Gdy w głowie blokada, skocznia nie wybacza

  • Redakcja

Bardzo możliwe, że w dzisiejszym konkursie w Trondheim ostatni raz na skoczni zobaczymy mistrza olimpijskiego (w drużynie) Andreasa Stjernena. 30-latek ma już w głowie inne pomysły na siebie. Dlaczego? Bo po lutowym upadku w Lahti jego „sportowa” głowa przestała działać. Pojawiła się blokada nie do przełamania.

Norweg wątpliwości, co do kontynuowania swojej kariery wyrażał już przed nadal trwającym sezonem. Skakanie / latanie (bo jest przecież specjalistą od „mamutów”) nie sprawiało mu już takiej przyjemności, jak wcześniej. Ostatecznie jednak postanowił, że jeszcze nie czas, że jeszcze trochę. I ten sezon tak właśnie wygląda: jak wielka huśtawka nastrojów. W tegorocznym Turnieju Czerech Skoczni Stjernen miał nawet szanse na podium całej imprezy, ale podmuchy wiatru w ostatniej serii w Bischofshofen zepchnęły go aż na 25. lokatę w konkursie i ostatecznie – na 7. w prestiżowym cyklu. Tu zapewne po raz pierwszy zapaliła się u Norwega lampka pod tytułem: „Mam 30 lat na karku, po co mi takie ryzyko?”. Jeżeli w Austrii dostał ostrzeżenie, to już w Lahti, a więc tam, gdzie – wraz z kolegami z drużyny  – odbierał srebro MŚ w 2017 roku, ostrzeżenia właściwie nie było. Wszystko zadziało się bardzo szybko…

Wideo z tego wydarzenia jest „partyzanckie”, bo upadek Stjernena zdarzył się podczas serii próbnej przed konkursem drużynowym. Fizycznie Norweg czuł się OK. Na tyle, że później wziął udział w samych zawodach. Co jednak musiało się dziać w jego podświadomości, skoro nagranie to wypłynęło całkiem niedawno, bo jak powiedział jego trener Alexander Stoeckl: „Andreas nie chciał tego oglądać”. Zawodnik niejako odsuwał od siebie to przykre, pierwsze tego typu zdarzenie w karierze. Bałagan mentalny dał jednak o sobie znać jeszcze w Lahti, gdy Stjernen skoczył zaledwie 83 m, zaprzepaszczając szanse Norwegii na dobry wynik.

Fińska słynna skocznia, na której wielkie chwile przeżywał m.in. Adam Małysz, należy do jednych z bardziej wymagających obiektów na świecie. Wszystko przez specyficzny, krótki najazd i  – jak opisał ją niegdyś Kamil Stoch – „bardzo ostre przejście do progu”. Co więcej, w tym regionie Finlandii często panuje bardzo zmienna pogoda, z silnymi i niespodziewanymi podmuchami wiatru. Te warunki na pewno nie były sprzymierzeńcem rozedrganego Stjernena, ale z drugiej strony, to mogło wydarzyć się wszędzie. W pracy skoczka narciarskiego odpowiednie przygotowanie psychiczne, pełna koncentracja to podstawy nie tylko sukcesów, ale i w ogóle uprawiania tego sportu. Norweg przyznał, że upadek z Lahti nie wpłynął na jego decyzję o końcu przygody ze skokami. Tę podjął już jakiś czas temu. Spowodował natomiast, że nie pojedzie na zakończenie sezonu do słoweńskiej Planicy, a i występ na „jego” skoczni mamuciej w Vikersund nie jest pewny. Może zmieni zdanie po dzisiejszym konkursie w Trondheim (w kwalifikacjach zajął bardzo dobre, siódme miejsce), ale chyba lepiej byłoby dla niego, gdyby już nie próbował lotów na największej skoczni świata. Ona wymaga absolutnego skupienia.

Według forBET faworytem dzisiejszego konkursu Raw Air w Trondheim jest Austriak Stefan Kraft (kurs 2.50). Pełna oferta bukmachera dostępna jest TUTAJ.