Trochę bólu, więcej problemów

James Harden i jego Houston Rockets nie zdołali wyrwać mistrzom na ich parkiecie choćby meczu. Oba były bardzo wyrównane, w obu nie brakowało emocji, ale ostatecznie w obu Golden State pokazało moc godną najlepszej drużyny NBA, choć są jeszcze rezerwy. A teraz, schodząc kilka stopni niżej, dodajmy, że dzisiaj właśnie startują play-offy w polskiej Energa Basket Lidze.

Zostańmy jednak jeszcze przez chwilę za oceanem. Brodacz i jego ferajna nie dała rady Wojownikom, co początkowo miało być zależne od gwizdków sędziów, a właściwie ich braku w rzutach z dystansu. To doprowadzało Houston do szału, zresztą, co widać na poniższym wideo, było to uzasadnione. Dziwne, naprawdę dziwne decyzje arbitrów.

Czyżby więc rozjemcy pomagali GSW? Takie, rzecz jasna, dało się słyszeć głosy. Ale też, przyznajmy uczciwie, i Rakietom niektóre decyzje sędziowskie były na rękę. Tak czy inaczej, drużynę z Houston w pierwszym meczu pognębił zwłaszcza Kevin Durant, który w obliczu problemów z kostkami swoich znakomitych kolegów: Stepha Curry’ego i Klaya Thompsona oraz aż 20 strat drużyny, w pełni wszedł w rolę koszykarskiego „killera”, zdobywając 35 punktów. W drugim spotkaniu zaś, choć i tym razem GSW nie zagrało jakoś naprawdę olśniewająco, to jednak pokazało znacznie więcej bardziej dynamicznej koszykówki i zasłużenie wygrało.

Drugie spotkanie miało o tyle dramatyczny przebieg, że zarówno Curry, jak i Harden musieli na chwilę opuścić parkiet. Ten pierwszy z powodu wybitego palca lewej ręki, ten drugi po bolesnym draśnięciu w oko. Obaj szybko wrócili na pełne obroty i na szczęście w dalszym ciągu będą nas ekscytować w kolejnych meczach serii. Czyżby już rozstrzygniętej?

Tego nie da się jeszcze powiedzieć, z pewnością. Kto bowiem typował, że już w pierwszym meczu półfinału Konferencji Wschodniej najlepsza obrona tego sezonu i kosmiczny Greek Freek-Giannis Antetokounmpo zostaną zaskoczeni i to na własnym parkiecie przez Celtów z Bostonu? To, że przegrali to jeszcze nic, ale porażka aż 22 punktami?!  Drugie spotkanie pokazało jednak, że „wtopa” była jedynie wypadkiem przy pracy, dotąd zbyt nerwowo wykonywanej. Pod koszem Giannis radził sobie o wiele lepiej, kapitalny Khris Middleton siedem razy trafił za trzy, a taki Kyrie Irving kompletnie się pogubił, nie istniał praktycznie. Ciekawe, jak będzie w Bostonie – Celtowie zdołają jeszcze trochę postraszyć?

Interesująco jest także w parze 76ers-Raptors, bo filadelfijczycy (z nie w pełni sprawnym,  co nie znaczy: kiepskim Joelem Embiidem) zdołali wywieźć z Kanady jedno zwycięstwo, co było zasługą zwłaszcza Jimmy’ego Butlera oraz genialnej, niezwykle szczelnej obrony. I ten Kyle Lowry w kluczowym momencie…

No dobra, ale zostawmy już NBA i przejdźmy na chwilkę na nasze parkiety. Jakie są prognozy odnośnie pierwszej rundy play-off? Oczywiście mało kto wierzy w Legię Warszawa, której przyjdzie mierzyć się z silną Arką Gdynia-liderem rozgrywek po rundzie zasadniczej i MVP tej części Jamesem Florence’em. Także Polski Cukier Toruń (co się dzieje z Aaronem Celem?) jest faworytem starć z Kingiem Szczecin, choć to na pewno nie będą spacerki. Znacznie ciekawiej będzie za to w pozostałych parach ćwierćfinałowych: Stelmet Enea Zielona Góra (czyli taki nasz, zwłaszcza finansowy, Goliat) zmierzy się z pełnym kłopotów kadrowych MKS-em Dąbrowa Górnicza, dowodzonym przez Jacka Winnickiego – MKS wejdzie w buty biblijnego Dawida? Mistrzowie kraju z Włocławka trafili na wicemistrzów z Ostrowa. Na naszych łamach jeszcze przed ostatnim spotkaniem tych drużyn wskazaliśmy główne problemy Anwilu. W końcowym akcie sezonu zasadniczego nie przeszkodziły one włocławianom w zwycięstwie. W play-offach może/nie musi być inaczej.

Brak Sobina = brak medalu dla Anwilu?

Pełną ofertę w forBET na mecze NBA i EBL znajdziesz: TUTAJ.