powrotu futbolu nawet przy okrojonej jego dostępności na żywo. Mamy nadzieję natomiast, że nikt nie będzie starał się wykorzystać tej sytuacji do próby stopniowego rezygnowania z fanów na trybunach i nie zacznie wprowadzać wobec nich stopniowych ograniczeń. Bo skoro mogliśmy funkcjonować bez nich, dlaczego teraz robić priorytet z ich powrotu?

Dzisiejsze ligi piłkarskie obstawisz na stronie forBET!