Szymon Kołecki: Mam nadzieję, że walka z dopingiem nie będzie jednoroczna

  • Redakcja

Odrodzenie polskiej sztangi? Niedawne Mistrzostwa Europy były dla naszych zawodników bardzo udane. O komentarz do ich sukcesów poprosiliśmy Szymona Kołeckiego, mistrza olimpijskiego, byłego prezesa Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów.

Polscy sztangiści na ostatnich Mistrzostwach Europy w Rumunii wywalczyli aż siedem medali, w tym trzy złote. To był najlepszy występ naszej reprezentacji w historii. Zaskoczenie?

Dla mnie nie. Przy tym poziomie, jaki jest obecnie w Europie, można było się spodziewać sporej ilości krążków. Tym bardziej, znając wyniki i możliwości poszczególnych naszych reprezentantów. Wiadomo, że kibic patrzący z zewnątrz, nie koniecznie mógł się spodziewać aż tak dobrych rezultatów. Ale ja akurat znam tych sportowców, którzy pojechali na rumuńską imprezę. Spodziewałem się, że z pięć – sześć medali przywiozą. Siedem to faktycznie bardzo dobry wynik.

Jak patrzeć na te mistrzostwa? Jedni chwalą naszych sztangistów, nazywają nas potęgą w ciężarach. Inni zauważają, że kilka drużyn narodowych nie starowało ze względu na doping.

Potęgą na pewno nie jesteśmy. Ale trzeba Polaków docenić. Z jakiegoś powodu te wspomniane kraje nie mogły startować. Nie dlatego, że nie zdążyły sobie kupić biletów na zawody. Zakazano im występowania. Z państw, które są uprawnione do tego, żeby móc obecnie rywalizować, jesteśmy w czołówce.

Ledwo zaczęło się robić czysto w podnoszeniu ciężarów i od razu odnosimy większe sukcesy.

Coś w tym jest. Im poważniejsza walka z dopingiem, tym kraje Unii Europejskiej będą miały zawsze większe szanse na medale.

W listopadzie odbędą się mistrzostwa świata w Turkmenistanie. Czy któryś z naszych medalistów z rumuńskiej imprezy może powalczyć także o krążek na tych zawodach?

Myślę, że Arek Michalski, jeśli będzie w trochę lepszej formie niż w Rumunii. Choć teraz też był w niezłej. On ma szanse medalowe. Ale trzeba pamiętać, że w listopadzie prawdopodobnie te państwa, które są aktualnie zawieszone, będą już odwieszone. Mają bowiem tylko roczne zawieszenie. Także może być niezmiernie ciężko. Myślę, że na światowych mistrzostwach jedyną szansą dla nas, jaką można by teraz prognozować, jest właśnie Arek. Pod warunkiem, że będzie w swojej optymalnej dyspozycji.

Czy ostatnie sukcesy polskiej sztangi mogą przyczynić się do rozwoju tej dyscypliny w Polsce, pozyskania nowych sponsorów?

Na sponsorów bym nie liczył, bo jednak wydarzenia sprzed igrzysk olimpijskich w Rio są bardzo świeże. I jeszcze naprawdę parę lat musi minąć, zanim podnoszenie ciężarów jako dyscyplina wymaże to, co zostało zapamiętane w głowach kibiców czy sponsorów. Ale ważne, by główny partner polskiego związku, czyli ministerstwo sportu, widziało dobrą pracę, która jest wykonywana. I żeby zostało to docenione także w sposób finansowy. A wiem, że ministerstwo działa tak, że jeśli są dobre wieści z danej konkurencji sportowej, są wyniki, to patrzy przychylnie i wynagradza. Ono jest od lat najpoważniejszym partnerem związku.

Pomału sztangiści będą też myśleć o kwalifikacjach olimpijskich. W zeszłym roku odbyła się szeroka dyskusja na temat przyszłości podnoszenia ciężarów. Pojawiła się groźba, że dyscyplina ta wypadnie z programu olimpijskiego w Paryżu w 2024 roku, jeżeli nie poradzi sobie z problemem dopingu.

Jeśli chodzi o najbliższe igrzyska, to oczywiście program jest zamknięty. A jeśli chodzi o kolejne, to nigdy nie wiadomo. Ale takie sugestie o możliwości wykluczenia tego sportu z rywalizacji olimpijskiej powtarzają się co jakiś czas przy okazji większych afer dopingowych. I nie ma co się temu dziwić. Światowe ciężary muszą się uporać z tym kłopotem. Zawieszenie na rok krajów, które najbardziej narażały na szwank reputację tej konkurencji sportowej, było dobrym krokiem, ale moim zdaniem tylko pierwszym.

A jakie mogą być następne?

Baczne przyglądanie się tym reprezentacjom. Kolejne zwiększenie ich kontroli. Przygotowanie przynajmniej podwójnych lub potrójnych sankcji uruchamianych w przypadku wystąpienia ponownych wpadek dopingowych. Mam nadzieję, że ta walka będzie jednak nie tylko jednoroczna. Że nastąpi kontynuacja. Wówczas będzie to także i dla Polski korzystne, jeśli chodzi o nasze wyniki sportowe. Ale przede wszystkim to ważne dla samego podnoszenia ciężarów.

Nie są jeszcze znane ostateczne zasady przyznawania paszportów na igrzyska do Tokio w 2020 roku. Kiedy je poznamy?

Faktycznie ich nie ma. Ale do mistrzostw świata na pewno będą ustalone i przyjęte. Zaakceptowane przez kongres światowej federacji, który zbierze się dzień przed mistrzostwami. Najprawdopodobniej będzie tak, że propozycje kwalifikowania się zostaną ustalone przez zarząd światowej federacji. Rozesłane do państw, tak, by były one przygotowane na zasady kwalifikacji już na listopadowej imprezie. A sam kongres zapewne tylko potwierdzi swoją decyzją ustalenia zarządu. To powinno być ogłoszone z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym, aby reprezentacje mogły się przygotować.

Podobno pojawił się pomysł, że jeśli dany sztangista zamierza pojechać na zawody olimpijskie, to musi przynajmniej pięć razy w okresie kwalifikacyjnym wystąpić w oficjalnych startach – w tym na mistrzostwach globu i swojego kontynentu.

Trudno mi się odnosić do tych propozycji, bo nie czytałem ich całości. To tylko jeden z punktów. Natomiast wiem, jaki cel przyświeca wprowadzaniu takich rozwiązań. Chodzi o to, by zawodnicy, którzy chcą startować, nie chowali się w Armenii czy Kazachstanie, szykując się przez dwa lata i wyskakując tylko na igrzyska. A ich dublerzy przygotują im kwalifikacje. Taka zapewne jest intencja.

Rozmawiał: Dominik Senkowski

Attachment