Czy do Krakowa wróci kiedyś normalność?

  • Redakcja

Od kilku lat w krakowskiej Wiśle dzieją się rzeczy dziwne. Niepoważny właściciel, wizyty CBŚ, problemy z kibicami. Stałości na ławce trenerskiej też nie ma, o czym raz jeszcze przekonaliśmy się kilka dni temu, gdy z funkcji szkoleniowca „Białej Gwiazdy” zrezygnował Joan Carrillo. Jego decyzję można było przewidzieć, więc nasuwa się proste pytanie: po co było go zatrudniać?

O tym, że Hiszpan może odejść spekulowano od początku tego tygodnia. Dlaczego Carrillo zrezygnował z pracy w Wiśle? Bo chciał mieć większy wpływ na skład osobowy swojego sztabu. Chciał go odświeżyć. Klub zaś nie wyraził na to zgody. Jest to o tyle dziwne, że w każdym normalnym zespole to trener zwykle dobiera sobie współpracowników.  Pod Wawelem nie oglądali chyba filmu „Armageddon”, w którym to Bruce Willis gra głównego bohatera. Zapytany o to, z kim poleci na asteroidę, by ratować świat odpowiada:

Jestem najlepszy tylko dlatego, że pracuje z najlepszymi ludźmi.

Szkoleniowiec też nie jest sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Musi być otoczony osobami, którym ufa. Sam nic nie zdziała, potrzebuje odpowiednich współpracowników. Takich, jakich będzie chciał. W innym wypadku zawsze może dojść do jakiś nieporozumień, spięć. Jeśli Wisła nie chciała pozwolić na to, by Carrillo dobrał sobie współpracowników, to właściwie dlaczego go zatrudniała?

Jest to tym dziwniejsze, że Hiszpan przez pół roku pracy w Krakowie radził sobie naprawdę nieźle. Do końca walczył z drużyną o puchary w poprzednim sezonie. Ostatecznie zajął dość wysokie szóste miejsce. Gdyby popracował dłużej, może udałoby mu się zbudować pod Wawelem coś trwałego i wartościowego. Ale nie – po co, lepiej zburzyć to, co zaczęto skrzętnie tworzyć. Czas na nowego trenera, nowe porządki. I tak co lato. Czy to szaleństwo przy Reymonta kiedyś się skończy?

Miesiąc do startu Ekstraklasy, a Wisła została bez trenera, bez środka pola. Na wylocie jest też podobno dyrektor sportowy. Można było pociągnąć projekt z zeszłego sezonu, potraktować szóstą pozycję jak trampolinę do wybicia się wyżej. Ale jak zwykle wygrała krótkowzroczność. Działacze krakowscy od dawna marzyli o tym, by zatrudnić Carrillo. Gdy ten tylko stracił posadę w Hajduku Split, pożegnali Kiko Ramireza. Odchodzącego trenera nazwano nieudacznikiem, wskazując, że przerosła go Ekstraklasa. Nowy szkoleniowiec miał być człowiekiem z wizją. No i był, tylko nikt nie chciał jej uszanować i wcielać.

Kto będzie nowym opiekunem „Białej Gwiazdy”? Dzisiejszy „Przegląd Sportowy” informuje, że najbliżej stołka są Mariusz Jop i Radosław Sobolewski. Widać, że klubowi działacze chcą iść drogą Barcelony i stawiać na swoich. Świetnie – pytanie ile wystarczy im cierpliwości w dążeniu do realizacji tego celu? Znów pół roku? Może od stycznia 2019 roku ponownie zmieni się koncepcja? Łatwo sobie wyobrazić, że Wisła oparta o swoich byłych graczy (Sobolewski jako trener, Głowacki też ma dostać ofertę pracy w Wiśle) wcale nie musi tak szybko zaskoczyć. Czy wtedy znów krakowianie będą szukali „człowieka z wizją”? Oby wówczas pozwolili mu tę myśl w pełni realizować, bo Carrillo takiej szansy nie otrzymał.

Dominik Senkowski