Kuba Radomski: Japonia też ma swojego Hierro

  • Redakcja

Na mundialu w Rosji polscy piłkarze swój ostatni mecz grupowy zagrają z Japończykami. O reprezentacji Japonii i nie tylko rozmawialiśmy z Kubą Radomskim, dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, który niedawno miał okazję odwiedzić Kraj Kwitnącej Wiśni.

Były selekcjoner Japończyków Philippe Troussier powiedział niedawno tak: „Japonia nie ma żadnych szans na wyjście z grupy i awans do 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata w Rosji. Nawet z takimi trenerami jak Jose Mourinho czy Arsene Wenger byłoby Japonii trudno dojść do 1/8 finału”. Ma rację czy jednak to zbyt surowa opinia?

Trochę przesadził. Jeszcze zanim zwolniono Vahida Halilhodzicia z funkcji selekcjonera reprezentacji Japonii, myślę, że wielu by się z taką diagnozą zgodziło. Ale po zmianie trenera nastroje w Japonii trochę się zmieniły. Są nieco bardziej pozytywne, choć optymizmu wielkiego też nie widziałem. Rozmawiałem ostatnio z angielskim dziennikarzem Jonathanem Wilsonem, który powiedział mi, że jego zdaniem obecna kadra Japonii jest najsłabsza od 20 lat. Wilson nie daje japońskiej drużynie wielu szans na wyjście z grupy na mundialu.

Gdy wracałem z Kraju Kwitnącej Wiśni do Polski, to miałem takie przeczucie, że najprawdopodobniej Japończycy zajmą ostatnie miejsce w naszej grupie. W tej chwili trochę bym tę prognozę zweryfikował. Obejrzałem ich mecz towarzyski z Ghaną, który przegrali w Jokohamie 0:2. Było to spotkanie z gatunku tych, w których końcowy wynik kompletnie nie oddaje tego, co faktycznie działo się na boisku. Japonia była lepsza, atakował, tworzyła sobie sytuacje. Widać było też, że ma problem w obronie. Ale z przodu wyglądała naprawdę nieźle. Ze Szwajcarią zagrała z kolei słabo – głównie próbowała się bronić, co nie bardzo jej wychodziło. A już ostatni sparing Japończyków z Paragwajem był w ogóle bardzo dobry w ich wykonaniu. Zwłaszcza w drugiej połowie. Wydaje mi się, że jeśli zespół japoński będzie odpowiednio zestawiony – w sensie jedenastki i pomysłu na grę – to z Senegalem, a być może również i z Polską, będzie w stanie powalczyć. Ich styl może nam trochę nie leżeć.

Japonia przed mundialem zagrała z Mali, które stylem gry przypomina Senegal. Także ze Szwajcarią, która miała imitować naszą reprezentację oraz z Paragwajem – gorszą wersją Kolumbii. Pod względem przygotowań japońscy działacze zrobili chyba wszystko, co mogli.

Jeśli chodzi o sparingi, to tak. Aczkolwiek wydaje się, że decyzja o zwolnieniu Halilhodzicia była podjęta zbyt późno. Dlaczego? Bo po nim zespół narodowy objął człowiek, który preferuje zupełnie inny sposób rozgrywania akcji niż Bośniak. Za Halilhodzicia wyglądało to tak, że mówił im w szatni, by zagrywali długie piłki na napastnika, który je zgra do boku, potem pójdzie dośrodkowanie i tak będą padać bramki. To miał być futbol przypominający ten z Wysp Brytyjskich – oparty na walce, wślizgach, determinacji.

Z kolei nowy selekcjoner Japonii Akira Nishino to szkoleniowiec, który zaczynał swoją karierę trenerską w latach 80. Ma duże doświadczenie. Nishino stawia na typowo japońską piłkę – krótkie podania, gra techniczna, wykorzystywanie indywidualnych umiejętności oraz kolektywu. Do tego jest opiekunem, który w Kraju Kwitnącej Wiśni od lat najbardziej promuje grę ofensywną. Gdy był trenerem Gamby Osaka, to wychodził z założenia, że nawet jak jego zespół straci dwa gole, to trzeba zrobić wszystko, by przeciwnikowi strzelić cztery. Był taki słynny mecz z Manchesterem United w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata, który Gamba, prowadzona wówczas właśnie przez Nishino, przegrała 3:5.

Wybór tego szkoleniowca na następcę Halilhodzicia to spora zmiana dla japońskiej reprezentacji. Nishino ma zupełnie inny pomysł na grę. Wydaje się, że dostał za mało czasu, by odpowiednio przygotować drużynę do takiego turnieju, jak mundial.

A dlaczego Vahid Halilhodzic został zwolniony?

Gdy rozmawiałem w Japonii z różnymi osobami, to słyszałem o trzech powodach pożegnania bośniackiego trenera. Po pierwsze – słaba forma drużyny. W kwalifikacjach Japończycy niby wywalczyli awans do mistrzostw w Rosji, ale ich zespół nie błyszczał. Z tego co kojarzę, to Arabię Saudyjską wyprzedzili w swojej grupie raptem o jeden punkt. A jak grają w piłkę Arabowie, to widzieliśmy w meczu otwarcia z Rosjanami. Po eliminacjach przyszły pierwsze sparingi przygotowujące do mundialu. W nich reprezentacja Japonii też nie zachwycała. Zremisowała 3:3 z Haiti i 1:1 z Mali. Z Ukrainą przegrała po bardzo słabej grze. Kiepskie rezultaty miały być przyczyną rozstania się z Halilhodziciem. Aczkolwiek myślę, że to był tylko pretekst. Tam chodziło przede wszystkim o to, że trener ten nie potrafił się porozumiewać z piłkarzami. A to według mnie brało się głównie z jego mentalności.

Halilhodzic to typowy bałkański szkoleniowiec. Dużo wymaga, trochę taki „dyktator”. A co najważniejsze – jest bardzo szczery w stosunku do zawodników. Gdy coś mu się nie podoba, to mówi im o tym wprost.

To było pewnie jak zderzenie kultur. Słyszałem, że Japończycy są raczej wycofani. I nagle pojawia się facet, który mówi im wszystko prosto z mostu.

Tak. Oni źle znoszą krytykę. A zwłaszcza, gdy są krytykowani publicznie, w otoczeniu kolegów z drużyny. Jak rozmawiałem tam z naszym bramkarzem Krzyśkiem Kamińskim, to opowiedział mi ciekawą historię. Gdy jego zespół grał jeszcze w drugiej lidze, to trener po którymś meczu mocno się zdenerwował i zaczął krzyczeć na kapitana w szatni w otoczeniu pozostałych graczy. Minęło kilka minut, szkoleniowiec wyszedł, a kapitan, 34-letni facet, zaczyna płakać. To pokazuje ich podejście. Taka publiczna krytyka prędzej im spęta nogi, niż pomoże. Z tego co wiem, to Halilhodzic często tak czynił. Po wspomnianym spotkaniu z Mali krytykował swoich piłkarzy na konferencji prasowej tak mocno, że nawet dla mnie była to przesada. A przecież wiem, jak potrafią zachowywać się trenerzy w polskiej lidze czy w innych europejskich krajach.

Trzeci powód zwolnienia Bośniaka z funkcji selekcjonera Japonii miał dotyczyć eliminacyjnego pojedynku z Australią. Japończycy go co prawda wygrali, ale pojawił się problem z zestawieniem składu na to spotkanie. W pierwszej jedenastce nie wyszli Shinji Kagawa, Shinji Okazaki i Keisuke Honda. A wśród mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni panuje takie przekonanie, że jeżeli ich zespół narodowy ma coś osiągnąć na tegorocznym mundialu, to ci trzej wspomniani zawodnicy muszą w nim występować. Wydawało się, że Halilhodzic jest z nimi skonfliktowany. I skoro wygrał z Australią prawie bez ich udziału, to istniała realna groźba, że żaden z nich nie pojedzie na turniej do Rosji. Federacja nie chciała do tego dopuścić. Wydaje mi się, że na zwolnienie Halilhodzicia złożyły się łącznie wszystkie te przyczyny, o których wyżej wspomniałem.

Dlaczego postawiono na Nishino? Dlatego, że ostatnio był dyrektorem technicznym japońskiej federacji?

Myślę, że w sytuacjach awaryjnych działa się zwykle tak, jak niedawno Hiszpanie. Musieli zareagować i wziąć po Lopeteguim kogoś, kto zna zespół. Dlatego wybrali Fernando Hierro, który był dyrektorem sportowym, a zarazem ma autorytet u zawodników. Kimś takim w Japonii jest Nishino. Był blisko drużyny – z resztą należał do grona osób, które wcześniej decydowały o wyborze Halilhodzicia. Ponadto Nishino cieszy się szacunkiem wśród piłkarzy, którzy wiedzą, co on osiągnął. Zawodnicy są też świadomi, że trener ten preferuje taki styl gry, w którym czują się najlepiej.

Czyli wszystko rozbija się tylko o czas. Nie wiadomo, czy Japończycy z tym nowym szkoleniowcem zdążą się odpowiednio przygotować do mundialu.

Jest późno. Ale z drugiej strony oglądałem ich ostatnie trzy spotkania sparingowe i widać postępy.

Dla nas to może gorzej, że gramy z nimi ostatni mecz w grupie. Każdy dzień więcej dla nich to szansa, by lepiej zgrać się z nowym trenerem.

Racja. Gdybyśmy walczyli z nimi już w najbliższy wtorek, to faktycznie byliby pewnie słabsi. A my zaś mielibyśmy ten komfort, że rywalizowalibyśmy z kimś, kto ma mniejszy potencjał niż Senegal. Senegalczycy są bardzo nieobliczalni. Możemy z nimi wygrać 3:0, jak i przegrać 0:3.

Czytałem, że Halilhodzić pozwał japońską federację.

Tak. Powiedział, że w jego opinii został zwolniony bezpodstawnie i domaga się jednego jena, czyli niecałe 4 grosze. Chce też przeprosin. Zaznaczył, że jest człowiekiem honoru, a honor nie ma ceny i dlatego żąda takiej stawki, a nie innej.

Jak dziennikarze japońscy podchodzą do występu swojej reprezentacji na mistrzostwach w Rosji? Uważają, że ich drużyna jedzie na ten turniej, jak na stracenie?

Aż tak może nie. Na 10 zapytanych przeze mnie dziennikarzy jeden stwierdził, że wierzy w wyjście z grupy, a sześciu powiedziało, że ich zdaniem Japonia to najsłabszy zespół w grupie H. Ale jednocześnie od kilku osób usłyszałem, że szansą ich piłkarzy jest sama grupa. Niezbyt mocna, bardzo wyrównana. Kolumbia to nie Brazylia. Japończycy mówili mi też, że cieszą się, że trafili na Polskę, bo była to jedna z najsłabszych ekip z pierwszego koszyka.

To słuszna teza.

Oczywiście. W Japonii generalnie panuje przekonanie, że bardzo ważny będzie dla nich mecz z Senegalem. I możliwe, że w tym spotkaniu zagrają ofensywniej, w stylu Nishino, np. w ustawieniu 3-4-3. A z nami i z Kolumbijczykami wyjdą raczej czwórką obrońców, ustawieniem 4-2-3-1, dość defensywnym. Będą nastawiać się wtedy na szybkie kontrataki.

Ostatni ich sparing z Paragwajem był ciekawy, bo błysnął w nim Takashi Inui. To zawodnik, który miał być raczej rezerwowym, ale w Betisie zaliczył dobry sezon. Z Paragwajczykami świetnie wyglądała jego gra kombinacyjna z Kagawą. Po podaniach byłego zawodnika Borussii Dortmund Inui strzelił dwie bramki. Obaj panowie znają się jeszcze ze wspólnych występów w Osace. Wszystko wskazuje na to, że dwójka Inui-Kagawa będzie odpowiadać za kreowanie gry, a Honda usiądzie na ławce.

A co w Japonii wiedzą o naszej kadrze? Bo np. niektóre hiszpańskie media uparcie umieszczają w polskiej mundialowej jedenastce Krzysztofa Mączyńskiego, który nawet nie przyjechał do Rosji.

Większość pytań o polską reprezentację dotyczyło Roberta Lewandowskiego. Japończycy uważają, że mają z nami szanse tylko wtedy, jeśli go zatrzymają. Ale po tym co widziałem w sparingach, to myślę, że będą mieli z tym spory problem. Japonia ma bardzo ciekawych zawodników na bokach obrony, jak Yuto Nagatomo, Genki Haraguchi, Hiroki i Gotoku Sakai. W środku zaś zagrają Maya Yoshida i Tomoaki Makino, którym może być ciężko w walce z Lewandowskim. Jeżeli mnie pytano o jakiegolwiek innego polskiego piłkarza, to był to Arkadiusz Milik. Gdy zaś opowiadałem im o Piotrze Zielińskim, to byli zaskoczeni, że w ogóle taki Polak występuje w Napoli.

Powiedziałeś w rozmowie z Weszło FM, że wielu japońskich zawodników marzy o tym, by wyjechać do Bundesligi. Dlaczego?

Niemiecka liga jest mocniejsza od japońskiej, a jednocześnie najbardziej ją przypomina. We Włoszech jest więcej taktyki, w Anglii walki. Z tych najmocniejszych lig Bundesliga jest najbliżej J. League. A do tego są pewne wzorce, które skłaniają ich do wyjazdu do Niemiec. Młodzi piłkarze wiedzą, jak sobie radził tam Kagawa. Pamiętają jego czasy w Dortmundzie i chcą iść jego drogą.

Napisałeś po powrocie do Polski, że piłkarska liga w Japonii jest lepsza niż sądzimy. A siatkarska? Mocniejsza niż PlusLiga?

Jest inna. Poszedłem tam na turnieju, na którym występowało 16 najlepszych drużyn w kraju. Byłem w szoku, gdy zobaczyłem, jak tamtejsi siatkarze bronią. Rozgrywki w Japonii charakteryzują się tym, że żeby akcja się skończyła, to zwykle trzeba kilka razy zaatakować. Zawodnicy są w stanie obronić tam piłki, które w Polsce, we Włoszech czy w Rosji dawno przyniosłyby już punkt. Ciekawe jest też to, że po każdym zdobytym punkcie siatkarze nie podchodzą do siebie, nie klepią się, tylko biegają dookoła boiska. Wydaje się, że marnują w ten sposób siły, ale oni są do tego przyzwyczajeni. Wiedziałem, że tak się zachowują, gdyż oglądałem kilka spotkań naszej kadry z Japończykami.

Wydaje mi się, że Michał Kubiak dokonał dobrego wyboru, by tam przyjechać. Wiele osób go krytykowało, uważano go za materialistę, który wyjechał do Japonii tylko dla pieniędzy. On nie ukrywa, że aspekt finansowy był dla niego ważny, ale też myślę, że specyfika tej ligi dobrze wpływa na jego dyspozycję.

Czyli nie marnuje się tam?

Myślę, że nie. Musi perfekcyjnie zaatakować, żeby zdobyć punkt. Ciągły trening ataku. A ponadto w Japonii czołowe zespoły mogą ściągnąć tylko jedną gwiazdę z zagranicy. W swoim klubie Panasonic Panthers Kubiak jest pod dużą presją. Wszyscy oczekują od niego, że będzie najlepszy. Ma kończyć każdą ważną piłkę. To dobra imitacja spotkań o najwyższą stawkę, jakie polska drużyna narodowa rozgrywa w sezonie reprezentacyjnym.

Pierwszy raz byłeś w Japonii?

Tak

Miałeś pewnie jakieś swoje wyobrażenia o tym kraju. Na ile ten wyjazd je zweryfikował?

Wróciłem z mieszanymi uczuciami. Japonia ma sporo plusów i sporo minusów. Minusem na pewno jest język. Bardzo ciężko się tam dogadać, prawie nikt nie mówi po angielsku. Wyczuwalny jest też taki lęk przed obcymi. Tym bardziej, że Japończycy są z natury nieśmiali. Gdy byłem na kilku meczach, to japońscy dziennikarze sami się do mnie nie odzywali. To ja musiałem zacząć rozmowę. Jeśli zaś chodzi o plusy, to bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie tamtejsza komunikacja. Połączeń jest dużo, jedzie się szybko. Spodobała mi się też japońska kuchnia, dla mnie numer jeden na świecie. Przed wyjazdem wiele osób przestrzegało mnie, jak drogie jest życie w Kraju Kwitnącej Wiśni, ale to się nie sprawdziło. Ceny były przystępne. Jedynie za bilety na komunikacje musiałem faktycznie dużo zapłacić, bo np. bilet z Hiroszimy do Tokio kosztuje około 550 zł.

To sporo. Z drugiej strony, skoro mówisz, że ich sieć połączeń jest świetna, to z czegoś muszą ją finansować.

Racja. Jeśli chodzi o miasta, to Tokio mi się nie podobało. Z kolei miejscem, które robi olbrzymie wrażenie, jest Hiroszima. Każdemu, kto będzie leciał do Japonii i pytał mnie o zdanie, będę radził: jak najdłużej w Hiroszimie, jak najkrócej w Tokio.

A która dyscyplina sportu jest tam najpopularniejsza: piłka nożna czy baseball?

Dobre pytanie. Myślę, że na równi. Baseball był numerem jeden na początku lat 80. Takim czynnikiem, który sprawił, że wielu Japończyków zaczęło się interesować futbolem był kapitan Tsubasa. To ta słynna bajka, która cieszyła się popularnością także w naszym kraju. Początkowo w formie komiksu, a później serialu. Historia Tsubasy miała olbrzymi wpływ na zainteresowanie dzieciaków, które chciały być jak bohaterowie tej opowieści. Nagle boiska do baseballu opustoszały, a ludzie zaczęli grać w piłkę nożną.

Jak byłem w siedzibie stacji Fuji TV, która pokaże mecz Japonia – Polska, to oprowadzano mnie po takim głównym pomieszczeniu. Najwięcej pracujących tam dziennikarzy pisało o futbolu. Drugie miejsce to baseball, następnie golf, wyścigi konne, łyżwiarstwo figurowe.

Rozmawiał: Dominik Senkowski