Chwile nieulotne #29 – Alfredo Di Stefano i jego Real Madryt

  • Redakcja

W najnowszym numerze prestiżowego tygodnika „France Football” pojawiła się lista najlepszych klubów na świecie (wśród kryteriów były m.in. sukcesy na boisku, ale i frekwencja, czy kwestie finansowe) – zgadnijcie Państwo jaki klub zdobył najwięcej punktów? Real Madryt. To pierwszy powód dzisiejszego tematu naszego cotygodniowego cyklu. Drugi jest taki, że kilka tygodni temu zajęliśmy się – drugą w zestawieniu „France Football”– FC Barceloną. Dla równowagi więc warto byłoby podjąć się tematu drugiej strony odwiecznej sportowej wojny. Trzecim zaś powodem jest zbliżający się mecz Realu z Ajaksem w 1/8 finału Ligi Mistrzów (kursy w forBET: Ajax 3.80, remis 4.00, Real 1.90).

Chwile nieulotne #21 – Hymn Barcy i era Cruyffa w latach 70.

W kontekście „Królewskich” zajmiemy się jeszcze bardziej zamierzchłymi czasami niż w przypadku „Dumy Katalonii”. Interesować nas będzie wielki Real Madryt z lat 50. i 60., a więc gdy jego białą koszulkę przywdziewał jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii i wielki symbol madryckiego klubu: Argentyńczyk Alfredo Di Stefano. „Saeta Rubia”, czyli Blond Strzała.

Niewiele brakowało zresztą, aby Argentyńczyk trafił do… Barcelony. Jego sytuacja, gdy wraz ze swoim kolumbijskim klubem Los Millonarios Bogota odwiedził Europę na początku lat pięćdziesiątych była zagmatwana. Część praw miał do niego miał aktualny wówczas klub, część argentyńskie River Plate. A już w głowie wysłannika Barcelony Pepe Samitiera kołatał się pomysł, by stworzyć największą drużynę w historii, w której prym będzie wiódł znakomity węgierski uchodźca Ladislao Kubala oraz właśnie Di Stefano. Nic z tego nie wyszło. Z dwóch powodów. Po pierwsze, Barça na początkowym etapie zaoferowała za mało pieniędzy. Po drugie, do akcji wkroczył prezes Realu Santiago Bernabeu, który uruchomiwszy swoje kontakty wśród przedstawicieli reżimu Franco, doprowadził do tego, że Blond Strzała ostatecznie wylądował w Realu.

Di Stefano urodził się 4 lipca 1926 roku w Buenos Aires w rodzinie włoskich imigrantów. Od wczesnych lat pomagał rodzicom w gospodarstwie rolnym, dzierżawionym na peryferiach stolicy Argentyny. To dzięki tej pracy miał zawdzięczać wielką wytrzymałość już później na boisku. Profesjonalny kontrakt podpisał w wieku 15 lat z River Plate. Rok później zadebiutował w pierwszej drużynie, ale – przez nadmiar genialnych zawodników – został wypożyczony do stołecznego Huracanu. Po powrocie do River nie zabawił tam zbyt długo, bo w 1949 roku w Argentynie wybuchł finansowy strajk piłkarzy i najlepsi z nich wyemigrowali do Kolumbii, gdzie poza strukturami FIFA próbowano organizować zawodową ligę. Di Stefano spędził tam cztery sezony: wszystkie zakończyły się sięgnięciem po tytuł mistrzowski. Nic dziwnego, że wreszcie chciał spróbować siła na Starym Kontynencie.

Blond Strzała, na skutek dziwnego zrządzenia losu, w trakcie kariery reprezentował barwy aż trzech (!) reprezentacji: Argentyny (siedem spotkań), Kolumbii (cztery) oraz Hiszpanii (31). Co jeszcze bardziej zdumiewające, ani razu nie wystąpił w finałach Mistrzostw Świata. I być może dlatego jego zasługi dla futbolu dla wielu ekspertów ważą mniej niż dokonania Pelego, Diego Maradony, czy Johana Cruyffa. Niesłusznie. Bo choć lwia część jego gier przypadała na czasy przed rewolucją telewizyjną, to jednak Di Stefano zadziwiał swoimi umiejętnościami. Ci, którzy w pełnej krasie mogli podziwiać jego zdolności najczęściej wymieniali choćby znakomite panowanie nad piłką, dokładność oraz instynkt piłkarskiego zabójcy w polu karnym. Zwłaszcza ta ostatnia cecha jest bardzo pożądana u napastników. Figiel polegał na tym, że Argentyńczyk potrafił grać na każdej pozycji, niekoniecznie jako najbardziej wysunięty do przodu zawodnik. To nie zmienia faktu, że według dokładnych obliczeń we wszystkich swoich oficjalnych spotkaniach miał strzelić 800 goli, a niektórzy mówią i piszą nawet o ponad 890. No dobrze, ale jak wyglądała jego kariera w Realu?

Dość powiedzieć, że już w pierwszym jego sezonie gier w Hiszpanii „Królewscy” z Di Stefano w składzie przełamali dominację Barcelony, sięgając po upragniony, długo wyczekiwany (20 lat) tytuł. Argentyńczyk skończył sezon 1953/54 z 29 trafieniami, co dało mu tytuł króla strzelców. Real wkraczał w nową erę, znaczoną piłkarskim piętnem Di Stefano. Przed jego przyjściem tylko dwa razy sięgał po mistrzostwo Hiszpanii. Z nim zaś zrobił to aż ośmiokrotnie! Sam nasz bohater ciekawie opowiadał autorowi książki o Gran Derbi Thibaud Leplatowi o swoich początkach w Madrycie: „Bernabeu mówił nam w pierwszych latach, że nie jesteśmy w Realu, aby zadzierać nosa. Przez dwa i pół roku nie miałem więc samochodu. Powtarzał nam, że socios Los Blancos są robotnikami, ludźmi skromnymi, a my musimy pokazać, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny”.

Argentyńczyk nie stał tylko za dominacją Realu na krajowym podwórku. W 1955 roku wystartował nowy twór, wymyślony przez dziennikarza francuskiego „L’Équipe” Gabierla Hanota: Puchar Europy Mistrzów Klubowych. I choć pierwsza edycja w 1956 roku miała charakter mocno partyzancki, to po nowe trofeum sięga Real w finale pokonują Stade Reims. „Królewscy”  stają się absolutną potęgą. Synonimem nowoczesnego futbolu. Klub napędzany – oprócz Di Stefano – także Hiszpanami Francisco Gento i Luisem Del Solą oraz Węgrem Ferencem Puskasem był dominującą siłą na Starym Kontynencie. Najlepszym ambasadorem Hiszpanii za panowania Franco. Wygrał Puchar Europy pięć razy z rzędu przy znacznym udziale naszego bohatera. Nic dziwnego, że w latach 1957 i 1959 Alfredo Di Stefano triumfuje w plebiscycie na najlepszego piłkarza na kontynencie.  Łącznie w barwach Realu Madryt Argentyńczyk w 229 meczach zdobył 156 goli.

Karierę skończył w wieku 40 lat w Espanyolu Barcelona. Został jednak przy futbolu. Jako trener z sukcesami prowadził nie tylko największe kluby argentyńskie, ale także oczywiście Real Madryt i np. Valencię, z którą w sezonie 1970/71 wywalczył Mistrzostwo Hiszpanii.

Od 2000 roku był Honorowym Prezesem Realu Madryt. Jego imieniem nazwano stadion rezerw tego klubu, zaś przed kompleksem treningowym ustawiono jego pomnik. Di Stefano zmarł 7 lipca 2014 roku w wieku 88 lat.

Jacek Hafka