Chwile nieulotne #15 – Sport w NRD

  • Redakcja

Przed nami długie jesienne wieczory, a skoro tak, to mamy dla Was garść tematów w naszym cotygodniowym cyklu.

9 listopada 1989 roku władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) zdecydowały się m.in. pod wpływem częściowo wolnych wyborów w Polsce, na otwarcie granicy z Republiką Federalną Niemiec (RFN). Decyzja ta spotkała się z entuzjastyczną reakcją tłumu, który w spontanicznej akcji zaczął rozbierać mur, który od sierpnia 1961 roku dzielił oba państwa niemieckie. W naszym dzisiejszym odcinku skupimy się na tym, jak wyglądał sport w NRD? Jest ku temu okazja szczególna, nie tylko przez wzgląd na upadek muru: w dzisiejszym sporcie to Rosja Władimira Putina przejęła enerdowskie metody „opieki” nad sportowcami. I bynajmniej nie zmieni tego faktu kontrowersyjna decyzja o przywróceniu do Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) po trzech latach zawieszenia Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA).

Zostawmy współczesną Rosję. Cofnijmy się w czasie i przestrzeni do państwa rządzonego niezwykle silną ręką przez twardogłowych komunistów: najpierw Waltera Ulbrichta, a potem Ericha Honeckera, wspomaganych wszechwładną Stasi.

NRD oficjalnie powstała 7 października 1949 roku na terenie byłej radzieckiej strefy okupacyjnej. Nieco wcześniej na tym obszarze zaczął działać Niemiecki Komitet Sportowy (DSA) w całości podporządkowany partii SED. Z czasem w całym bloku państw pod kuratelą ZSRR zaczęto garściami czerpać z radzieckich wzorców. Wszelkie obszary działalności w sporcie miały podpadać pod ścisłą kontrolę rządzących. Nie bez przyczyny: sport w zamieszkałym przez 17 mln ludzi NRD miał pełnić bardzo ważną rolę nie tylko wewnątrz kraju, ale i (może przede wszystkim) na zewnątrz. Sport był naturalnym oknem na świat. To poprzez tę dziedzinę życia o stalinowskim państwie niemieckim było głośno na arenie międzynarodowej. Spełniał więc rolę tuby propagandowej. Według założeń rządzących sport miał być istotnym elementem dyplomacji, chętnie wykorzystywanym do kształtowania polityki zagranicznej kraju.

Szczególną estymą władze NRD darzyły piłkę nożną, dzięki której ludzie mogli się identyfikować z krajem. Niemiecki Związek Piłki Nożnej był największą tego typu strukturą w NRD, różniącą się od innych m.in. dysponowaniem własnymi klubami we wszystkich regionach, prężnie działającymi ośrodkami treningowymi oraz wielkim centrum naukowo-technicznym. Na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. System w NRD nieźle się sprawdzał – piłkarze zdobyli w sumie cztery medale olimpijskie: złoty w Montrealu ’76, srebrny cztery lata później w Moskwie oraz dwa brązowe (Tokio ’64 i Monachium ’72).

Mimo ogromnych nakładów, wyniki piłkarzy NRD poza igrzyskami nie były oszałamiające. Z tego też powodu skupiono się na innych dyscyplinach sportu. W wyławianiu talentów najbardziej pomocne były szkoły sportowe. Enerdowski, zideologizowany system był niezwykle precyzyjny. I tak na przykład przedstawiciele łyżwiarstwa szybkiego stawali się uczniami szkół sportowych już w wieku 7 lat, przyszli pływacy, gdy mieli 9, a lekkoatleci 11-13 lat. W takiej szkole podstawowymi filarami– oprócz wtłaczanych do głów socjalistycznych zasad – było bezwzględne podporządkowanie się zaleceniom trenera oraz mocny trening siłowy już od najmłodszych lat, zatem największe szanse na sukces mieli ci z niepospolitymi warunkami fizycznymi.

Temat sprzężenia nauki ze sportem był, rzecz jasna, szerszy. Kształcenie kadr według rygorystycznych wytycznych, nader rozwinięta infrastruktura (np. kompleks w Lipsku składał się z aż 14 najnowocześniej wyposażonych instytutów), czy wreszcie przykład ZSRR w opracowywaniu nowatorskich metod treningowych – wszystko to musiało i w końcu przyniosło oczekiwany skutek i rozgłos. Dość powiedzieć, że w olimpijskim debiucie w 1968 roku kadra NRD przywiozła do kraju 25 medali (9 złotych, 9 srebrnych i 7 brązowych), zajmując w „generalce” wysokie piąte miejsce.

Najbardziej jaskrawym i szokującym przykładem wprzęgnięcia nauki w sport w NRD jest oczywiście temat dopingu. Temat rozległy, bo wpisujący się w cały system centralnego działania państwa. Temat także wyjątkowo bolesny dla tych, którzy podlegali pod enerdowski programu podboju świata poprzez sport.

Dariusz Wojtaszyn w książce pt. „Sport w cieniu polityki. Instrumentalizacja sportu w NRD” (Wrocław 2011) przywołuje kolejne etapy stosowania dopingu. Pierwsza faza, „preanaboliczna” charakteryzowała się podawaniem środków znieczulających i pobudzających, głównie na bazie amfetaminy. Druga – faza „anaboliczna” – to etap, rozpoczęty w 1964 roku wypełniony sterydami anaboliczno-androgennymi (przede wszystkim testosteronu). Mniej więcej od 1974 roku, gdy zaczęto poważnie badać medalistów największych imprez, w NRD w najlepsze trwała tzw. centralna faza anaboliczna, a zatem nadzorowana w pełni przez władzę dystrybucja, dawkowanie i badania nad środkami dopingującymi. W tym czasie w literaturze przedmiotu można mówić także o fazie „poanabolicznej”, związanej z ulepszonymi i częstszymi kontrolami. W NRD postanowiono ograniczyć nieco sterydy na rzecz np. środków psychotropowych i opiatów, czy metody znanej jako „baby-doping”, co było „wykorzystywaniem w najważniejszych startach sezonu skrajnej mobilizacji organizmu w okresie wczesnej ciąży, później usuwanej”. Tadam…

W gronie niegdyś znanych i popularnych sportowców z NRD jest tak wiele tragicznych wręcz życiorysów, że wymienienie ich byłoby niezwykle czasochłonne. Bodaj najbardziej wstrząsającym, skrajnym przykładem nieodwracalnych zmian w organizmie, poczynionych przez dopingową „kurację” jest sprawa kulomiotki Heidi Krieger, która przez wieloletnie zażywanie sterydów w 1997 roku musiała zmienić płeć. I obecnie nazywa się Andreas Krieger (na zdjęciu poniżej):

Taka była cena za (nad)ambicje niewielkiego socjalistycznego kraju, który postanowił zadziwić świat dzięki swoim pracowitym i bardzo często w niedozwolony sposób wspomaganym farmakologicznie sportowcom. Co jednak ciekawe i co być może będzie przedmiotem jednego z następnych odcinków „Chwil nieulotnych”, nie tylko w NRD działał centralny system podawania dopingu. Podobne praktyki stosowano także w świecie zachodnim np. w RFN, o czym mieli wiedzieć tamtejsi działacze i politycy i co wypunktowali w niedawnym raporcie naukowcy z berlińskiego Uniwersytetu Humboldta, a także w Holandii, gdzie – według śledztwa dziennikarza Guido Derksena – tzw. futbol totalny był ufundowany na amfetaminie…