Bożydar Iwanow: Problemy Wisły, a kontekst ludzki

  • Redakcja

W całej tragiczno-komicznej sytuacji Wisły Kraków najbardziej szkoda mi ludzi. Bo klub to właśnie oni. Historia, tradycja, mistrzostwa, puchary, pamiętne mecze w kraju i Europie tworzone były przez konkretne osoby. Przede wszystkim ubrane w piłkarskie korki, ale też i te na kierowniczych stołkach, a także przyodziane w kibicowskie szaliki. Zaznaczam, że w tym ostatnim przypadku nie dotyczy to wszystkich.  

Dziś najwięcej mówi i pisze się o Marzenie Sarapacie, Damianie Dukacie, „Miśku” i panach Ly, Hartingu czy Pietrowskim. Ale w tym tekście pojawią się tylko raz, bo nie warto zaprzątać sobie nimi głowy. Nie zrobili nic dobrego dla klubu, nie podjęli żadnego wysiłku, poza tym, który tylko im miał przynieść wymierną korzyść. Niech to będzie jakaś lekcja dla wszystkich. Polskie kluby – tą drogą nie idźcie.

Jedyne, o co mogę mieć pretensje, także do nas, dziennikarzy, to fakt, że wszyscy „nieoficjalnie” mniej więcej wiedzieliśmy, co dzieje się na Reymonta, ale nikt nie powiedział o tym otwartym głosem. Nie zareagował. Tak jak wiele lat temu, gdy jeździliśmy na polską ligę mając świadomość, że mecze są ułożone. Sam byłem naocznym świadkiem wielu takich spotkań. Byłem wtedy dwudziestoparoletnim dziennikarzem regionalnego oddziału Telewizji Polskiej w Katowicach i – szczerze mówiąc – nie miałem na tyle odwagi, aby być pierwszym, który rzuci kamieniem. A zatem teraz: szacunek dla Szymona Jadczaka, że zrobił to w przypadku Wisły. Bo jej problemy nie zaczęły się w grudniu ubiegłego roku, ale zdecydowanie wcześniej.

Pomijając kwestie dalszej egzystencji Wisły, w jakiej lidze zagra, czy C-klasie, czy czwartej czy w ogóle istotny jest czynnik ludzki. I właśnie w kontekście egzystencjalnym. Gro piłkarzy i trenerów nie dostaje wypłat od pół roku. Tym, którzy to zgłosili, część przelano. Ci bardziej majętni i związani z „Białą Gwiazdą” bardziej emocjonalnie zwlekali. Bo wiadomo, tym z dłuższym stażem jest trochę łatwiej. Przez lata kariery swoje odłożyli, co oczywiście nie zwalnia nikogo z realizacji podpisanych umów. Ale z „kupki” żyje się prościej, gdy jest ona dość wysoka. Co z tymi, którzy pracowali w różnych, niby mniej prestiżowych, ale ciągle ważnych rolach dla dobra klubu? O nich przecież zapomnieć nie można. Oni też mają na utrzymaniu swoje rodziny.