Ktoś tu potrzebuje batonika

  • Redakcja

O sportowej klasie Macieja Lampego napisano już bardzo dużo. To koszykarz, który od najmłodszych lat grał w największych klubach Starego Kontynentu, by wymienić choćby Real Madryt, Barcelonę, Chimki Moskwa, Uniks Kazań, że o łącznie 64 meczach w NBA tylko delikatnie wspomnimy. Niestety, kolejny raz dają się słyszeć niepokojące wieści w sprawie jego występów z orzełkiem na reprezentacyjnej koszulce.

O jego trudnym charakterze rozprawiano już w czasach gry zza oceanem. Jak sam przyznał w kilku wywiadach, jako młody chłopak z dużą kasą w kieszeni otoczony – jako zawodnik New York Knicks – kibicowskim kultem, nie poradził sobie z życiem w wielkim, pełnym pokus mieście. I o ile można pewne sprawy, w tym krnąbrność i zadufanie w sobie, zrzucić na karb młodego wieku (18-21 lat), to ostatnia „afera” z nim związana świadczy o tym, że nie wszystko, mimo upływu lat, tak łagodnie się wyprostowało.

Zresztą o jego perypetiach związanych z grą w kadrze Polski można byłoby napisać całkiem obszerne opowiadanie. Przyjeżdżał, kłamał w sprawie rzekomej kontuzji, obrażony wyjeżdżał i przez jakiś czas nie wracał. Wiele konfliktów prawdopodobnie brało się z obecności w reprezentacji tego, któremu w NBA powiodło się lepiej, a który nie miał aż tak dużego talentu, jak Lampe, czyli Marcina Gortata. No dobrze, ale byłego zawodnika Los Angeles Clippers nie ma w kadrze już od kilku dobrych lat. Objawiło się za to gwiazdorskie podejście Lampego, o którym swego czasu (np. po Eurobasketach w 2009 i 2013 roku) szeroko rozpisywała się prasa.

O tym, że było coś na rzeczy kilka razy sugerował Szymon Szewczyk, dodając jednocześnie, że w sumie to każdy ma „własne podejście do życia i koszykówki”, że w tym sporcie mnóstwo jest charakternych zawodników, że do pewnych spraw „trzeba dorosnąć”. Lampe ostatecznie po trzech latach wrócił do kadry Mike’a Taylora. W ostatnim czasie był prawdziwym jej liderem, zapewniając Polsce upragniony awans do Mistrzostw Świata w Chinach, a więc tam, gdzie zna wiele kątów – w końcu od 2016 roku gra w tamtejszej lidze. Nie wiadomo jednak, czy 34-latek pojedzie na koszykarski mundial – dlaczego?

„Nie wiem, czy zagram na mistrzostwach świata. Nie mogę ryzykować zdrowia dla ludzi, którzy mnie nie wspierają. Wyjechałem z Chin, gdzie w ciągu czterech miesięcy rozegrałem 50 meczów. Powinni mnie szanować, a nie traktować jak worek ziemniaków. W Chinach otrzymuję wynagrodzenie, które pozwala mi utrzymać rodzinę” – powiedział w rozmowie z litewskim serwisem BasketNews.

Chodzi o ostatnie okienko reprezentacyjne. Lampe narzekał na ból podczas kluczowej potyczki z Chorwacją. Po trzech dniach kadrowicze mieli zaplanowany ostatni mecz z Holandią. 34-latek początkowo chciał w nim zagrać, ale ostatecznie zmienił zdanie. Problem w tym, że zrobił to za późno i trener Taylor nie mógł wziąć w zastępstwie nikogo z listy rezerwowej. Lampemu zaproponowano więc, żeby został z kadrą jako widz. Ten jednak odmówił i pojechał na badania do Monachium, co rzecz jasna nie spodobało się szkoleniowcowi.

Sprawa jest i szokująca i poważna. Szokująca, bo właściwie nie wiadomo, o co dokładnie Lampe ma pretensje. Poważna, bo dotyczy lidera kadry, która stoi przed wielką szansą, jaką dają Mistrzostwa Świata. Konieczne jest zatem, by obaj panowie ze sobą na spokojnie (i nie przez media) porozmawiali, wyjaśnili pewne bolące sprawy. Psucie atmosfery jeszcze przed wylotem do Chin nie jest na rękę nikomu. A Lampemu radzimy, by przed rozmową z Taylorem zjadł batona, bo niestety chyba zaczyna (znowu) za bardzo gwiazdorzyć.

Aktualna oferta forBET na mecze koszykówki dostępna jest TUTAJ.