Czy Fabiański powiedział w sumie coś złego?

Nie milkną echa przyznania Łukaszowi Fabiańskiemu tytułu Piłkarza Roku przez tygodnik Piłka Nożna. Atmosferę postanowił podgrzać sam polski golkiper: w wywiadzie dla wspomnianej gazety wygłosił on bowiem dość mocne stwierdzenie, które oburzyło część kibiców piłkarskich w Polsce. Golkiper West Hamu powiedział, iż nie chciałby pójść w ślady Jakuba Błaszczykowskiego i wrócić do Ekstraklasy: największy problem stanowi (dla niektórych) fakt, że użył w tym kontekście słowa „pokarać”, kojarzącego się zdecydowanie negatywnie. Czy jednak pretensje pod jego adresem nie są nieco przesadzone? 

Aby w pełni odnieść się do słów byłego gracza Arsenalu, przytoczmy całość jego wypowiedzi:

Można zarzucić Fabiańskiemu delikatne deprecjonowanie Ekstraklasy, lecz z drugiej strony, czy nie jest trochę tak, że próbujemy wyprzeć ze świadomości coś, o czym wszyscy doskonale wiemy? Wielokrotnie narzekamy na występy naszych klubów w eliminacjach, a dorzucając do tego poziom niektórych konfrontacji, musimy z bólem serca przyznać popularnemu „Fabianowi” rację. Grając obecnie na poziomie Premier League w klubie, o naprawdę dużym potencjale, a przede wszystkim licznej grupie kibicowskiej, trudno z perspektywy reprezentanta Polski mówić o powrocie na krajowe boiska. Fabiański ma 33 lata, w tym wieku na swojej pozycji może pograć na najwyższym poziomie jeszcze kilka ładnych lat (patrz. Edwin van der Sar czy Gianluigi Buffon), a wcale niewykluczone, że jego celem może być także egzotyczny kierunek (Chiny, Katar, USA) w celu poznania innej kultury i dorobienia przed zakończeniem piłkarskiej kariery. Nie każdy przecież musi wybierać drogę Jakuba Błaszczykowskiego i koniecznie kończyć karierę w zespole, który go ukształtował.

Bo czy nie jest trochę tak, w przypadku Jakuba Błaszczykowskiego, że sportowy los nieco go pokarał? Możemy mówić naprawdę wiele o przywiązaniu do Wisły Kraków, ogromnej klasie Kuby, który zdecydował się na powrót i pomóc w odbudowie będącej na skraju upadku Białej Gwiazdy. Z drugiej jednak strony: czy do tego wszystkiego doszłoby, gdyby nie sytuacja z brakiem występów w ekipie Wolfsburga? Trudno oczekiwać od gracza, który wciąż jest w okręgu zainteresowań Jerzego Brzęczka i dostaje szanse w pierwszym składzie Wilków, aby rzucił wszystko i wyjechał pod Wawel. Faktem jest, że były skrzydłowy Borussii Dortmund odrzucił oferty innych klubów z Bundesligi, aby znaleźć się w zespole Wisły Kraków. To jednak preferencja indywidualnego gracza, w jakim kierunku ukształtuje dalsze kierunki swojej kariery. Nie każdy przecież musi lubić wracać, tam gdzie był już. Szczególnie, jeżeli nie czuje silnej więzi emocjonalnej z danym zespołem…

Inna sprawa, że dla naszej ligi takie transfery powrotne byłyby niezwykle atrakcyjne. Samo przejście Jakuba Błaszczykowskiego do Wisły Kraków ekscytuje niemal każdego piłkarskiego fana w Polsce: zwykle reemigracja kojarzyła nam się bowiem z ligowcami w pełni piłkarskiej siły, którzy po nieudanym epizodzie zagranicą zdecydowali się powrócić na krajowe boiska. Powrót „Kuby” to coś zupełnie innego i kto wie, w przypadku pozytywnych efektów takiego stanu rzeczy być może zachęci on innych doświadczonych piłkarzy do rozegrania ostatnich lat kariery właśnie w Ekstraklasie. Nikogo jednak nie można zmusić do wybrania takiej, a nie innej ścieżki kontynuacji futbolowej przygody. Mamy nadzieję, że z czasem najważniejsze nazwiska być może przekonają się do takiego postawienia sprawy, lecz szczerze wątpimy, aby w tym gronie znalazł się akurat Łukasz Fabiański. To zresztą jego pełne prawo. Pozostaje nam zatem życzyć zawodnikowi West Hamu, by nie obniżał poziomu swojej gry i dalej był jednym z najlepszych bramkarzy w Premier League: skoro Manchester United kupił Edwina van der Sara w wieku 35 lat, to dlaczego silniejsze zespoły angielskiej elity nie miałyby pomyśleć o transferze naszego reprezentanta? W takich warunkach powrót do Ekstraklasy bardzo słusznie mógłby wiązać się jedynie z ukaraniem…

Karol Czyżewski