Jesteś fanem debla? Zainteresuje cię drabinka turnieju w Indian Wells

  • Redakcja

Novak Djokovic, Kei Nishikori, Nick Kyrgios, Alexander Zverev, Dominic Thiem, Stan Wawrinka – nie ma chyba głośniejszych nazwisk (oczywiście: ktoś natychmiast pomyśli o Rafaelu Nadalu i Rogerze Federer), które mogłyby zrobić lepszą reklamę jakiemukolwiek tenisowemu turniejowi na świecie. Kilkanaście godzin przed startem turnieju deblowego BNP Paribas Open w Indian Wells bardzo dużo mówi się o tej rywalizacji. Oczywistego powodu należy szukać w pierwszych słowach tego tekstu, gdzie wymieniono niektórych z uczestników. Fanów gry podwójnej czeka nie lada gratka, gdy specjaliści od debla trafią na najlepszych singlistów na świecie, a podziwianie współpracy na linii Djokovic – Foginini czy innych tego typu kooperacji jest bez wątpienia „must see”.

Zacznijmy od samego początku – co więc powoduje, że najlepsi tenisiści na świecie właśnie w Indian Wells decydują się na występ deblowy? Stoją za tym trzy poważne argumenty. Pierwszy z nich, to chęć przystosowania się do nowej nawierzchni. W ostatnich tygodniach rozgrywane było tzw. „Golden Swing”, czyli cykl imprez odbywających się na kortach ziemnych w Ameryce Łacińskiej. Wielu tenisistów zbierało punkty do rankingu ATP w tych turniejach, dlatego teraz czeka ich zmiana mączki na korty twarde. W pomyślnej zmianie może pomóc dodatkowy mecz, który pozwoli wejść w rytm. Drugi argument poniekąd jest pochodną tego pierwszego. W BNP Paribas Open 32 graczy może liczyć na rozstawienie, a co za tym idzie – także na wolny los w pierwszej rundzie. Przez to wielu z nich traktuje debel jako formę przygotowania się do właściwej rywalizacji.

Trzeci motyw. I chyba najważniejszy. Ten, który rozbudza apetyty. Pula nagród. A ta w Indian Wells jest naprawdę ogromna. Para, która wygra rywalizację, otrzyma ponad 459 tysięcy dolarów. W przeliczeniu na polskie złote jest to ponad 1,7 miliona! Żaden turniej rangi ATP Masters 1000 nie może się pochwalić taką zachętą w postaci zarobków dla deblistów. Dla porównania: weźmy pod uwagę ostatnie zawody pod tą egidą – listopadowy turniej w Paryżu. Triumfatorzy zmagań w hali Bercy mogli liczyć na niecałe 289 tysięcy euro (w przeliczeniu: 1,24 mln zł). Jeśli chodzi o argumenty, to nic więcej nie trzeba dodawać, prawda?

Ciekawe są działania organizatorów BNP Paribas Open. Ogromnym echem odbił się ich ubiegłoroczny ruch, kiedy to jeszcze bardziej zależało im na mocnej obsadzie turnieju deblowego. Wtedy postanowiono, że jeśli zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, ktoś wygra rywalizację singlową i deblową, to poza regulaminowymi zarobkami, otrzyma także jeden milion dolarów bonusu! Ostatecznie tych warunków nikt nie spełnił – najbliżej (choć to nie do końca słuszne słowo) tego był Jack Sock. Amerykanin w parze z Johnem Isnerem wprawdzie sięgnął po tytuł w deblu, to jednak w singlu odpadł już w trzeciej rundzie.

Jakie pary, które staną na starcie turnieju deblowego w Indian Wells budzą największą ekscytację? Numer jeden to bezapelacyjnie Novak Djokovic / Fognini. Obaj zawodnicy są określani jako tzw. „gorące głowy”, dlatego należy się spodziewać, że ta wybuchowa mieszanka spowoduje, iż ich mecze nie będą nudne. Już na inaugurację czeka ich mecz z innymi singlistami – Jeremym Chardym oraz Milosem Raoniciem. Dużą publiczność może zebrać także inny mecz pierwszej rundy pomiędzy parami Steve Johnson / Dominic Thiem – Taylor Fritz / Nick Kyrgios. Ogromnej dawki dobrego tenisa należy się spodziewać także w spotkaniach z udziałem tych duetów: Lucas Pouille / Stan Wawrinka, Santiago Gonzalez / Kei Nishikori, Karen Khachanov / Daniil Medvedev czy Rohan Bopanna / Denis Shapovalov.

Natomiast jeśli miałbym wytypować parę, którą stać na dobry rezultat, to jest to dwójka Stefanos Tsitsipas i Wesley Koolhof. W tym momencie mogę zajść za skórę setkom kibicom z Polski, bowiem grecko-holenderski duet w pierwszej rundzie stanie na drodze Łukasza Kubota i Marcelo Melo, którzy .. nadal czekają na premierową wygraną w tym sezonie. Brazylijczyk stracił kilka tygodni z powodu kontuzji, ale ze zdrowiem jest już wszystko dobrze. Gorzej z formą. Polak oraz jego partner bez zwycięstwa wrócili z Rotterdamu oraz Acapulco, co oznacza, że na ponowne zaznanie wspólnego smaku i wiktorii czekają od listopada ubiegłego roku i Mistrzostw ATP. Jak będzie w Indian Wells? Bukmacher forBET ma w swojej ofercie kursy na ten mecz. Prezentują się one następująco: Kubot / Melo – 1,25, Tsitsipas – Koolhof – 3,75.

Debliści od dłuższego czasu narzekają, że turnieje gry podwójnej są traktowane po macoszemu. Na pewno tak nie będzie w Indian Wells, gdzie szykowana jest prawdziwa uczta. Czy jednak właśnie o to im chodziło? Koniec końców kibiców na trybuny nadal nie będą przyciągać Raven Klaasen, Nikola Mektic, czy nawet Kubot i Melo, a przede wymienione powyżej gwiazdy pierwszych stron gazet..

Michał Pochopień