W nocy z piątku na sobotę kolejne mecze zza oceanem (szczegóły oferty forBET: TUTAJ), dzisiaj w ramach Euroligi m.in. derby Grecji, a więc starcie Olympiakosu Pireus z Panathinaikosem Ateny (kursy forBET: OLY 1.45, PAN 2.85, remis 15.00). Ale, co trzeba przyznać, pewną namiastkę największej koszykówki mieliśmy ostatnio także w naszej Energa Basket Lidze.

13. kolejka EBL zaczęła się od zwycięskich dla Arki Gdynia derbów Trójmiasta z Treflem Sopot. I znowu sporo punktów – 22 – rzucił James Florence, wspierany głównie przez Josha Bosticia. Arka miała całkiem spore problemy z naszą nadzieją, niespełna 20-letnim Łukaszem Kolendą, który mimo kiepskiej skuteczność rzutach, dograł swoim partnerom siedem piłek. I oby forma tego młodego koszykarza rosła z każdym meczem, zwłaszcza przeciwko ligowemu potentatowi. Tylko w ten sposób Kolenda nabierze doświadczenia, a że już zwrócił na siebie uwagę, to wiadomo po mistrzostwach Europy U20 dywizji B, w których został wybrany MVP turnieju. Może wkrótce czeka go duża kariera? Zobaczymy.

„Karierę” w mediach robiły ostatnio dwa spotkania, do rozstrzygnięcia których – niczym w NBA – potrzebne były dogrywki. King Szczecin po jednej uporał się z AZS Koszalin, natomiast aż dwóch potrzebował mistrz Polski z Włocławka, by wygrać u siebie z ambitną Polpharmą Starogard Gdański. Ponad dwie godziny kibice Anwilu oglądali emocjonujący pojedynek, choć pewnie nie tego oczekiwali. Nie myśleli, że ich drużyna straci z „Kociewskimi diabłami” aż 115 punktów. Na szczęście dla gospodarzy, zawodnicy trenera Igora Milicicia rzucili siedem „oczek’ więcej. WOW – łącznie 237 punktów w jednym meczu?! Toż to (prawie) NBA.

Zza oceanem wiadomo – mecze są istną ofensywną orgią koszykarską. Dzieje się bardzo wiele, bardzo wielu zawodników umie tam po prostu wszystko. Ale, i znowu wróćmy do EBL, ciekawie było także w Toruniu, gdzie miejscowy Polski Cukier niespodziewanie stłamsił odmienionych wicemistrzów Polski z Ostrowa. Drużyna BM Slam Stali, która najczęściej agresją sama wymusza mnóstwo strat wśród swoich rywali, tego dnia była zespołem znacznie gorszym, zwłaszcza w ofensywie. Torunianie rozbijali ataki gości niczym Fenerbahce Stambuł swoim przeciwników w Eurolidze. Na 11 minut przed końcem meczu dystans między zespołami wynosił aż 20 punktów i gdyby nie rozprężnie defensywy Twardych Pierników w ostatniej kwarcie (oraz „popisówa” Roberta Lowery’ego), w Arenie Toruń mogłoby dojść do sportowej tragedii Stali.

Pod tak wielkich emocjach w 13. kolejce EBL, cieszy fakt, że już od jutra startuje nowa. I tak np. Anwil znowu może mieć niemałe problemy, bo tym razem do Hali Mistrzów przyjeżdża nieobliczalny Start Lublin (kursy w forBET na ten mecz: Anwil 1.15, Start 4.75). A fani koszykówki w Arenie Toruń znowu mogą być obiektem zazdrości tych z innych ośrodków, bowiem do Torunia w niedzielę przyjeżdża silna Arka. I właśnie spotkanie Polskiego Cukru z gdynianami zapowiada się najbardziej emocjonująco. Czyżby na miarę meczów w NBA/Eurolidze?

Jacek Hafka