„Nuda, nic się nie dzieje”. No dobra, są małe wyjątki

Po czterech pełnych dniach okresu transferowego w „najlepszej lidze świata” właściwie nie ma się czym podniecać. Ale taki mamy rynek, szczupły jak szczupli w większości są sami żużlowcy, więc trudno spodziewać się jakichś rozpasanych ekstrawagancji, o których media nie donosiłyby wcześniej. Kilka malutkich niespodzianek jednak już zdążyło wypłynąć. Będzie więcej?

W Dzień Zaduszny (doprawdy mało atrakcyjna data…) pełny skład na najbliższy rok ogłosiła sensacja ubiegłego sezonu, Speed Car Motor Lublin. Jakie zmiany? W obliczu zakończenia kariery przez Andreasa Jonssona i kiepskiego Dawida Lamparta – nieuniknione. Pierwszego zastąpił Matej Żagar z forBET Włókniarza, drugiego, ostatnio wrocławski, Jakub Jamróg. Oba transfery trzeba ocenić bardzo pozytywnie, obaj ci żużlowcy z pewnością są w stanie dać Motorowi jakościowy skok w przód. Czy aż do play-offów? A czemu nie? W końcu lublinianie będą dysponowali najlepszą formacją juniorską w lidze, a to warunek niezbędny do odniesienia sukcesu. Z drugiej strony, będą mieli nieco trudniej niż rok temu, czyli wtedy, gdy byli beniaminkiem. Nikt już nie zlekceważy Pawła Miesiąca czy Mikkela Michelsena, więc i presja na coś więcej niż tylko utrzymanie w kochającym żużel Lublinie będzie boleśniej ciążąca na barkach.

Skoro o beniaminkach mowa. W nadchodzącym jest nim ekipa PGG ROW-u Rybnik i jako taka nie będzie miała łatwego życia. Wchodzący do ekskluzywnego grona musi zawsze nieco okrzepnąć, zaznajomić się z obyczajami. Ale od czego jest prezes Krzysztof Mrozek (na zdjęciu powyżej)?! Powiedzieć o nim „ekscentryczny” to nieco za mało. Prezes stosuje różne środki, w tym te poniżej pasa (Grigorija Łaguty na przykład), ale powrót do PGE Ekstraligi nie będzie bułeczką z masełkiem. I to nawet, gdy nakłoni do startów w swojej drużynie mistrza, lecz weterana z roczną przerwą, Grega Hancocka. Temat zagranicznych juniorów tak przez niego forsowany (i Andrzeja Rusko z Wrocławia) upadł, więc on i nowo ogłoszony menago (stary Żyto Piotr wrócił do Zielonej Góry) Piotr Świderski będą musieli się srogo napocić, by znowu nie zjechać do poziomu Nice 1. ligi. Swoją drogą, Świderski-trenerski debiutant też nie będzie miał łatwego lajfu ze swoim pryncypałem. Najciekawsze jest to, czy były zawodnik m.in. Kolejarza Rawicz i Sparty Wrocław w rozmowach ze swoim szefem zachowa taką dyplomację i fachowość, jak zwykł przed kamerami nSportu?

Talleyranda nie będzie raczej zgrywał Nicki Pedersen w Grudziądzu, gdzie spędzi najbliższe dwa lata. O, i to jest jak na razie hicior tego okienka. Hicior spodziewany, ale teraz przynajmniej oficjalnie można odnieść się do tematu: „Jak Dziki Nicki wpłynie na atmosferę w Grudziądzu?”. Pedersen jaki jest, wiadomo. I dobrze, że jest trudnym gościem – coś nam się wydaje, że właśnie takich brakowało dotąd w GKM-ie, a to właśnie jeszcze nie pozwoliło drużynie awansować do play-offów. Owszem, był Tomasz Gollob, ale z kolei nie było juniorów. Teraz, jak się zdaje, Nicki jest właśnie tym brakującym do czołowej czwórki ligi „elementem”. Człowiekiem krewkim, ostatnio kontuzjowanym, ale z przebogatym doświadczeniem, którego Robertowi Kempińskiemu i spółce dotąd najwyraźniej mocno brakowało. Oby tylko, z perspektywy grudziądzkiego kibica, nie przegięli tam z przygotowaniem toru specyficznego i bez wylewania betonu.

I to właściwe tyle, jeśli chodzi o transfery. Ok., Niels Kristian Iversen wrócił po dwóch mało udanych latach w Toruniu do Gorzowa, ale to żaden njus. Oczywistość. Czekamy więc cierpliwie na kolejne transferowe wiadomości. Mocniejsze.

Jacek Hafka