Ukrainiec, który jest synem Sierraleończyka – co wiemy na temat rywala Andrzeja Fonfary

  • Redakcja

„Ismayl Sillah rywalem Andrzeja Fonfary na gali Warsaw Boxing Night, która odbędzie się 16 czerwca na warszawskim Torwarze” – oznajmił Mateusz Borek podczas studia telewizji Polsat przed PBN: Noc Zemsty. Ten Ukraiński pięściarz na pewno dobrze się kojarzy polskim kibicom boksu. Przecież jeszcze nie tak dawno 33-latek walczył na naszej ziemi z Mateuszem Masternakiem, gdzie dał dobrą walkę. Nie minął rok, a Sillah będzie miał okazję do ponownego przyjazdu do Polski. Tym razem jego zadaniem będzie poskromienie Polskiego Księcia.

Jak już wspomniałem, Ismayl Sillah miał okazję do zaprezentowania się szerszej publiczności w Polsce podczas czerwcowego Polish Boxing Night w gdańskiej Ergo Arenie. Mateusz Masternak wygrał walkę jednogłośnie na punkty, ale kto oglądał pojedynek ten wie, że to nie było dla niego łatwe starcie. Pierwsze co mogło zaskoczyć to wygląd ukraińskiego pięściarza. Kiedy myślimy o dowolnym Ukraińcu, wyobrażamy sobie osobę o bladej cerze. Przyszłemu rywalowi Andrzeja Fonfary daleko do takowej nawet jeśli uwzględnimy fakt, że Sillah od dziesięciu lat żyje pod kalifornijskim słońcem. Zresztą, same jego imię i nazwisko też nie jest typowo ukraińskie.

Ismayl Sillah przyszedł na świat 9 lutego 1985 roku w ukraińskim Zaporożu. Był drugim z trzech synów studentów. Mama była Ukrainką, a Ojciec Sierraleończykiem. Kiedy miał 7 lat, jego Ojciec porzucił Rodzinę dla rozpoczęcia nowego życia w Wielkiej Brytanii. To zmusiło jego Mamę do przeprowadzki pod dach swoich rodziców. Przeprowadzka do Mariupola w 1992 roku zbiegła się z początkiem fascynacji boksem małego Ismayla. Na miejscu Babcia bohatera niewinnie pchnęła bohatera w stronę sportu, zaprowadzając jego i jego Brata na salę treningową. Starsza Pani na pewno nie chciała, żeby jej Ismayl wybrał boks, ale on – kiedy zdecydował się na ten sport – nie wyobrażał siebie w innej roli, niż w roli boksera.

Jako amator zapowiadał się świetnie. W końcu zanotował takie wyniki, jak srebrny medal mistrzostw Europy kadetów, srebrny medal mistrzostw Świata w Myanyang i srebrny medal mistrzostw Europy w Płowiw. Wszystko było na dobrej drodze, żeby zdobyć upragniony medal na letnich Igrzyskach w Pekinie. Podczas badań antydopingowych odbywających się przed turniejem wyryto u niego carfedonu. Ten stymulant można przyjmować podczas okresu przygotowawczego, ale nie podczas okresu startowego. Sillah wraz ze sztabem próbowali przekonać, że ten środek został przyjęty nieświadomie, jednak na nic się zdały ich zapewnienia – AIBA zdyskwalifikowała pięściarza na dwa lata. Po raz kolejny nastąpił zwrot akcji w życiu 23-letniego Ismayla.

Tak samo, jak przy pierwszym „wstrząsie” w jego życiu, zmusiło to go poniekąd do przeprowadzki. Ukrainiec postanowił przeprowadzić znacznie dalej, niż przed 11 laty. Swoją karencję postanowił przeczekać w Los Angeles. W mieście Aniołów trafił – nomen omen – pod skrzydła Shadeeda Sulukiego, który miał przygotować go do debiutu na zawodowym ringu.

Wejście w zawodowstwo miał pioronujące. Przez niespełna trzy i pół roku wygrał 17 pierwszych profesjonalnych walk (w tym 14 przez KO), zdobywając pas NABF w wadze półciężkiej. 27. kwietnia 2012 roku stracił ten pas na rzecz Denisa Gracheva, który wygrał pojedynek przez techniczny nokaut w ósmej rundzie. Rosjanin, który na ostatniej gali w Częstochowie przegrał z Adamem Balskim, okazał się lepszym pięściarzem w pojedynku dwóch niepokonanych bokserów.

Po tym pojedynku Ukrainiec zrobił sobie 10-miesięczną przerwę. Po niej wrócił na zwycięski tor, wygrywając przez pół roku cztery walki! Został doceniony na tyle, że dostał propozycję wyjazdu do Kanady w celu stoczenia pojedynku o pas federacji WBO. Przeciwnik był niebyle jaki – Sergey Kovalev to obecnie osoba, która działa na wyobraźnie kibiców boksu na cały świecie. Sillah nie będzie miło wspominał spotkania z Rosjaninem. W drugiej rundzie został brutalnie znokautowany i od tamtej pory obniżył loty.

Po tym nokaucie postanowił zrobić sobie półtoraroczną przerwę od boksu. Od skończenia absencji, stoczył 7 pojedynków, z czego cztery przegrał. Jak w przedostatniej walce, z Mateuszem Masternakiem, zaprezentował się dobrze, tak podczas pojedynku w moskiewskich Łużnikach zanotował kompromitujący występ.

Miał sprowadzić na ziemię niepokonanego Papina, a przegrał starcie w pierwszej rundzie. W podobnym stylu w ostatnim pojedynku zaprezentował się Andrzej Fonfara, który nie był sobą w walce z Adonisem Stevensonem o pas WBC. Polski Książe wraca do Polski po 12 latach na walkę, którą chce zwyciężyć. Nie można powiedzieć, że wziął kelnera. 33-latek ma w sobie naturalny luz i to w połączeniu z jego nieprawdopodobną zdolnością częstej zmiany pozycji może przeważyć szalę zwycięstwa na jego stronę. Niewiadomą również jest jak nasz rodak poradzi sobie z przejściem z kategorii półciężkiej do junior ciężkiej, w której jego oponent ma spore doświadczenie. Polak, mimo tego, że jest młodszy o 3 lata, ma większe doświadczenie na zawodowych ringach. Miejmy nadzieje, że zaprocentuje ono 16 czerwca w Warszawie, gdzie ściany będą sprzyjać Polskiemu Księciu. Bukmacherzy w roli zdecydowanego faworyta stawiają Fonfarę (kurs w forBET na Polaka wynosi 1.22, a na Sillaha – 4.15).

 

Dominik Bożek