Powtórka z Dubaju? Nie mamy nic przeciwko!

  • Redakcja

Hubert Hurkacz gra jak z nut i pnie się po szczeblach tenisowej hierarchii. Reprezentant Polski w nocy z niedzieli na poniedziałek po wyrównanym pojedynku pokonał obecnie 30. zawodnika świata – Lucasa Pouille. Tenisiści do ostatnich chwil zażarcie ze sobą walczyli, ale to ten mniej doświadczony z nich lepiej wytrzymał wojnę nerwów, dzięki czemu wywalczył przepustkę do trzeciej rundy turnieju rangi ATP Masters 1000 – BNP Paribas Open. Na Hurkacza w kolejnej fazie rywalizacji w Indian Wells czeka jego stary znajomy: Kei Nishikori.

Przed meczem Hurkacza z Pouille panowały mieszane nastroje. Z jednej strony, Polak miał zmierzyć się z półfinalistą Australian Open 2019 oraz niegdyś 10. zawodnikiem świata, co samo w sobie oznacza wymagające zadanie. Z drugiej zaś, reprezentant Francji to tenisista, który w ostatnim czasie miewa olbrzymie problemy z regularnością – poza wspomnianym sukcesem w Melbourne nie wygrał w tym sezonie meczu w innych turniejach, a na domiar złego w poprzednich tygodniach zmagał się z chorobą.

Skoro zawodnik nie pojawił się na korcie przez ponad miesiąc, to czego mu brakuje? Oczywiście, że rytmu meczowego. Wiedział o tym również Hurkacz, który przyjął najsłuszniejszą taktykę i od samego początku starał się być stroną dominującą. W pierwszym secie przyniosło to oczekiwany efekt. W drugiej partii było gorzej, ale w decydującej odsłonie wszystko wróciło do normy. Poza wygraną, która bezspornie cieszy, bardzo ważnym momentem tego spotkania był stan 4:4 w trzecim secie. W nim Hurkacz był zmuszony do obrony aż czterech piłek na przełamanie. Gdyby stracił własne podanie, to zapewne nie byłoby go już w turnieju w Indian Wells. Natomiast on wyszedł z opresji i w następnym gemie sam znalazł sposób na wygranie gema serwisowego rywala.

Pouille jest daleko od swojej najlepszej dyspozycji, ale mecz drugiej rundy BNP Paribas Open bezsprzecznie pokazał, że jest on wymagającym rywalem. Wymagającym rywalem, z którym Hurkacz sobie i tak poradził. Jeśli ktoś nadal uważa, że Polak odstaje od najlepszych czterdziestu, czy pięćdziesięciu tenisistów na świecie, to to spotkanie powinno zmienić ten światopogląd. Ekspert tenisa oraz komentator Marek Furjan uważa, że wiktoria wrocławianina powinna zostać bardziej doceniona. „Jak patrzę, jaki był rozgłos po pokonaniu Lucasa Pouille, to myślę, że wiele osób sobie nie zdaje sprawy z tego, jak cenne było to zwycięstwo. Pouille w tym sezonie miewa wzloty i upadki. Upadki były poważne, ale trzeba pamiętać, że w Melbourne doszedł do półfinału Australian Open! To jest zawodnik, który po ustabilizowaniu swojej dyspozycji śmiało może myśleć o wygrywaniu najważniejszych turniejów. Pokonać półfinalistę AO nie sprzed pięciu lat, a sprzed kilku tygodni, to jest niezwykły sukces” – ocenił.

Przygoda Hurkacza w Indian Wells trwa i dlaczego nie miałaby zostać przedłużona o kolejne dni? Polak jest o krok od awansu do 1/8 finału – przeszkodzić mu w osiągnięciu tego rezultatu będzie chciał Kei Nishikori. Minęły zaledwie niecałe dwa tygodnie od ich poprzedniego meczu w Dubaju, który przecież wygrał nasz rodak. Pomijając fakty, że dzięki temu po raz pierwszy w karierze pokonał gracza z TOP 10, awansował do pierwszego ćwierćfinału imprezy głównego cyklu oraz ATP 500 – Hurkacz po prostu rozegrał najlepsze zawody w swojej karierze. Kursy na ich drugie w ciągu kilku dni starcie można znaleźć u bukmachera forBET. Prezentują się one tak: Hurkacz – 3,15, Nishikori – 1,35.

Co o nadchodzącym meczu sądzi Furjan? Według niego potencjalna wygrana Hurkacza może być poważnym sygnałem dla całego świata, że wrocławianin może namieszać w czołówce: – Nishikoriego zawsze jest trudno pokonać. Bez względu na to, czy zrobiło się to w pierwszym spotkaniu, czy też nie. Hubert ma to szczęście, że już wie, jak to smakuje i dlatego należy się mu uważnie przyglądać. Myśląc o tym, co on robi w tym sezonie, to jestem po prostu zachwycony. Mamy zawodnika, który już puka do czołowej „pięćdziesiątki” rankingu ATP. Nishikori ma w tym roku świetny bilans – zanotował jedynie trzy porażki. Z Novakiem Djokoviciem, Stanem Wawrinką i właśnie Hurkaczem. Pamiętamy jednak Australian Open, gdzie było blisko, abyśmy się cieszyli z kolejnej wygranej Polaka nad Japończykiem, bo Kamil Majchrzak poważnie go postraszył. Jestem bardzo ciekawy, jak ten mecz będzie wyglądał, bo ostatnie nasze wspomnienia, jeśli chodzi o spotkania z Nishikorim, są bardzo pozytywne. Jeśli okaże się, że Hubert pokona go po raz drugi, to będzie to gigantyczny sygnał dla całego świata, że ten chłopak może namieszać i nie musi zakończyć stawiania sobie celów na wspomnianej „pięćdziesiątce”.

22-latkowi będzie trudno powtórzyć wynik z 27 lutego, ale nie ma co się nad tym rozwodzić. Za pewnik należy uznać, że Nishikori ze względu na tę porażkę do meczu w Indian Wells przystąpi podwójnie zmotywowany, ale kilka godzin temu Adrian Mannarino pokazał, że Japończykowi można dobrać się do skóry. Francuz, który obecnie jest 52. rakietą świata, był o krok od sprawienia niespodzianki i wyeliminowania go w drugiej rundzie BNP Paribas Open. Reprezentant „Trójkolorowych” nawet serwował po końcowy triumf, ale nie uniósł presji i poniósł porażkę po tie-breaku trzeciego seta.

Ostatnie wyniki Japończyka ewidentnie wskazują, że wpadł on w mały dołek – kto wie, czy nie przerodzi się on kryzys, a Hurkacz będzie tenisistą, który będzie mu śnił się po nocach?

Michał Pochopień