Bożydar Iwanow: Niepokojące symptomy

  • Redakcja

„Uwielbiam” to nasze polskie przedmeczowe rozgorączkowanie, analizowanie, ustalanie zarówno taktyki jak i składu i to typowe dla nas albo czarnowidztwo albo poczucie wielkości. Tym razem z akcentem na to pierwsze.

Przesłanek by dziś wieczorem w Kazaniu było inaczej nie ma zbyt wiele. Owszem, ten zespół jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji jak teraz, nigdy nie był postawiony przed ścianą, nigdy czegoś tak naprawdę nie musiał. Eliminacje do EURO 2016? Dzięki sensacyjnej wygranej z Niemcami przez wiele tygodni Polacy byli na pierwszym miejscu w grupie. Przy założeniu, że bezpośrednio awansują dwa zespoły, a trzeci ma jeszcze opcję barażową. Nigdy nie spadliśmy niżej niż drugie. Jedynie przed ostatnią serią istniało ryzyko obsunięcia się na trzecią lokatę ale tylko w przypadku remisu 2-2 albo porażki z Irlandią. Z przeciętną Irlandią, dodam. I to u siebie. Wielkiego stresu raczej nie było. Było to mało prawdopodobne.

Na Mistrzostwa Europy jechaliśmy na luzie, bo nikt nie wymagał nie wiadomo czego, na ostatnie spotkanie w grupie z Ukrainą nie wyszli już wszyscy najlepsi piłkarze,  a późniejszy ćwierćfinał został – słusznie – przyjęty z radością, choć w samej ekipie – też słusznie – z niedosytem. Pod ścianą we Francji nie byliśmy jednak ani razu.

W kolejnych eliminacjach, już do Mundialu, było trochę nerwów, kiedy po hotelowym pijaństwie w Double Tree By Hilton drużyna męczyła się z Armenią, dostawała baty od Duńczyków w Kopenhadze czy dawała sobie strzelić dwa gole Czarnogórcom. To były pierwsze sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Ale ciągle meczu o takim ciężarze gatunkowym jak ten dzisiejszy nie było. Mam obawy, czy wszyscy wytrzymają to napięcie. Bo chyba już nie wytrzymują.

Bo skoro na pierwszej konferencji prasowej po Senegalu pojawia się tylko prezes PZPN Zbigniew Boniek, to o czym to świadczy? A później zamiast Lewandowskiego, Szczęsnego czy Milika oglądamy Kownackiego oraz Bereszyńskiego, którzy we wtorek pojawiali się na boisku jako zmiennicy albo Teodorczyk, który nie grał w ogóle? Selekcjoner, owszem spotkał się z dziennikarzami  wczoraj, ale taki jest obowiązek. Drużyna znów się schowała, odcięła. Nie chcę powiedzieć, że schowała głowę w piasek, ale mam nieodparte wrażenie, że przeżywam deja-vu z mundialu w Niemczech w 2006 roku. Co prawda jeszcze nikt nie wysyła przed mikrofony kucharza, ale wyżej wymienione przykłady są dla mnie symptomami, które podszyte są niepokojem.

Bożydar Iwanow