Bożydar Iwanow: Wszystko ma ręce i nogi. Jak robi się piłkę w Slavii

Z przyjemnością odwiedziłem Pragę przy okazji meczu Slavii z Barceloną w Lidze Mistrzów. Chciałem poznać ludzi, z bliska zobaczyć ten ciekawy projekt, dotknąć miejsca, w którym udało się zbudować klub, który wiosną wyeliminował z Ligi Europy Sevillę i napędził strachu Chelsea. A teraz w grupie śmierci Champions League zremisował na San Siro z Interem, spychał do głębokiej obrony Borussię Dortmund i Barcelonę. Ktoś powie, i co z tego, skoro oba ostatnie mecze przegrał? Ale pokażcie mi zespół, który z „Blaugraną” będzie miał 22 próby strzeleckie i 7 celnych uderzeń? Frenkie De Jong powiedział mi po spotkaniu, że był to ich najtrudniejszy mecz w grupie. I chyba nie kłamał.

Patrzę na wyjściowy skład Slavii: w „11” zaledwie dwóch obcokrajowców. Reszta to Czesi. Pieniądze pieniędzmi, wiadomo, że chiński właściciel ma taki budżet, że może płacić i 2 miliony euro brutto (podobno) swojemu kapitanowi Tomasowi Souckowi. Ale wszyscy zwracali mi na miejscu uwagę, że czeska drużyna by osiągnąć sukces musi mieć w składzie głównie czeski skład. Czuć jedność, przyjaźnić się ze sobą, właściwie porozumiewać. Bez tego nie było tego nieprawdopodobnego zasuwania na boisku.

Od dawna mówimy, że do sukcesu polskiego klubu w europejskich pucharach – albo choć awansu do fazy grupowej, bo przecież nawet to jest dla nas nieosiągalne, jest zbudowanie zespołu, który będzie dominował na krajowym podwórku. Legia Warszawa grała w Lidze Europy i awansowała do Champions League mając na swoim koncie cykliczne triumfy w Ekstraklasie. Wisła Kraków, kiedy toczyła boje z Schalke czy Lazio, też była w lidze nie do zatrzymania. I miała najlepszych polskich piłkarzy.

Bożydar Iwanow z bliska przyglądał się znakomitej grze Slavii przeciwko Barcelonie

W ubiegłym sezonie Mistrzem Polski został po raz pierwszy w historii Piast Gliwice, który jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej walczył o byt i utrzymał się w elicie w ostatniej kolejce. Teraz na pierwszym miejscu jest Pogoń Szczecin, a niedawno zasiadał tam Śląsk Wrocław, który dziś jest dziewiąty. Wiceliderem jest Wisła Płock, która latem była w strefie spadkowej. Coś tu nie gra.

Slavia zaczyna być w czeskiej lidze dominatorem. Zabiera do siebie najlepszych krajowych piłkarzy. W Europie krok po kroku buduje swoją pozycję. Odpadali w 3. rundzie eliminacji Ligi Europy, potem w 3 rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów z Dynamem Kijów. Ale weszli do Ligi Europy. Awansowali z niej wraz z Zenitem. W fazie pucharowej ogrywali Genk czy Sevillę. Teraz w drodze do Champions League przeszli mocne Cluj. Pokazują się na tle najlepszych. Promują piłkarzy. Już sprzedają za kilka bądź nawet kilkanaście milionów euro. Chińscy właściciele na pewno nie tylko wydają, ale i mogą liczyć na wpływy. W klubie na różnych stanowiskach i szczeblach pracują byli piłkarze, więc nie ma problemu z właściwą weryfikacją poszukiwanych zawodników czy rozwoju tych, którzy są na wypożyczeniu. Wszystko – po prostu – ma ręce i nogi. Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć jak tworzy się mocny klub, nie musi wcale lecieć do Amsterdamu czy Bazylei. Wystarczy odwiedzić Pragę. Jest blisko. Gorąco do tego zachęcam.